Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Jarosław Marek Rymkiewicz,
08.12.2013 08:53

Moja ciotka Marychna

Pan Henryk, pszczelarz, który sprzedaje miód na targu w Milanówku (my najczęściej kupujemy miód gryczany), pojechał z pielgrzymką do Jerozolimy i przywiózł mi stamtąd w darze różaniec.

Pan Henryk, pszczelarz, który sprzedaje miód na targu w Milanówku (my najczęściej kupujemy miód gryczany), pojechał z pielgrzymką do Jerozolimy i przywiózł mi stamtąd w darze różaniec. – Panie Jarosławie – powiedział – ten różaniec leżał na grobie Chrystusa. – W sekreterze mam szufladę, w której trzymam różne cenne pamiątki i różaniec od pana Henryka znalazł tam swoje miejsce obok dwóch innych różańców, które leżą w szufladzie od wielu lat. Jeden z nich Ewa kupiła w latach 70. pod Ostrą Bramą w Wilnie, drugi przywiozła mi z Rzymu, też w latach 70., ale trochę później, ciotka Marychna, młodsza siostra mojego ojca.

Paciorki różańca od pana Henryka są drewniane, paciorki spod Ostrej Bramy są czarne, z plastiku, a paciorki różańca od ciotki Marychny są z masy perłowej. Ciotka Marychna, a w zakonie zmartwychwstanek Matka Zofia, w ostatnich latach swego życia wiele podróżowała, wizytując zgromadzenia tego polskiego zakonu, które znajdują się w różnych częściach świata, i z tych podróży przywoziła nam drobne prezenty. Najlepiej z tych prezentów pamiętam australijskiego misia koalę, którego dostał mały Wawrzek. Koala miał w brzuchu pozytywkę, która grała miłą melodyjkę – może to była jakaś pieśń Aborygenów. Ale potem pozytywka się zepsuła i rozpruliśmy misia koalę, żeby ją naprawić, co się nie udało. Mnie zaś z tej podróży do Australii ciotka przywiozła zielony długopis, którego nie ma w szufladzie z pamiątkami, bo gdzieś się zawieruszył. Na długopisie był napis (litery były w kolorze złotym): SMILE. GOD LOVES YOU. Te słowa trochę mnie wtedy zdziwiły – przypominam, że to były lata siedemdziesiąte – ale dopiero wiele lat później zrozumiałem, że były one znakiem przemiany, która właśnie dokonywała się w cywilizacji Zachodu. Przemiana polegała na tym, że Bóg mojego dzieciństwa – Bóg potężny, srogi, niedostępny – stawał się Bogiem miłym i łagodnym – Bóg, którego trzeba było pokornie słuchać, stawał się Bogiem, do którego można było, a nawet należało się uśmiechać – Bogiem, który kocha uśmiechających się do Niego grzeszników – i więcej niż kocha, bo także lubi – i lubi, że się do Niego uśmiechają. Teraz, kiedy ta przemiana cywilizacyjna już się dokonała, trzeba zapytać – czy to, że uśmiechamy się do Tajemnicy, to źle czy dobrze dla tej ziemskiej cywilizacji, którą stworzyliśmy na naszej planecie – dla jej obecnych dziejów i dla jej przyszłości. Nie znam odpowiedzi na to pytanie, bo nikt jej nie zna. Ale niebawem będzie ona znana.

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE