Przywrócić Polsce misję dziejową
Rysująca się możliwość trwałego, złowrogiego współdziałania Rosji i Niemiec stanowi dla Polski śmiertelne zagrożenie. Co możemy mu przeciwstawić?
Adolf Bocheński, jeden z najważniejszych polskich myślicieli i pisarzy politycznych XX w., w opublikowanym w 1929 r. w wileńskim „Słowie” artykule „Koncepcja Bismarckowska w stosunkach polsko‑ukraińskich” formułuje diagnozę historyczną, wprost przylegającą do realiów II Rzeczypospolitej. Ale jest ona również zaskakująco przydatna do zrozumienia tego, co się dzieje na Ukrainie i wokół Ukrainy dzisiaj: „Stanowisko antypolskie Bismarcka z 1863 roku było uwarunkowane dążeniem do wyzyskiwania sprawy polskiej dla stworzenia przymierza między Prusami a Rosją”.
Bismarck nauczycielem Merkel i Putina
Słowa Bocheńskiego pasują jak ulał, gdy kontekst historyczny zamienimy na realia współczesne. Łatwo wtedy zobaczyć w roli Prus Bismarcka Niemcy Angeli Merkel, a losy części ziem polskich zaboru rosyjskiego z czasów Powstania Styczniowego odpowiadają zmaganiom wschodniej Ukrainy w jej wojnie o utrzymanie niezależności od Rosji. Niemcy pod rządami Merkel uznają geopolitycznie nie tylko Polskę, lecz także zachodnią Ukrainę za swoją strefę wpływów – zauważmy, że obszar ten odpowiada wschodnim granicom I Rzeczypospolitej. Ale wschód Ukrainy traktują – identycznie jak Bismarck ówczesne ziemie polskie objęte Powstaniem Styczniowym – jak kartę przetargową w stosunkach z Rosją.
Taka układanka geopolityczna jest możliwa tylko z jednego powodu. Niemcy Merkel zneutralizowały i przejęły polską strefę bezpośrednich geopolitycznych oddziaływań wobec Ukrainy. Oddaliśmy to bez walki, a jednym z przyzwalających sygnałów był słynny, wiernopoddańczy wobec Niemiec, berliński hołd ministra Sikorskiego. Polska przestała wobec Ukrainy pełnić funkcję najbliższego jej państwa zachodniej Europy, a tym samym polskie geopolityczne aktywa wobec Ukrainy wyparowały, ustępując miejsca już całkowicie bezpośredniej grze interesów Rosji i Niemiec.
Angela Jagiellonka
Nie bez powodu – na łamach „Gazety Polskiej Codziennie” – nazwałem kilka miesięcy temu kanclerz Niemiec Angelą Jagiellonką. Merkel bowiem nie tylko zaadaptowała do swojej wizji przyszłości Niemiec – co jest całkowicie zrozumiałe – recepturę Bismarckowską, lecz także – co dla nas jest szczególnie szkodliwe i upokarzające – przyswoiła na użytek niemieckiego ekspansjonizmu polską, jagiellońską myśl polityczną i filozofię dziejów.
Dzisiejsza sytuacja na Ukrainie jest przecież politycznym i symbolicznym odbiciem umowy w Perejasławiu z 1654 r. i ugody w Hadziaczu z roku 1658. Duch Perejasławia to zaanektowanie przez Rosję ogromnych połaci wschodniej Ukrainy. Duch ugody hadziackiej – stanów Rzeczypospolitej z Kozaczyzną – to włączenie się państwowości ukraińskiej w obręb cywilizacji zachodniej. Gwałt Perejasławia dokonuje się ponownie dzisiaj rękami Władimira Putina. Profanacja i deformacja Hadziacza – na rzecz interesu i potęgi Niemiec – rękami kanclerz Merkel.
Ratuje nas dziedzictwo I Rzeczypospolitej
Architekci polskiej myśli politycznej XVII w. – w obszarze koncepcji jagiellońskiej – ustanowili zobowiązujący testament dla potomnych: Hadziacz zamiast Perejasławia. Architekci nowego koncertu mocarstw – Putin i Merkel – w to miejsce postawili, na rzecz potęgi swoich imperiów, złowrogą dla świata koniunkcję: Perejasław i Hadziacz – razem, równocześnie i teraz.
Tak rysująca się możliwość trwałego, złowrogiego współdziałania Rosji i Niemiec stanowi dla Polski śmiertelne zagrożenie. Co możemy mu przeciwstawić? Pod rządami koalicji PO-PSL Polski – w wymiarze jej narodowej i państwowej potencji – ubywa. Kurczy się, aż do formalnego zarysu naszych granic państwowych, nasze oddziaływanie geopolityczne. Gdyby taki stan miał trwać, to nasze położenie w kokonie niemiecko-rosyjskim stanie się równie jednorodne i klarowne jak sytuacja San Marino. Z tą jednakże różnicą, że San Marino – chluba cywilizacji europejskiej, jako jej najstarszy, wczesnośredniowieczny typ państwowości – Włochom nie wadzi, a dla Polski – w kleszczach Niemiec i Rosji – po prostu nie byłoby miejsca.
Testament I Rzeczypospolitej
Na szczęście jednak coś istotnego z realnej polskiej geopolityki pozostało. Jest to dziedzictwo cywilizacyjno-kulturowe, a także terytorialne, I Rzeczypospolitej. Przecież w geopolitycznym następstwie I RP pozostawiła po sobie dzisiejsze państwa bałtyckie, Białoruś, Mołdawię, Ukrainę, nawet obszar królewiecki. Istotniejsze jednak się wydaje – bo trwale zapisane w dziejach i wciąż zobowiązujące – dziedzictwo cywilizacyjno-kulturowe przedrozbiorowej Polski.
To właśnie owo dziedzictwo ustanawia dla tej części Europy: zachodni, demokratyczny standard współistnienia wolnych narodów i suwerennych, niepodległych państw. Każdy, kto tego nie uznaje i temu przeciwdziała, w imię swoich imperialnych zakusów, jak to czynią Rosja i Niemcy, zagraża porządkowi świata. Paradoksalnie jednak to właśnie nas ratuje i stanowi szansę na wyjście z potrzasku. Bo we współczesnym świecie może tym razem służyć nam geopolityka.
Dużo wskazuje na to, że rząd Stanów Zjednoczonych w tych właśnie kategoriach zaczyna oceniać rozwój sytuacji na Ukrainie i zamierza wspomagać Kijów coraz mocniej, czego przykładem może być decyzja o wysłaniu wojsk amerykańskich do Lwowa i oferta pomocy finansowej w wysokości kilkunastu miliardów dolarów. W tym dziele USA wspierają już Kanada i Wielka Brytania. Polska również otrzymała propozycję znalezienia się w tym gronie.
Powrót polskiej misji dziejowej
Warto w tym miejscu przypomnieć myśl innego wybitnego – obok cytowanego już wcześniej Adolfa Bocheńskiego – polskiego pisarza politycznego okresu II Rzeczypospolitej Karola Stefana Frycza: „[…] przecież z punktu widzenia historyczno-socjologicznego Ukraina to w znacznym stopniu twór Polski i jej atmosfery kulturalnej. Polska dawna miała w swym bezpośrednim władaniu całą Ukrainę – nie tylko Kijów, ale prawie, że i dzisiejszy Charków, i niemal Donbas. I utraciła je właśnie dlatego, że to nie było jakieś władanie pośrednie i unijne. I Polska nowa musi z powrotem na te ziemie wrócić. Stworzyć tam jakieś zachodnie państwo dla Ukrainy jako zachodniego narodu i jakoś je związać ze sobą. To naprawi dawne błędy historii i obu narodom na dobre wyjdzie”.
W sytuacji gdy intencje Niemiec w kierunku prozachodnich aspiracji Ukrainy są nieszczere i przewrotne, a Rosja brutalnie temu przeciwdziała; Polska nie jest w stanie tego dzieła wesprzeć sama. Ale w anglosaskiej koalicji – na rzecz niepodległości Ukrainy – ze Stanami Zjednoczonymi na czele, Polska powinna uczestniczyć. To krok na rzecz obrony polskiej niepodległości i nasz powrót na drogę wielkiej misji dziejowej, z której nikt nigdy nas nie zwolnił, bo nie zmieniliśmy ani swojego położenia geograficznego, ani międzynarodowego otoczenia.
Nie ma dla nas trwałych, niepodległościowych perspektyw i gwarancji bez pełnienia przez Polskę misji dziejowej. Rosja Putina dobrze o tym wie i nasze święte oraz niezbywalne prawo kategorycznie i bezceremonialnie kwestionuje. Niemcy Angeli Merkel działają równie stanowczo jak Rosja, ale postępują na razie mniej otwarcie niż ich kremlowski sojusznik. Próbują natomiast ideę jagiellońską zawłaszczyć i realizować wyłącznie na swoją modłę.
Idea jagiellońska – testament polityczny ugody w Hadziaczu: ścisłej i zgodnej współpracy dwóch niepodległych państw, Polski i Ukrainy – zawłaszczona dla niemieckich celów przez kanclerz Merkel – musi ponownie się znaleźć w polskich rękach.
Realną ofertę międzynarodowego współdziałania na rzecz faktycznej niepodległości Ukrainy skierowaną do nas przez USA należy przyjąć jako zgodną z polską racją stanu i tożsamą z nią – naszą dziejową misję.