Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Przemysław Dakowicz,
22.02.2014 14:08

Słowa

Już na początku lat 20., kiedy ostatecznie ustalały się granice między Polską a Niemcami, Adolf Hitler przekonywał swoich słuchaczy z NSDAP, że „utworzenie państwa polskiego było największą zb

Już na początku lat 20., kiedy ostatecznie ustalały się granice między Polską a Niemcami, Adolf Hitler przekonywał swoich słuchaczy z NSDAP, że „utworzenie państwa polskiego było największą zbrodnią na narodzie niemieckim”. W „Mein Kampf” wyrażał następujący pogląd: polityka międzynarodowa Rzeszy w wieku XIX opierała się na błędnym założeniu, że Polaków da się zgermanizować, zastępując język polski językiem niemieckim.

To, co określa naród – pisał – albo mówiąc ściślej rasę, to nie język, ale krew. Tak więc można by mówić o germanizacji tylko wtedy, gdyby proces ten mógł zmienić krew podporządkowanych narodów, co jest oczywiście niemożliwe. Zmiana byłaby możliwa tylko poprzez mieszanie krwi, ale w tym wypadku jakość nadrzędnej rasy zostałaby zubożona. Końcowym efektem takiej mieszanki byłoby zniszczenie dokładnie tych umiejętności, które umożliwiły zwycięskiej rasie odniesienie zwycięstwa nad niższymi narodami.

Zanika zwłaszcza kulturalna kreatywność, kiedy wyższa rasa miesza się z niższą, nawet jeśli powstała rasa mieszańców będzie tysiąc razy lepsza w mówieniu językiem rasy, która kiedyś była wyższa. Przez jakiś czas będzie konflikt pomiędzy różnymi sposobami myślenia, i może zdarzyć się tak, że naród znajdujący się w stanie postępującej degeneracji w ostatnim momencie zmobilizuje swoje siły kulturalne i po raz kolejny stworzy uderzające przykłady tej siły. Ale efekty wynikają tylko z aktywności elementów, jakie pozostały po wyższej rasie albo hybryd z pierwszego połączenia, w których krew wyższej rasy nadal dominuje i szuka możliwości manifestacji. Ale to nigdy nie zdarza się u dalszych potomków takich hybryd. Wtedy zawsze następuje kulturalna regresja. […] Niestety, polityka w stosunku do Polski, wskutek której Wschód miał być germanizowany, była oparta na […] fałszywym rozumowaniu i wielu jej się domagało. […] Skutki byłyby fatalne. Ludzie obcej rasy musieliby używać języka niemieckiego do wyrażania myśli obcych Niemcom, tym samym narażając na szwank godność i szlachetność narodu swoją niższością”.

Owo oparte na stereotypach i resentymencie postrzeganie sąsiadów stanie się jedną z podstaw relacji niemiecko-polskich w epoce późniejszej (kiedy Hitler skupi w swoim ręku pełnię władzy), a swój ostateczny wyraz znajdzie w koncepcji ekspansji III Rzeszy na Wschód i określonej wizji działań wojennych, mających stanowić wstęp do całkowitej likwidacji polskich elit intelektualnych i uczynienia z Polaków zbiorowości nisko wykwalifikowanych robotników pracujących na rzecz „narodu panów”.
Podczas tajnej konferencji, która odbyła się 23 maja 1939 r. dyktator stwierdził: „Polska nie jest dodatkowym wrogiem. Polska zawsze stać będzie po stronie naszych przeciwników”. Trzy miesiące później, omawiając cele inwazji z najwyższymi dowódcami Wehrmachtu, nie pozostawiał wątpliwości co do środków, jakich należy użyć, by osiągnąć założony rezultat: „Zniszczenie Polski stoi na pierwszym planie. Zadaniem jest zniszczenie żywotnych sił, a nie osiągnięcie określonej linii. […] Zamknąć serca przed litością. Postępować brutalnie. […] Prawo jest po stronie silniejszego”.

Język – narzędzie propagandy
 
Historia zaczyna się od słów. Słowa stoją u początków bohaterstwa i zbrodni. Owocują szlachetnością lub łajdactwem. Historia zaczyna się od słów i na słowach się kończy. Jeśli służą one kłamstwu, zieje między nimi przepaść, otwiera się dół pełen ludzkich zwłok – spoczywających w milczeniu, leżących bez słowa, warstwa na warstwie.

Od kwietnia 1939 r. Niemcy używali języka do eskalowania napięcia politycznego, do nieustannego oskarżania strony polskiej o naruszanie praw mniejszości niemieckiej w Rzeczypospolitej. Słowami posługiwano się tak, by tworzyć fakty medialne i dyplomatyczne, by doprowadzić do maksymalnej izolacji Polski w przestrzeni międzynarodowej – w chwili wybuchu konfliktu zbrojnego państwa Zachodu powinny, zdaniem Hitlera, dysponować argumentem usprawiedliwiającym brak swojego pełnego, tzn. militarnego zaangażowania.

W ostatniej dekadzie sierpnia niemiecki dyktator mówił do wojskowych: „Podam propagandową przyczynę rozpoczęcia wojny, obojętnie, czy będzie ona prawdziwa, czy nie. Zwycięzcy nie będzie nikt później pytał, czy mówił prawdę, czy nie”. Obojętne, czy będzie prawdziwa – język służy ukrywaniu prawdy, maskowaniu rzeczywistych posunięć i intencji. Jest przy tym głównym narzędziem umożliwiającym wpływanie na nastroje społeczne, tworzącym fakty w przestrzeni zbiorowej. Taka myśl, obnażająca mechanizmy propagandy nazistowskiej w latach 1933–1939, zostanie wyrażona jeszcze jaśniej już po inwazji, 10 października, w przemówieniu Hitlera do niemieckich dziennikarzy: „Okoliczności zmuszały mnie do mówienia […] prawie wyłącznie o pokoju. Tylko przy ciągłym podkreś­laniu pokojowych zamiarów niemieckich miałem możliwość krok po kroku wywalczyć wolność dla narodu niemieckiego i dać mu uzbrojenie, które wciąż było niezbędne dla następnych kroków […]. Teraz było konieczne stopniowe przestawienie psychologiczne niemieckiego narodu i powolne wyjaśnienie mu, że są rzeczy, które, gdy nie można ich przeprowadzić środkami pokojowymi, muszą być przeprowadzone siłą. Przy tym niezbędne było niepropagowanie siły jako takiej, lecz […] tego rodzaju naświetlenie określonych zdarzeń, aby wewnętrzny głos narodu sam powoli zaczął domagać się użycia siły”.

Za określeniem „tego rodzaju naświetlenie okreś­lonych zdarzeń” kryje się, oczywiście, podstawowe prawo propagandy manipulacyjnej, którą posługiwały się służby podległe Goebbelsowi: żaden fakt z życia politycznego nie może trafić do obiegu powszechnego, zanim nie zostanie poddany obróbce interpretacyjnej. Opinia publiczna – zarówno niemiecka, jak i międzynarodowa – otrzymują obraz wypreparowany, dostosowany do aktualnych potrzeb ideologicznych i politycznych III Rzeszy.

Mordercy niemowląt

W roku 1939 Polska była zdolna reagować na niemieckie manipulacje jedynie w ograniczonym zakresie. Na tym polegała, jak się zdaje, nasza „niższość” i skłonność do wyrażania „myśli obcych Niemcom”, o której wspominał Hitler w „Mein Kampf”. Język Rzeczypospolitej pozostawał bezradny wobec ekspansywnego języka propagandy nazistów.

Podstawowe elementy antypolskiego dyskursu analizuje w ostatniej części książki „Propaganda i indoktrynacja narodowego socjalizmu w Niemczech. 1919–1945” Eugeniusz Cezary Król. Media III Rzeszy podnosiły kwestię niemieckości Gdańska i oskarżały Polaków o „zatwardziałość” w sprawie zmiany statusu Wolnego Miasta (głos w tej sprawie zabierały prasa i radio, na niemieckim rynku księgarskim pojawiło się wiele publikacji związanych z tematem Gdańska). Przedstawiały wewnętrzną politykę w Polsce jako skrajnie dyskryminacyjną, pisały o „polskim terrorze” i „polskim piekle”, rozpowszechniając informacje najbardziej fantastyczne, np. o wykastrowaniu dwóch Niemców, do czego miało dojść w Grudziądzu, czy o mordowaniu niemowląt i kobiet w ciąży.

Rzeczpospolita była charakteryzowana jako „agresor” i „siewca niepokoju w Europie”. W maju 1939 r. ukazały się dwa artykuły Josepha Goebbelsa, jeden z nich nosił tytuł „Quo vadis, Polonia?”. Jego autor „troskliwie” pochylał się nad Polską i Polakami, z upodobaniem sięgając po rzeczowniki „szowinizm” i „szaleństwo”. Media niemieckie realizowały wytyczne władz – wschodniego sąsiada III Rzeszy przedstawiano jako państwo rządzone przez ludzi upartych i opanowanych „manią wielkości”, a polskie przygotowania do wojny obronnej ukazywano jako wyraz „planów grabieżczych”. Według Eugeniusza Cezarego Króla, odbiorca tych informacji powinien był dojść do wniosku, że „Rzeczypospolitej chodzi już nie tylko o wchłonięcie Gdańska i Prus Wschodnich, ale również o osiągnięcie linii Odry, dojście do Berlina, a w konsekwencji doprowadzenie do upadku Rzeszy”.

Cały tekst w weekendowej "Gazecie Polskiej Codziennie"

dr Przemysław Dakowicz, poeta, krytyk literacki, historyk literatury,  adiunkt w Katedrze Literatury i Tradycji Romantyzmu Uniwersytetu Łódzkiego oraz wykładowca literatury współczesnej na  Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Ostatnio ukazał się tomik jego poezji pt. „Łączka”.
 


Kupujcie elektroniczną prenumeratę „Codziennej” „Nowego Państwa” i „Gazety Polskiej”! Pozwoli to nam uniknąć restrykcji ze strony kolporterów.

NAJNOWSZE