Rząd blokuje finansowanie identyfikacji ofiar z Łączki
W połowie tego roku dowiedzieliśmy się, że finansowanie dalszych prac indentyfikacyjnych w kwaterze „Ł” na Powązkach w Warszawie jest zagrożone.
Kwatera „Ł” na warszawskich Powązkach. Kawałek ziemi, skrywający w swoim wnętrzu wielką, niewysłowioną tragedię ludzi prawych, szlachetnych i dzielnych. Skazanych na śmierć katyńskim strzałem w tył głowy, pogrzebanych naprędce, jeden na drugim, pod osłoną nocy. Jakąż to niewybaczalną zbrodnię popełnili? Najgorszą z możliwych. Cytując ostatnie słowa zamordowanej na kilka dni przed swoimi 18. urodzinami Danuty Siedzikówny „Inki”: zachowali się jak trzeba. Nie wyobrażali sobie nawet, że mogliby zachować się inaczej. Najmniejszych wątpliwości, jak mają postępować, nie były w stanie w nich zasiać nawet najwymyślniejsze tortury. Byli tą prawdziwą Elitą, która nie poszła na kompromis czy współpracę z komunistami. Elitą, której największą, a zarazem jedyną zbrodnią było to, że byli wierni wolnej Polsce.
Niepodległość po sowiecku
Wychowała ich międzywojenna Rzeczpospolita Polska, fenomen w dziejach naszej państwowości. Odrodzona po przeszło 120 latach zaborów, walcząca o każdą niemal granicę, zatrzymująca pod Warszawą bolszewicką rewolucję, która przez dwie dekady wolności potrafiła wykonać gospodarczy i cywilizacyjny skok. Silna umiłowaniem wolności, wychowująca pokolenie, które w pierwszych tygodniach września 1939 r. w krwawych zmaganiach dopełniło sojuszniczych zobowiązań, dając sprzymierzonym niewykorzystaną przez nich niestety szansę na rychłe zwycięskie zakończenie wojny. Gdy sojusze zawiodły, wierni żołnierze i obywatele Rzeczypospolitej walczyli na wszystkich frontach. Na polskiej ziemi zaś, ścigani i tropieni przez niemieckich i rosyjskich okupantów, wysyłani do łagrów i obozów, mordowani za pomoc okazywaną współobywatelom Żydom, za oficerskie gwiazdki na mundurze, stworzyli bezprecedensową w okupowanej Europie największą podziemną armię – Armię Krajową. Opór na nic się jednak zdał.
Rosyjski okupant zaatakowany przez Niemców stał się militarnym sojusznikiem Zachodu i koniec wojny przyszło Polakom świętować za szczelnie zaciągniętą żelazną kurtyną, za którą zostało też polskie podziemie niepodległościowe, wierne idei wolnej Polski. Ale polska wolność w myśl nowego układu sił w świecie miała być sowiecka, stalinowska. Zainstalowane przez Moskwę marionetkowe władze miały jeden cel: zlikwidować wszelki opór wymierzony w sowietyzację Polski. Oczywiście pod pozorem chęci współpracy, czego wyrazem były kolejne pseudoamnestie, służące często do likwidowania całych oddziałów. Na to żołnierze podziemia nie mogli przystać. Nie mieli w gruncie rzeczy wyboru, komuniści im go nie dawali. Ponadto ich matki i ich ojcowie wychowali ich na prawdziwych mężczyzn i dumne kobiety. Na Polaków. Za to właśnie zostali Wyklęci. Ostatni z nich, Marek Franczak ps. Lalek, oddał życie za wolną Polskę 50 lat temu, 21 października 1963 r.
Mieli przestać istnieć. Ich ciała odzierano z ubrań, zabierano wszelkie drobiazgi mające umożliwić kiedyś ich identyfikację. Niektórych pochowano w niemieckich mundurach, upokarzając ich nie tylko na salach sądowych, ale nawet po śmierci. Mieli na zawsze być odarci z honoru, anonimowi, napiętnowani jako bandyci stawiający opór władzy ludowej. Ich bliscy zaś mieli żyć z piętnem rodzin „zdrajców”, mieli być prześladowani i szykanowani.
Policzyć dokładnie, zawołać po imieniu
Nastał rok 1989. PRL znów przemianowaliśmy na Rzeczpospolitą Polską. Musiało minąć 12 lat, by w 2001 r. Sejm RP podjął uchwałę upamiętniającą żołnierzy podziemia niepodległościowego. W 2008 r. ówczesny szef BBN‑u śp. Władysław Stasiak mógł podjąć inicjatywy na rzecz upamiętnienia Żołnierzy Wyklętych i przybliżenia młodzieży ich historii, a śp. prezydent Lech Kaczyński odznaczył, niestety głównie pośmiertnie, wielu z nich, wydobywając ich nazwiska i losy ze zbiorowej niepamięci. Dopiero w 2011 r. Sejm ustanowił 1 marca Narodowym Dniem Żołnierzy Wyklętych.
Od wielu miesięcy trwają prace ekshumacyjne na powązkowskiej Łączce. Niewytłumaczalnie późno, ćwierć wieku po upadku PRL‑u, ale wreszcie jednak do nich doszło. Ze ściśniętym sercem czytałem wywiady z naukowcami badającymi szczątki polskich żołnierzy. Ze wszystkich relacji przebija jeden główny zamiar sprawców: skazać na zapomnienie, uniemożliwić identyfikację, upokorzyć po śmierci. Ale stalinowscy siepacze nie przewidzieli jednego. Badań DNA. To dzięki nim znamy nazwiska wielu spośród setek pochowanych na Łączce ofiar, że wymienię tylko dowódcę wspomnianej już „Inki” Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę” czy Hieronima Dekutowskiego „Zaporę”. Jest duża szansa, że odnalezione zostaną też szczątki gen. Emila Fieldorfa „Nila”, płk. Witolda Pileckiego i wielu innych bohaterów, najlepszych synów, jakich wydała nasza Ojczyzna. Wbrew woli swoich oprawców, wbrew dziesięcioleciom niepamięci, nasi Bohaterowie będą mieli możliwość pogrzebu godnego żołnierzy Wojska Polskiego, będą mieli na polskiej ziemi otoczony troską państwa i pamięcią przyszłych pokoleń żołnierski grób, imieniem i nazwiskiem wieńczący ich żołnierski los.
Ale czy na pewno?
Oto w połowie roku dowiadujemy się, że finansowanie dalszych prac indentyfikacyjnych w kwaterze „Ł” jest zagrożone. W sierpniu do Instytutu Pamięci Narodowej przestały napływać środki na dalsze prace. Nawet nie chcę się zagłębiać w tok myślenia urzędników administracji rządowej odpowiedzialnych za taką decyzję. Wolę sobie nie wyobrażać, jak w zalewie marnotrawstwa publicznych środków, które nie są niczym więcej, jak m.in. moimi ciężko wypracowanymi podatkami, ten czy ów urzędnik będzie usprawiedliwiał tak kompromitującą państwo polskie decyzję. Na szczęście są organizacje prywatne, że wymienię lubelską Fundację Niepodległości, Bank BZ WBK i wiele innych organizacji i inicjatyw, dzięki którym prace na Łączce nie zostały wstrzymane i wielomiesięczny wysiłek wspaniałej grupy ludzi, z których część pracuje, nie pobierając wynagrodzenia (!), nie został zaprzepaszczony. Niemniej te inicjatywy, niezwykle cenne, nie powinny i nie mogą zastępować państwa polskiego w jego podstawowych obowiązkach wobec swoich obywateli. Tych anonimowo pogrzebanych w błotnistej ziemi, naprędce przysypanych w wyniku mordu sądowego. Bo byli oni bojownikami o wolną i niepodległą Polskę, do której to miana dziś pretendujemy. Ale na nic nasze wysiłki, jeśli naszego państwa nie stać na ich godne upamiętnienie. Na pełną identyfikację i wojskowy pogrzeb z honorami. Na wieczne miejsce w naszej historii, z której czerpać będą kolejne pokolenia polskiej młodzieży.
Warto jednak pamiętać, że ich męczeńska śmierć niczego za nas dzisiaj w prosty sposób nie załatwia. Daje nam tylko szansę, byśmy pamiętając o ich ofierze, umieli wybierać między dobrem a złem, wiernością a zdradą, honorem a nikczemnością. Jako obywatele musimy pamiętać, że wycofywanie się państwa z jego podstawowych powinności prowadzi do dalszego rozmywania się odpowiedzialności za wiele sfer naszego życia. Nie pozwólmy sobie ulec pokusie, że polska niepodległość może być gwarantowana jakimiś bliżej nieokreślonymi kompromisami wewnętrznymi czy, co gorsza, zewnętrznymi. Pamiętajmy, że po ostatnim takim kompromisie podpisanym ponad naszymi głowami w Jałcie, ziemia zapełniła się ciałami polskich patriotów.