Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Wanda Zwinogrodzka,
07.12.2013 08:57

Bezsilność wobec polskich patologii

Ta książka stanowi duchową panoramę polskich środowisk niepodległościowych w ciągu ostatniego ćwierćwiecza. Tytuł jest nieco zwodniczy: „Intelektualna historia III RP”.

Ta książka stanowi duchową panoramę polskich środowisk niepodległościowych w ciągu ostatniego ćwierćwiecza. Tytuł jest nieco zwodniczy: „Intelektualna historia III RP”. Sugeruje, że chodzi o przemyślenia, które nadały kształt naszej państwowości. Tymczasem chodzi raczej o te, które w procesie jej tworzenia zostały odrzucone, zlekceważone, zmarginalizowane. Niestety.

Na opasły, blisko siedmiusetstronicowy tom opublikowany przez Wydawnictwo Sic! składa się 46 obszernych wywiadów przeprowadzonych w przytłaczającej większości, choć nie wyłącznie, przez Andrzeja Nowaka w latach 1990–2012, drukowanych niegdyś na łamach „Czasu Krakowskiego”, „Arki” i „Arcanów”. Ponieważ zarówno prowadzący rozmowy, jak i jego interlokutorzy, należą do najświetniejszych współczesnych umysłów, otrzymaliśmy zapis przenikliwej, niebanalnej refleksji towarzyszącej przemianom w Polsce i Europie przełomu stuleci. Na kolejnych – dzisiaj już po części zapomnianych – zakrętach.

Od nadziei do rozpaczy

Czy ktoś jeszcze pamięta te nadzieje, gdy jesień narodów przetaczała się przez kontynent, Polska była w awangardzie, stając się wzorem dla sąsiadów, „wiał wiatr historii”, po pięćdziesięciu latach – nareszcie! – w przychylnym nam kierunku? Gdy upadały kolejne reżimy, otwierano granice, rozbierano mur berliński? Gdy wydawał się materializować sen kilku pokoleń o wolności? „Jesteśmy wreszcie we własnym domu. Nie stój, nie czekaj. Pomóż!” – słowami Ernesta Brylla wybitni aktorzy zachęcali w telewizji do udziału w wyborach, bo oto – zdawało się – z butwiejących szczątków znienawidzonego ustroju wyrastała nowa rzeczywistość, którą mogliśmy kształtować na miarę własnych marzeń i tęsknot. Marzeń o niepodległości i tęsknot do demokratycznej Europy, która szanuje prawo, swobody obywatelskie, wolność słowa i sumienia, dzięki temu żyje w spokoju i dobrobycie.

Jak to się stało, że w ćwierć wieku później wegetujemy na zakompleksionych peryferiach, gdzie polskości wypada się wstydzić, do wyznania lepiej się nie przyznawać, a krytyka poczynań władzy naraża na utratę pracy? Gdzie, owszem, rządzi prawo, ale pięści, wygodne dla możnych, bezwzględne dla maluczkich, tchórze i oportuniści narzucają standardy, a państwo „zdaje egzamin” jedynie jako poborca podatków? Jak to się stało, że żyjemy w kraju, w którym kolejne afery korupcyjne nikogo nie wzruszają, a mord polityczny stał się banalną codziennością i przedmiotem dowcipów o „seryjnym samobójcy”? Gdzie dzieci odbiera się rodzicom, bo są biedni, „Pana Tadeusza” zastępuje się w programach szkolnych kryminałami Agaty Christie, zmarłych się opluwa, a na znicze sika? Czy naprawdę my sami to sobie zrobiliśmy?!

Co sprawiło, że naród niepokonany w oporze wobec dwóch straszliwych totalitaryzmów XX w. przeobraził się w bezwolną, pokorną tłuszczę, pozbawioną ambicji i godności? Co zepchnęło nas ze szczytu niegdysiejszych marzeń w otchłań „potępieńczych swarów”, która przywodzi na myśl nawet nie tyle piekło, co wulgarne, jarmarczne widowisko?

„Popychadło polityki silniejszych”

Proces degrengolady można prześledzić w trakcie lektury rozmów Andrzeja Nowaka. Te wywiady, czytane po latach, zdumiewają trafnością formułowanych na bieżąco diagnoz. Zawierają celne rozpoznania zagrożeń w chwili, gdy dopiero się wykluwają w różnych obszarach istnienia III RP.

A więc najpierw – w jej zewnętrznych uwarunkowaniach. Już na początku lat 90. Josif Brodski ostrzega, że „Niemcy staną się finansowym supermocarstwem kontynentu […] uzależnią tą drogą od siebie nie tylko Wschód, lecz także Zachód Europy”. O nadchodzącej dominacji „niemieckiego interesu narodowego” mówi Irving Kristol. Jean Kirkpatrick z kolei uprzedza, że zaangażowanie USA w Europie będzie malało. Władimir Bukowski uświadamia, że kapitulancka postawa wobec Rosji okaże się zgubna: „Znam psychologię sowieckiego establishmentu, oni szanują tylko silnego przeciwnika, a pogardzają tymi, którzy zgadzają się na wszystko”. Piotr Wandycz wskazuje, że „to jest ważne – nie dać się zepchnąć do pozycji małego narodu, który musi pozostawać zawsze tylko popychadłem polityki silniejszych”. Piotr Łossowski z kolei akcentuje wagę „szukania realnych sojuszników” w naszym regionie. W 2001 r., na trzy lata przed naszym przystąpieniem do Unii Europejskiej, Antoni Macierewicz przewiduje, że „ten typ rokowań, który narzucił SLD, to jest pomysł na uczynienie z Polski Białorusi, tyle że w ramach UE”.

I on, i Jan Olszewski obawiają się, że przegramy starcie ekonomiczne z potężnymi międzynarodowymi korporacjami, które „transferują pieniądze poza granice” i uczynią z nas „trwały margines, który jest źródłem tańszej siły roboczej” zdolnej „zastępować sprawiających pewne kłopoty kulturowe Turków, Algierczyków”. W bardzo licznych rozmowach m.in. z braćmi Kaczyńskimi powraca problem gruntownego zaburzenia mechanizmów konkurencji przez kapitał nomenklaturowy, mafijnych powiązań polskiej oligarchii. Jadwiga Staniszkis już przed piętnastu laty sygnalizuje zjawiska, które pozbawiają demokrację instrumentów działania, czyniąc z niej atrapę „to jest władzę bez polityki, gdzieś tam rozproszoną w różnych sieciowych układach, i politykę, która nie ma władzy”. Już wówczas przewiduje, że fundusze emerytalne mogą okazać się „całkowitą klapą”, tak jak NFI.

O gruntownej demoralizacji w administracji samorządowej Jarosław Kaczyński mówi w 1996 r., biskup Życiński trzy lata wcześniej o „mentalności nowobogackich z nowym systemem wartości” i tyleż agresywnym, co bezmyślnym antyklerykalizmie. Precyzyjnie opisane zostają patologie nurtujące społeczeństwo – zanik postaw obywatelskich i kapitału zaufania, rozchwianie poczucia tożsamości, rozkład wspólnoty. Po wielekroć wskazuje się potrzebę chronienia tradycji i rodziny przed destrukcją promowaną w strukturach UE. I tak dalej, i tak dalej, tę listę można ciągnąć w nieskończoność.

„Diagnoza bez konsekwencji”

Rzecz stanowi chlubne świadectwo intelektualnej biegłości w rozpoznawaniu sytuacji. Ale cóż stąd? Znacznie gorzej przedstawiają się projekty politycznych rozwiązań. Tu po latach widać, że interlokutorzy Nowaka co i raz się mylą, grzeszą naiwnością, myśleniem życzeniowym, brakiem realizmu, nieporadnością wreszcie. Wierzą w przedsięwzięcia, które okażą się z gruntu chybione. „Intelektualna historia III RP” wydaje się rozpisanym na wiele głosów i kilkaset stron dowodem na słuszność tezy Andrzeja Zybertowicza o „diagnozie bez konsekwencji”. Zebrane tu analizy imponują przenikliwością. I zarazem – porażają swoją bezsilnością. Im celniej przewidują bieg wydarzeń, wskazują niebezpieczeństwa, tym bardziej przygnębiający staje się obraz kraju, w którym najczarniejsze prognozy, znane i ogłoszone drukiem, nieuchronnie się sprawdzają, bo nikt nie jest w stanie zapobiec ich realizacji.

Tyleż potężny, co bezowocny umysłowy wysiłek środowisk niepodległościowych można opisać, trawestując słowa Jana III Sobieskiego spod Wiednia: „Venimus, vidimus, diabolus vicit”.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane