Pięta achillesowa Moskwy
W internecie pełno złośliwych komentarzy na temat reakcji Zachodu na agresywną politykę Rosji.
Warto przytoczyć pewien szmonces idealnie obrazujący stosunek Zachodu do Rosji: Rosenberg wzywa swojego księgowego Cukermana: Panie Cukerman, ja pana ostrzegam! Nic nie mówiłem, chociaż od 15 lat pan podkradasz pieniądze z kasy. Nic nie mówiłem, chociaż o firmowych sekretach od 10 lat opowiadasz pan naszej konkurencji, Goldbergowi. Nic nie mówiłem, chociaż od 5 lat pan sypiasz z moją żoną. Ale teraz, panie Cukerman, pan zrobiłeś dziecko mojej córce Róży. Panie Cukerman, ja pana ostrzegam, ja mogę stracić cierpliwość!
Gwarancje i traktaty
Ostatnio polscy mędrcy „głównego nurtu” obśmiewają ustawę Dumy, przyznającą prawo do paszportów rosyjskich wszystkim mieszkańcom na dawnych terenach ZSRS oraz Imperium Rosyjskiego – że to niby kabaret. Owszem tak, ale kabaret, który Rosja w razie potrzeby zagra Zachodowi. Następnie usłyszymy o konieczności obrony mniejszości rosyjskiej przez matkę Rosję.
Mam nadzieję, że nie doczekamy chwili, gdy Rosja przypomni, iż 22 października 1939 r. odbyły się na Białostocczyźnie wybory do Zgromadzenia Ludowego, które następnie zwróciło się do Rady Najwyższej ZSRS „z prośbą” o przyłączenie tego regionu do Związku Sowieckiego. I Rada Najwyższa ten wniosek zaakceptowała. Cóż stąd, że wybory odbyły się w warunkach okupacji ziem polskich i pod nadzorem sowieckiego NKWD. W razie potrzeby Rosja będzie się upierała, że wybory były demokratyczne i wyrażały wolę ludu. A Zachód? – zapewne zawaha się i zajmie stanowisko.
Mówi się, że bronią nas różnego typu traktaty międzynarodowe. Owszem, ot, ważny element polityki bezpieczeństwa każdego państwa. Ale nie są one bezwzględnym gwarantem owego bezpieczeństwa. Wszak Polska miała sojusze z Francją i Wielką Brytanią i nie przeszkodziło to naszym sojusznikom w zaakceptowaniu niemal wszystkich „nabytków terytorialnych” Stalina oraz oddaniu całej Polski pod kontrolę Związku Sowieckiego. Wszak Ukraina miała (i nadal ma) zagwarantowaną nienaruszalność swoich granic w zamian za rezygnację z broni atomowej rozmieszczonej na jej terenie w czasie istnienia ZSRS. Gwarantowały to USA, Wielka Brytania i… Rosja.
Mówi się, że Polska ma lepsze gwarancje sojusznicze – bo jest członkiem NATO. Ale oto usłyszeliśmy od członka rządu naszych sojuszniczych Niemiec, że nie należy na terenie Polski rozmieszczać wojsk NATO-wskich, bo „taka była umowa z Rosją”. Niepokój budzi też fakt, że były kanclerz Niemiec tak dalece zaprzyjaźnił się z Władimirem Putinem, że dziś jest bardzo dobrze płatnym pracownikiem rosyjskiej firmy. Firmy, która jest skutecznym narzędziem polityki zagranicznej Rosji i której działania niejednokrotnie bywały sprzeczne z interesem Polski.
Przewaga Zachodu
Czy w świetle przedstawionych faktów możemy uważać, że Niemcy to wiarygodny sojusznik? Czy w kwestii naszego bezpieczeństwa będzie wobec nas lojalny w konfrontacji z Rosją? Polscy mędrcy „głównego nurtu” twierdzą, że lepiej, by nas zabezpieczyło przyjęcie euro. A jeszcze bardziej – przeobrażenie UE w federację ze wspólnym rządem i armią. Ale czy taka federacja nie byłaby skłonna dla świętego spokoju oddać pod władzę Rosji kawałków „swojego pogranicza” – Estonii, Łotwy, Litwy i jakiejś części Polski? Co niby miałoby ich od tego powstrzymać? Przecież widać wyraźnie, że z aneksją Krymu oraz dwóch prowincji Gruzji przez Rosję już się pogodzili. Już są zapowiedzi „federalizacji” Ukrainy pod kuratelą Rosji. Oczywiście w ramach realizacji „woli ludu”. Dotychczasowe sankcje nałożone na Rosję nie robią na niej wrażenia. A Zachód przed poważniejszymi sankcjami się powstrzymuje. Gospodarczo góruje nad Rosją i argumentów nie powinno mu zabraknąć. Dochód narodowy Rosji (PKB), nawet przy uwzględnieniu wyższej siły nabywczej dolara w Federacji Rosyjskiej, w 2011 r. osiągnął 2414 mld dol., czyli niewiele więcej niż (z osobna) PKB Francji i Wielkiej Brytanii, a mniej niż Niemiec i w przybliżeniu tyle co Polski i Włoch razem wziętych. Jeśli uwzględnimy gospodarki całej Unii Europejskiej, to okaże się, że dysponuje ona siłą ekonomiczną kilkakrotnie większą niż Rosja. PKB USA wyniósł 15 290 mld dol., czyli ponad sześć razy więcej niż dochód narodowy Rosji. Przewaga Zachodu jest więc tu oczywista. Dlatego rację mają ci, którzy uważają, że powinniśmy zbudować naszą militarną siłę obronną także poprzez angażowanie naszych partnerów z NATO (zwłaszcza USA) w ewentualny konflikt między Rosją a Polską np. poprzez fizyczną obecność żołnierzy NATO na naszym terenie. Owszem, dziś po argument siły zbrojnej w spór między mocarstwami nuklearnymi raczej się nie sięga. Traktuje się je jako ostateczność, używaną dopiero wtedy, gdyby nastąpił atak militarny na członka NATO. Ale nie znaczy to, że taki konflikt nie jest możliwy. I lepiej być do niego przygotowanym. Jednak w wypadku rosyjskiej agresji na Ukrainę (która nie jest członkiem NATO) nasz sojusz ma możliwości skutecznej reakcji, nie wykorzystując swojego potencjału militarnego.
Broń obosieczna
Rosja bez skrupułów używa broni ekonomicznej w relacjach z innymi krajami. Najsilniejszy instrument Rosji to gaz. Niemcy biorą go rocznie 30 mld m sześc., Włochy 14 mld, Polska 9, reszta UE 53 mld tego surowca. Gazprom, operator dostaw gazu rosyjskiego, od dawna uważany jest za nieoficjalny instrument polityki zagranicznej Federacji Rosyjskiej. Manipulacje dostawami gazu oraz różnicowanie cen w zależności od politycznej oceny odbiorcy są na porządku dziennym. Manipulacje te zastosowano brutalnie wobec Ukrainy. I to ze specyficznym poczuciem humoru – gdy Rosja zajęła Krym, niezwłocznie wypowiedziała układ gwarantujący Ukrainie przywileje w dostawach gazu w zamian za dzierżawę bazy morskiej na tymże Krymie. I to zanim zostało zorganizowane przez jej agentów referendum w sprawie przynależności tego regionu. I zanim „demokratycznie naród krymski zadecydował o przyłączeniu się do matki Rosji”. Szantażowi gazowemu ulegają nie tylko największe państwa UE, ale także mniejsi członkowie tego ugrupowania.
Tymczasem można by tę rosyjską broń odwrócić przeciw niej, bo wszak jeśli dodamy do importu gazu przez UE import należącej do NATO Turcji oraz samej Ukrainy, otrzymamy trzy czwarte całego eksportu gazu z Rosji. Wiadomo, że istnieje możliwość zastąpienia tego importu z Rosji dostawami z USA, Norwegii i Arabii Saudyjskiej. Zgodę na eksport gazu amerykańskiego musiałby wyrazić Kongres USA, który już podjął pewne kroki w tym kierunku. Dywersyfikacja źródeł zaopatrzenia państw UE w gaz byłaby potężnym uderzeniem w Moskwę. Gaz nie jest jedynym, choć niewątpliwie najbardziej oczywistym problemem w relacji Rosji z UE. Piętą achillesową gospodarki Rosji jest jej ogromne uzależnienie od eksportu surowców. Ropa naftowa, gaz ziemny, rudy metali i drewno stanowią ok. 80 proc. eksportu. Istotnymi odbiorcami tych surowców są kraje należące do UE i do NATO. Bez nich gospodarkę rosyjską czeka zagłada.
Tak więc to od decyzji odbiorców tych surowców zależy, czy wykorzystają swoją pozycję na rynku wobec Rosji. A ponadto takie uzależnienie eksportu od surowców powoduje dużą wrażliwość rosyjskiej gospodarki na wahania światowych cen surowców. I tu też istnieje możliwość oddziaływania. Tylko powraca znów stary problem: „żeby im się chciało chcieć…”.