Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Wiesław Johann,
25.11.2014 20:42

W odpowiedzi na epitety

„Rzeczpospolita jest demokratycznym państwem prawnym” – głosi art. 2 polskiej konstytucji. Ale co właściwie znaczy „demokratyczne państwo prawne”?

„Rzeczpospolita jest demokratycznym państwem prawnym” – głosi art. 2 polskiej konstytucji. Ale co właściwie znaczy „demokratyczne państwo prawne”? W orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego rozkodowano to pojęcie. To istota ustroju państwa, władzy publicznej, praw i wolności obywateli, to przede wszystkim – prawo wyborcze.

Prawo wyborcze to podstawa sprawowania władzy zwierzchniej przez naród, a władzę tę naród sprawuje przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio. Z tym bezpośrednim – a więc przez referendum – sprawowaniem władzy mamy nieco kłopotu. Przypomnę niedawne referendum warszawskie w sprawie odwołania prezydent stolicy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Obywatelska inicjatywa spotkała się z ogromnym oporem władzy. Zdumiewające było zachowanie premiera Tuska i prezydenta Komorowskiego, którzy nawoływali do bojkotu referendum. Jak należy rozumieć postawę przedstawicieli najwyższych władz Rzeczypospolitej wzywających do rezygnacji z podstawowego prawa obywatelskiego? Tylko jako próbę obrony partyjnych interesów. I udało się ledwo, ledwo, pani prezydent pozostała na swoim stanowisku.

Tło formalne

Teraz mamy kolejny przykład, że „władza wie lepiej”. To ocena ostatnich wyborów samorządowych. Próbę weryfikacji wyników wyborów nazywa się obłędem, nieznajomością prawa lub wręcz warcholstwem. Skąd znamy to słownictwo? Może więc – bez nadmiernych emocji – przyjrzyjmy się tegorocznym wyborom samorządowym.

W pierwszej kolejności należy odnieść się do aktów prawnych regulujących proces wyborczy. Mamy kodeks wyborczy z 2011 r. – jest on efektem postulatów Państwowej Komisji Wyborczej, by w jednej ustawie znalazły się zasady i tryb powoływania kandydatów, przeprowadzenia wyborów i warunki ich ważności. Niestety powstała klasyczna prawnicza „cegła”, zresztą już kilkakrotnie nowelizowana. Przykładem nowelizacji niech będzie wprowadzenie ostatnio głosowania korespondencyjnego – dostępnego dla wszystkich wyborców. Tryb jest tak skomplikowany, że wymaga od wyborcy kilkakrotnej wizyty w urzędzie gminy. Dla kogo to rozwiązanie? W skali kraju może dla kilku, kilkunastu tysięcy osób.

PKW ma ustawowy obowiązek nadzoru nad przestrzeganiem prawa wyborczego. Ogromne to zadanie, dlatego działa poprzez komisarzy wyborczych (w każdym województwie jeden komisarz) oraz poprzez okręgowe i rejonowe komisje wyborcze. Obsadę PKW stanowią sędziowie (po trzech z Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego), podobnie jest w komisjach okręgowych i rejonowych. Taka organizacja organów wyborczych ma gwarantować prawidłowość przebiegu procesu wyborczego – bo sędziowie są niezawiśli.

Mimo to niemal od momentu zakończenia wyborów trwa fala krytyki pod adresem ich organizacji. Trudno, ale muszę do tych głosów się przyłączyć. Mam kilka podstawowych zarzutów.

Uzasadnione dymisje

Informacja o sposobie głosowania była niewystarczająca, a czasami wręcz błędna. Zgodnie z zasadami wyborczymi instrukcja powinna znajdować się na każdej karcie do głosowania, tymczasem najwięcej kontrowersji budziły karty tzw. broszurkowe. Niektórzy wyborcy odnosili wrażenie, że każda strona „broszurki” jest osobną kartą. To poważny błąd organizacyjny, tym bardziej że z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w poprzednich wyborach samorządowych (szczególnie na Mazowszu). Prawie 20 proc. nieważnych głosów z powodu nieprawidłowego wypełnienia karty do głosowania nie może być tłumaczone nieświadomością wyborców – to oczywisty błąd organizacyjny.

Całkowicie zawiódł elektroniczny system liczenia głosów. To kolejny poważny błąd – tu bardziej chyba zawiodło Krajowe Biuro Wyborcze, które odpowiada za przygotowanie procesu liczenia głosów. Już pierwsze sygnały o błędach w systemie powinny spowodować natychmiastową reakcję. Nie wiem po co tak długo zwlekano, by powrócić do archaicznego sposobu „ręcznego” liczenia głosów. Dlaczego przez trzy dni PKW zapewniało o usunięciu błędów – to trudno zrozumieć.

Potem powiało grozą przy ogłaszaniu wyników, gdy przewodniczący PKW odczytywał rezultaty wyborów na Śląsku i pomylił się o 130 tys. głosów. Przejęzyczenie czy faktycznie z tym protokołem było coś nie tak?

Już w trakcie wyborów z całego kraju napływały sygnały o mniejszych i większych nieprawidłowościach. Media o tym szeroko donosiły. Nie będę dalej ilustrował tego bałaganu. Zastanawia mnie tylko pytanie, czy faktycznie był to bałagan wynikający z niezamierzonych działań, czy też np. produkcja głosów nieważnych była zabiegiem mającym zapewnić sukces wyborczy jednej z partii? Ta ostatnia możliwość to poważny zarzut, który w wypadku udowodnienia może prowadzić do unieważnienia wyborów w obwodzie lub nawet w okręgu. PKW nie reagowała na nieprawidłowości, a przecież ma swój ogromny aparat terenowy, który można było uruchomić już w trakcie wyborów.

Ta sytuacja miała w zasadzie jeden skutek – najpierw dymisja szefa Krajowego Biura Wyborczego, potem przewodniczącego PKW i wreszcie wszystkich członków Państwowej Komisji Wyborczej. Swoje obowiązki będą pełnili do zakończenia i ogłoszenia wyników II tury wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Panowie prezesi Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego już rozpoczęli konsultacje w sprawie nowego składu Państwowej Komisji Wyborczej, zasady powoływania członków PKW pozostały natomiast niezmienione.

Cały komentarz ukazał się w "Gazecie Polskiej Codziennie"
 

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane