Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Jerzy Kropiwnicki,
22.08.2014 15:23

Polska, Rosja – sankcje i nie tylko

Rosja postanowiła ukarać Polskę za zaangażowanie w sprawę ukraińską.

Rosja postanowiła ukarać Polskę za zaangażowanie w sprawę ukraińską. Najwyraźniej Władimir Władimirowicz Putin uważa nasz kraj za poważną przeszkodę w realizacji swoich planów „zbierania ziem ruskich”. Może nie jesteśmy jak „kij w szprychach”, ale jak kamyczek w bucie to na pewno.
 
Są po temu co najmniej dwa powody. Pierwszy, że graniczymy z Ukrainą i wolimy graniczyć z niepodległym państwem niż z wasalem Rosji, a drugi taki, że to my jesteśmy najbardziej konsekwentni w powtarzaniu, iż Rosja bez Ukrainy ma małe szanse, by odzyskać rolę supermocarstwa. A poza tym na Kremlu pamięta się, że Polska trzykrotnie zadała Rosji wielką klęskę, a raz nawet wkroczyła do Moskwy i na Kreml (czwartego razu – z wojskami Napoleona – nie liczą, bo to idzie na rachunek Francuzów). Do dziś na placu Czerwonym stoi pomnik i cerkiew upamiętniająca „wyzwolenie z polskiej okupacji”. To zawsze Rosjan bolało. I nie ułatwia sprawy, że Rosjanom z nami (a nam z nimi) najlepiej się i pije, i rozmawia „po duszam”.
 
Zaniechania Tuska

Mają Rosjanie kilka instrumentów nacisku na nas. Po pierwsze jesteśmy od nich uzależnieni energetycznie. Bez rosyjskiej ropy obyć się trudno – choć już nie jest to pełna zależność, bo mamy możliwości odbioru ropy z tankowców. Bez gazu obyć się nie możemy. Sprowadzamy z Rosji 9 mld m sześc. rocznie. Mamy kłopot na własne życzenie. To przecież rząd Leszka Millera zablokował umowę z Norwegią na dostawę gazu z Morza Północnego. Z tych dostaw mogliby korzystać także nasi sąsiedzi – zbudowanie odgałęzienia na Ukrainę złagodziłoby nacisk „gazowy” także na ten kraj. Tymczasem Rosja konsekwentnie budowała swoją dominację w Unii Europejskiej. Kolejne rurociągi rosyjskie oplatały (i nadal oplatają) Europę. Jednocześnie Rosjanie wchodzą kapitałowo do „gazowych” firm europejskich (zwłaszcza niemieckich) bądź podpisują z nimi wieloletnie umowy na dostawę. Dokonują też miliardowych zamówień w zachodnim przemyśle zbrojeniowym. Kraje UE okazują się coraz bardziej uzależnione od eksportu i importu rosyjskiego. A my? Nie zareagowaliśmy adekwatnie (to już wina rządu Donalda Tuska) na budowę Nord Streamu, nie tylko omijającego nasze terytorium, ale na dodatek blokującego możliwości rozwojowe zespołu portów Szczecin-Świnoujście. O tej sprawie zadecydowali kolejni premierzy naszego „głównego zachodniego sojusznika” Gerhard Schroeder i Angela Merkel. Także w tej sprawie działania rządu Donalda Tuska można uznać za niewystarczające. Odnotujmy, że p. Schroeder po zakończeniu kadencji w rządzie został przez rosyjskiego przyjaciela obdarzony wysoko płatnym stanowiskiem w rosyjskiej firmie gazowej. I nie wywołało to skandalu ani nikt nie zwrócił się do Niemiec o wyjaśnienie tej dość dziwnej sprawy.

Bez gazoportu

Kolejna sprawa – w programach dywersyfikacji opracowanych jeszcze w latach 90. przewidywano import skroplonego gazu (tzw. LPG). Zostały podjęte decyzje budowy terminala – gazoportu w Świnoujściu. Rząd Tuska deklarował wolę doprowadzenia tego projektu do końca. Ale z bliżej nieznanych powodów budowa opóźniła się ponad miarę. To wymaga wyjaśnienia. I także to, dlaczego dopiero w tym roku uzyskano od Komisji Europejskiej 925 mln zł dotacji na jego budowę. Gazoport będzie mógł odbierać 5 mld m sześc. gazu płynnego rocznie (LNG), z możliwością zwiększenia do 7,5 mld m sześc. Będzie, gdy zostanie ukończony. Podobno jeszcze w tym roku – ale dopiero 30 grudnia. Nowy gazoport powstaje też w holenderskim Rotterdamie. Bez opóźnień. Trwa międzynarodowy nacisk na USA, by rozpoczęły eksport gazu. To wymaga zmiany ustawy Kongresu podjętej w swoim czasie w interesie bezpieczeństwa energetycznego kraju i stabilności cen. Ale jeśli amerykańscy kongresmeni uznają wagę obecnie podnoszonych argumentów i uchylą zakaz – to my i tak nie będziemy mogli z tego korzystać, póki nie dokończymy budowy gazoportu. I czy pływające cysterny z USA będą mogły dopłynąć do naszych terminali ponad rosyjsko-niemiecką rurą?

Skandal z łupkami

Fatalnie „wloką się” sprawy związane z wydobyciem gazu z łupków – co dałoby nam „pełną niepodległość” od rosyjskiego gazu. Najpierw walczyły ze sobą dwa ministerstwa w rządzie Tuska. Premier pozostawał bezczynny, a zagraniczni inwestorzy zaczęli tracić cierpliwość i wycofywali się z Polski. Potem uruchomiły się siły „antyłupkowe” w Parlamencie Europejskim. Na nasze szczęście złoża łupków posiada także kilka innych krajów – w tym Wielka Brytania i Francja. Sponsorowane przez Rosję organizacje ekologiczne oraz „pożyteczni idioci” też nasilają działalność. Wreszcie okazało się, że firmy rosyjskie są zainteresowane udziałem w wierceniach w Polsce (lub ich blokowaniem), a nasi przyjaciele Niemcy są gotowi ochoczo odstąpić im swoje udziały. Chciałbym mieć pewność, że odstąpienie koncesji lub zmiana właściciela firmy mającej koncesję daje rządowi RP możliwość jej cofnięcia. Ale broń energetyczna jest obosieczna. Bo ropa i gaz są głównymi źródłami dewiz dla naszego wielkiego sąsiada. Za to kupują m.in. broń (w tym okręty wojenne) i technologię na Zachodzie. Warto przypomnieć, że w latach 80. USA rzuciły Związek Sowiecki na kolana, doprowadzając do drastycznej obniżki cen ropy na rynkach światowych.

Histeria ministra rolnictwa

Rosja w reakcji na dotychczasowe sankcje uderzyła w eksporterów żywności – zwłaszcza w Polskę, Niemcy i Holandię. Wytropiła, że niektórzy producenci korzystają z pośrednictwa firm białoruskich i szwajcarskich – zapewne więc też uszczelni import. Nasze władze zachowują się dziwacznie. Z jednej strony podejmują starania o odszkodowania unijne dla producentów żywności (choć pokryje ona zapewne ok. 10 proc. strat), a z drugiej nie podejmują żadnych istotnych działań dotyczących interwencyjnego skupu i ewentualnego przetworzenia owoców. Oraz nie „rozważają innych działań” – np. wspierania eksportu nadwyżek na inne rynki. W swoim czasie takie zaniechania i opieszałość spowodowały straty ekonomiczne producentów mięsa oraz zaowocowały wykreowaniem Samoobrony do roli istotnej siły politycznej w naszym kraju. Zadziwiające (żeby nie powiedzieć – histeryczne) wypowiedzi naszego wicepremiera z PSL u, przerzucające odpowiedzialność za rosyjskie sankcje na „tych polityków z opozycji, którzy odwiedzali majdan i wspierali bunt Ukrainy”, stanowią osobny problem.

Polska oczywiście nie jest zdolna samodzielnie do skutecznej reakcji ekonomicznej. Ma je Unia Europejska, jeśli będzie jej się „chciało chcieć”. Mają też możliwości skutecznego nacisku USA. Ale jak widać mamy trudności, by naszych przyjaciół w UE nakłonić do bardziej zdecydowanych działań.

Monachium po raz drugi

Mamy też coraz większe trudności, by uczestniczyć jako istotny partner w rokowaniach UE–Rosja w sprawie Ukrainy. Putinowi udało się ośmieszyć nasz kraj i ambicje naszej dyplomacji. Na rokowania w Mińsku zaproszone zostały delegacje Białorusi i Kazachstanu. Nasi partnerzy z trójkąta weimarskiego (Francja i Niemcy) nie chcieli lub nie potrafili zapewnić zaproszenia delegacji Polski. Myślę, że nie chcieli. Wygląda na to, że chcą jak najszybciej wrócić do „normalnych stosunków” handlowych i politycznych z Rosją. Obawiam się, że wystarczą im pozory ugody. Obawiam się, że spotkanie w Mińsku może skończyć się „uratowaniem pokoju w Europie” poprzez daleko idące ustępstwa Ukrainy. Także terytorialne. Podobnie jak konferencja w Monachium w 1938 r. Czy tym razem USA pozostaną obojętne? Czy Polska jest przygotowana na taką ewentualność? Czy jesteśmy w stanie powrócić do roli lidera krajów tej części Europy, jak to było za czasów prezydenta Lecha Kaczyńskiego? Co zrobimy, gdy wybuchną „spontaniczne” bunty ludności rosyjskojęzycznej w Estonii i na Łotwie i Putin „będzie musiał” wystąpić w interesie rodaków?
 

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane