„Łupaszka” zamiast Okrągłego Stołu
Może zamiast zachwycać się rocznicą początku rozmów Okrągłego Stołu i czcić sygnatariuszy tego wątpliwego święta, powinniśmy pamiętać o prawdziwych bohaterach, takich jak Zygmunt Szendzielarz
Władza zapowiada, że 25-lecie Okrągłego Stołu będzie obchodzone w sposób szczególny, bo to najważniejsze święto w tym roku. Prorządowe media prześcigają się w peanach na cześć architektów kompromisu. Ta feta będzie trwała jeszcze przez trzy miesiące, z kulminacją 4 czerwca.
Z gazet i ekranów dobiega przekaz, że formuła rozmów opozycji z komunistami była słuszna, tylko czasem szczegóły szwankowały. Nie wchodząc w tej chwili w tę dyskusję, zwrócę uwagę na inną, dla mnie kluczową sprawę – na uczestników Okrągłego Stołu, którzy zostali architektami III RP. I gdyby „pogrzebać” w ich życiorysach, okaże się, że z tradycją walki o niepodległość Polski – z pewnymi wyjątkami – nie mają oni wiele wspólnego. Mówię tu niestety nie tylko o tzw. stronie partyjno-rządowej, ale też o naszej, solidarnościowej. Niewielu tu potomków działaczy Polskiego Państwa Podziemnego, żołnierzy AK, a tym bardziej Żołnierzy Wyklętych. Są za to spadkobiercy sowieckich „elit”, które najechały Polskę po 1944 r. Dlatego nigdy nie byłem fanem Okrągłego Stołu.
Dlatego też obchodziłem inne rocznice, związane z prawdziwymi polskimi bohaterami. Tak jak przypadającą właśnie 63. rocznicę zamordowania przez komunistycznych zbirów Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, wspaniałego dowódcy i patrioty.
Krzyż Walecznych od „Wilka”
Zygmunt Szendzielarz urodził się w 1910 r. w Stryju (potem rodzina przeniosła się do Wilna). Wojaczki uczył się w Szkole Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej, a później w Szkole Podchorążych Kawalerii w Grudziądzu, po ukończeniu której trafił do 4. Pułku Ułanów Zaniemeńskich.
We wrześniu 1939 r. jego pułk wszedł w skład Północnego Zgrupowania Odwodowej Armii „Prusy”, a następnie Grupy Operacyjnej gen. Andersa. Por. Szendzielarz dowodził 2. szwadronem. Po wrześniowej klęsce podjął nieudaną próbę przedostania się do formującej się polskiej armii na Zachodzie. Pozostał w Wilnie, gdzie organizował konspirację w ramach Związku Walki Zbrojnej. W 1943 r., przybierając pseudonim „Łupaszka”, Szendzielarz został dowódcą pierwszego polskiego oddziału partyzanckiego na Wileńszczyźnie, który przekształcił się w 5. Wileńską Brygadę AK, najliczniejszą i najsilniejszą na tych terenach. Walczył z Niemcami, litewskimi kolaborantami, a także terroryzującą Polaków partyzantką sowiecką. W styczniu 1944 r. komendant Okręgu Wileńskiego AK płk Aleksander Krzyżanowski, ps. Wilk, odznaczył za zasługi w walce Zygmunta Szendzielarza Krzyżem Walecznych.
Z ramienia Komendy Okręgu „Łupaszka” uczestniczył w rozmowach z Niemcami. Wbrew twierdzeniom różnych PRL-owskich propagandystów nie ma w tym nic szokującego. Dowódcy operujący na Kresach II RP podejmowali taką „współpracę”, aby czasowo zawiesić walkę z okupantem niemieckim i skupić się na przeciwdziałaniu bandom sowieckiej partyzantki. Na operację „Ostra Brama”, czyli powstanie wileńskie, nie zdążył dotrzeć. Dzięki temu uniknął rozbrojenia i internowania przez Sowietów, co spotkało większość oficerów i żołnierzy Wileńskiego Okręgu AK.
Nie jesteśmy żadną bandą
Po wejściu Sowietów postanowił pozostać w konspiracji. Awansowany do stopnia majora, odtworzył 5., a następnie 6. Wileńską Brygadę. Walczył na terenach od Podlasia, przez Białostocczyznę, Warmię i Mazury do Pomorza. Jednego dnia był w Borach Tucholskich, drugiego w okolicach Jeziora Śniardwy. Szacuje się, że w latach 1945–1948 oddziały „Łupaszki” rozbiły ok. 60 posterunków MO, kilka placówek UBP i posterunków SOK, a także kilkanaście placówek Armii Czerwonej. Zabito ok. 200 funkcjonariuszy i oficerów NKWD, UBP, MO i Armii Czerwonej. W rezultacie za głowę jednego z największych swoich wrogów Sowieci wyznaczyli wysoką nagrodę.
„Łupaszka” prowadził także akcję propagandową. Oto fragment chyba najsłynniejszej jego ulotki z marca 1946 r.: „Nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich. [...] My chcemy, by Polska była rządzona przez Polaków oddanych sprawie i wybranych przez cały Naród, a ludzi takich mamy, którzy i słowa głośno nie mogą powiedzieć, bo UB wraz z kliką oficerów sowieckich czuwa. Dlatego też wypowiedzieliśmy walkę na śmierć lub życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich mordują najlepszych Polaków domagających się wolności i sprawiedliwości”.
O łaskę nie poprosił
Najprawdopodobniej w grudniu 1946 r. mjr Szendzielarz dostał od ministra bezpieczeństwa publicznego Stanisława Radkiewicza list, w którym ten nakłaniał „Łupaszkę” do rozwiązania oddziałów w zamian za swobodne opuszczenie Polski. List pozostał bez odpowiedzi. Również później – szczególnie na początku 1947 r. – wobec zbliżania się wyborów do Sejmu, UB próbował nawiązać kontakt z Szendzielarzem i przekonać go do złożenia broni. Oddział „Łupaszki” był już wówczas zbyt słaby, aby prowadzić otwartą wojnę z nowym okupantem. Tylko sporadycznie przeprowadzano akcje zaczepne i odwetowe. Pod koniec marca Szendzielarz zwolnił część swoich podkomendnych, przez co brygada stopniała do ok. 40 ludzi. Ostatecznie, po rozmowach ze swoimi podkomendnymi, m.in. z Lechem Beynarem ps. Nowina (późniejszy publicysta i historyk Paweł Jasienica), zaprzestał czynnej walki zbrojnej i postanowił wrócić do cywilnego życia. Szendzielarz najpierw przeniósł się na Śląsk, a później do Zakopanego. Przez cały czas utrzymywał poprzez łączników kontakt z 6. Brygadą i komendą Okręgu Wileńskiego AK.
W czerwcu 1948 r. UB rozpracował i rozbił Okręg Wileński AK. „Łupaszkę” aresztowano 30 czerwca w Osielcu pod Zakopanem i od razu przewieziono do Aresztu Śledczego przy Rakowieckiej w Warszawie, gdzie był torturowany przez dwa i pół roku. W śledztwie zachował godną postawę. W listopadzie 1950 r., podczas procesu przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie, wszyscy oskarżeni, oprócz kobiet, dostali wyrok kary śmierci – Szendzielarz osiemnastokrotny. O łaskę nie poprosił. Krzywoprzysiężnemu sądowi przewodniczył były AK‑owiec, a potem wyjątkowo krwawy sędzia mjr Mieczysław Widaj (zmarł w 2008 r. bezkarny, pobierając 9 tys. zł emerytury). „Łupaszka” został zamordowany sowieckim strzałem w tył głowy 8 lutego 1951 r. w więzieniu na Rakowieckiej.
Cały tekst w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"
Autor jest pisarzem, publicystą, szefem działu Opinie „Super Expressu”, autorem książek o zbrodniach komunistycznych: „Bestie”, „Bestie 2”, „Oprawcy. Zbrodnie bez kary”, prezesem Fundacji „Łączka”.