Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Antoni Łepkowski,
23.08.2013 07:27

Wszyscy jesteśmy pisiorami

Tusk podąża konsekwentnie drogą Pompidou, Nixona czy Gyurcsányego i chlapie językiem na prawo i lewo.

Tusk podąża konsekwentnie drogą Pompidou, Nixona czy Gyurcsányego i chlapie językiem na prawo i lewo.

Historia ta działa się akademicką paryską wiosną 1968 r. Georges Pompidou dopytywał się swoich informatorów, kim jest jeden z najaktywniejszych studenckich działaczy Daniel Cohn-Bendit. Asystent francuskiego premiera, a niebawem także prezydenta, miał powiedzieć, że to jakiś niemiecki Żyd. Zaiste, „czerwony Dany” urodził się w rodzinie niemiecko-żydowskich emigrantów we Francji. Co prawda, by nie służyć w wojsku, zrzekł się obywatelstwa francuskiego i pozostał przy niemieckim, ale studiował w Paryżu i był – do czasu deportacji do Niemiec – przywódcą paryskiego Maja. Informacje przekazane więc przez premierowskiego doradcę były prawdziwe. Podane zostały jednak w tak skandalicznej, lekceważącej formie, iż niektórzy spekulowali nawet, że choć Pompidou został zdymisjonowany przez prezydenta za całokształt swych majowych osiągnięć, to wymiana zdań na temat Cohn-Bendita miała znaczenie decydujące. Oliwy do ognia dolali jeszcze sami demonstrujący studenci, którzy już następnego dnia nieśli na czele pochodu wielki transparent z napisem: „Premierze Pompidou – wszyscy jesteśmy niemieckimi Żydami!”.

Tę historię można odczytywać jak klucz do zrozumienia polityki. Pod każdą szerokością geograficzną politycy – ufający, że są elitą narodu, i w myśl znanego porzekadła, iż każda władza deprawuje, zdemoralizowani powodzeniem osobistym, publiczną rozpoznawalnością i siłą płynącą z poczucia władzy – w prywatnych rozmowach najczęściej wypowiadają się z odrażającym lekceważeniem o rządzonym ludzie, a zwłaszcza o najostrzejszych oponentach politycznych. Dopóki władza jest silna, póki panuje nad rządzonymi w sposób niekwestionowany, takie dialogi nie przedostają się do opinii publicznej. Są bowiem wypowiadane wśród swoich. Problem swoich polega jednak na tym, że póki przywódcy zachowują niekwestionowaną pozycję, ich akolici to ludzie BMW, czyli – bierni, mierni, ale wierni. Gdy pozycja lidera słabnie, a pokład zaczyna zalewać coraz wyżej przybierająca fala, małe pieski są co prawda nadal mierne, ale w poszukiwaniu nowego pana nie są wcale tak bierne, a już z pewnością nie można o nich mówić, że pozostają wierne. Zawsze wtedy, nawet gdy rozmowa toczy się wśród swoich, tak jak w przypadku premiera Pompidou w czasie paryskiego Maja, usłużne miernoty doniosą, komu trzeba, co i jak było ostatnio mówione.

Obecna doba, zwłaszcza w polskiej polityce, to czas wykorzystywania środków technicznych, ukrytych mikrofonów i kamer. Każdy z polityków ma przy sobie telefon komórkowy, który po wciśnięciu dwu przycisków służy doskonale za dyktafon, a czasem i za kamerę. Mam dziwną pewność, że dolnośląskie nagranie premiera Tuska rozprawiającego o jego przeczuciach co do losów „pisiora” z MSW jest tylko początkiem serii podobnych rejestracji. Być może Tusk i jego przyboczni zaczną teraz ostrożniej wypowiadać się także w swoim gronie. Lekceważenie rządzących wobec rządzonych nie jest dla mnie tajemnicą. Zastanawiam się tylko, jaki poziom samouwielbienia i jaka niestandardowa zawartość czaszki doprowadziła Donalda Tuska do takiej nieostrożności. Przecież nawet słabo rozbudzone intelektualnie dziecko z podstawówki widzi, jak wali się system władzy Platformy, jak depopularyzuje się dosłownie z dnia na dzień cały rząd i jego ukochany przywódca. Mimo to Tusk podąża konsekwentnie drogą Pompidou, Nixona czy Gyurcsányego i chlapie językiem na prawo i lewo.

Nigdy nie byłem członkiem żadnej partii politycznej. Sadzę, że podobnie rzecz się ma z większością uczestników demonstracji zapowiadanych w stolicy na nadchodzący wrzesień. Mimo to, byśmy mogli się cieszyć szybkim odsunięciem od władzy obecnej ekipy, musimy dać czytelny sygnał. Marzy mi się więc wielki transparent w pierwszym szeregu: „Premierze Tusk – wszyscy jesteśmy pisiorami!”.

NAJNOWSZE