Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Antoni Łepkowski,
30.08.2013 19:51

Zawstydzony Wilhelm

Stopień reglamentacji codziennego życia jest w obecnych czasach wręcz nienotowany w historii.

Stopień reglamentacji codziennego życia jest w obecnych czasach wręcz nienotowany w historii.

Tę historię zna każde polskie dziecko. Przynajmniej w czasach, w których chodziłem do szkoły podstawowej, uczyliśmy się patriotyzmu, m.in. poznając opisywaną przez Konopnicką czy Prusa historię polskiego chłopa Michała Drzymały, urodzonego w połowie XIX w., który w latach 1904–1909 toczył zażarty spór z pruską administracją cesarza Wilhelma II o pozwolenie na budowę domu. Dom miał stanąć na wolnej działce, nabytej od niemieckiego kupca, w miejscowości Podgradowice, zwanej obecnie Drzymałowem. Pisząc te słowa, zorientowałem się jednak, że może obecna edukacja szkolna jest już tak zeuropeizowana i politycznie poprawna, a niechęć do zadrażniania stosunków z naszym zachodnim, odwiecznym przyjacielem i sojusznikiem tak wielka, że o Michale Drzymale i jego słynnym wozie nikt już dzieciom w szkole nie opowiada. Przypomnę zatem zapominalskim, a niektórych młodych czytelników poinformuję, o co rzecz cała się toczyła. Otóż pruskie prawo epoki wilhelmińskiej wymagało uzyskania zgody administracji na postawienie budynku. W ramach polityki germanizacji władze wykorzystywały ten przepis na niekorzyść Polaków i odmówiły pozwolenia m.in. Michałowi Drzymale. Kupił on więc wóz cyrkowy, w którym zamieszkał. Władze usiłowały ten wóz usunąć, twierdząc, że stojący w jednym miejscu przez ponad 24 godziny wóz jest domem. Drzymała więc codziennie przesuwał swój wóz o metr, gdyż obiekt ruchomy nie podlegał przepisom prawa budowlanego. Sądowo-administracyjna walka trwała lat kilka. W końcu udręczony Drzymała sprzedał działkę i nabył inną, ze starym domem, na którego remont nie musiał mieć zgody.

Niejeden z szanownych Czytelników zapyta pewnie, po co w XXI w. przypominać tę patriotyczną ramotkę ze stuletnią historią? Ano, po prostu dlatego, że sama merytoryczna treść sporu, który wiódł Michał Drzymała z pruską administracją, do dziś zachowuje zdumiewającą aktualność. Oczywiście nie dotyczy ona aspektu germanizacyjnego, lecz wiecznotrwałego procesu biurokratycznego ograniczania wolności nas wszystkich przez państwowe władze, urzędy i sądy. Stopień reglamentacji codziennego życia jest w obecnych czasach wręcz nienotowany w historii. Na każdy problem władze znajdują jedno i tylko jedno, zawsze to samo remedium. Produkują nowe przepisy. Jeśli jednak owe przepisy nie pozwalają nękać, kontrolować i ubezwłasnowalniać nas w stopniu dostatecznym dla chęci rządzących, zawsze w sukurs przychodzi orzecznictwo usłużnych sądów.

Właśnie w ostatnich dniach Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że wagon kolejowy, tak jak obiekt kontenerowy służący rekreacji, jest obiektem budowlanym. Pewna obywatelka postawiła na swojej działce zakupiony wagon kolejowy, który w sposób nietrwały, niezwiązany z gruntem fundamentami, obudowała z zewnątrz panelami PCV, wstawiła okna, drzwi i doprowadziła do wagonu prąd. Powiatowy inspektor nadzoru budowlanego nakazał jednak rozbiórkę, stwierdziwszy, że dom letniskowy (sic!) został postawiony bez pozwolenia na budowę. Niewiasta, podobnie jak Michał Drzymała, odwołała się od tej decyzji, ale kolejne organy utrzymywały decyzję w mocy, aż sprawa dotarła przed oblicze Naczelnego Sądu Administracyjnego. Mimo iż wedle przepisów budowlanych wagon kolejowy, jako niepołączony trwale z gruntem, należy do tzw. tymczasowych obiektów budowlanych, a zatem jego przebudowa nie wymaga żadnego pozwolenia budowlanego, NSA zdecydował się zmienić przepisy i orzekł, że wymaga.

Tak oto organy państwowe III RP zapędziły w kozi róg całą administrację cesarza Wilhelma II Hohenzollerna. Gdyby wiedział on to, co oczywiste we współczesnej Polsce dla każdego sędziego, Michał Drzymała nie przeszedłby do historii.

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE