Ciszej nad tą ochroną
Przy okazji kontroli prasowej, jaką wdrożono ostatnio w sprawie rodzaju wydatków ponoszonych przez główne partie polityczne, ożywił się miłosierny chrześcijanin przodującej siły narodu – Stefan Niesiołowski.
Stały gość programu Moniki Olejnik zwierzył się ostatnio, indagowany na okoliczność wydania przez Partię ćwierci miliona złotych na odzież roboczą dla jej funkcjonariuszy, że, po pierwsze, nie obchodzi go ta kwestia, bo napisała o tym gazeta, której nie czyta, a po wtóre, że ważniejsze jest to, iż z publicznych pieniędzy Prawo i Sprawiedliwość wydaje milion złotych rocznie na ochronę swojego prezesa. Z wrodzoną sobie delikatnością i taktem Niesiołowski, podkreślający przy okazji, iż chrześcijanie winni kierować się w życiu miłością i szacunkiem dla innych, wykrzyczał, że zniesmacza go nie widok garniturów Ermenegildo Zegna na kolegach, lecz Kaczyński, którego nie widać zza jego ochroniarzy. Niesiołowski wie doskonale, jaka wada polityki PiS jest najistotniejsza i że jest to oczywiście niski wzrost prezesa tej partii. Sposób myślenia i artykulacji poglądów profesora łódzkiej Alma Mater charakteryzuje poziom chrześcijańskiego miłosierdzia, kultura osobista oraz jego własne możliwości intelektualne.
Z kwestii finansowania przez partie polityczne swoich wydatków entomolog Niesiołowski rozumie tyle samo co z pozostałej poruszanej w rozmowie z Moniką Olejnik problematyki. Zacząć wypada od poglądu, że partyjne wydatki ponoszone są z pieniędzy publicznych. Verba legis brzmi to tak: „Majątek partii politycznej powstaje ze składek członkowskich, darowizn, spadków, zapisów, dochodów z majątku oraz z określonych ustawami dotacji i subwencji”. Trudno twierdzić, że są to źródła tak samo żywo bijące, bo wiadomo, że pula środków budżetowych zajmuje w finansach partii miejsce najbardziej poczesne. Jednak na wymienionych w ustawie siedem różnych źródeł powstawania majątku partii politycznej tylko dwa ostatnie – dotacje i subwencje – można uznać za środki publiczne. Takie uznanie nie jest jednak w pełni uprawnione, środki te bowiem nie zależą od stanu budżetu czy dyskrecjonalnej decyzji egzekutywy, lecz wyłącznie od liczby głosów, które każda z partii otrzymała w ostatnich wyborach do sejmu. Można więc śmiało powiedzieć, że wyborcy każdej partii podczas kolejnych elekcji zdecydują, czy sposób wydawania pieniędzy, którymi dysponowało przez ostatnie pięciolecie za ich wyłączną sprawą stronnictwo, na które oddali swe głosy, był zgodny z wolą dysponentów. Budżet jest tylko przekazicielem środków, o których skali oraz rozliczeniu decydujemy my sami poprzez swój udział w wyborach. Rozważania żurnalistów i sędziwego entomologa mają się zatem do rzeczywistości prawnej raczej dość luźno. W przypadku Niesiołowskiego, który nie rozumiejąc już ustanowionego przez siebie prawa ma dobre podstawy ustanawiać następne, zjawisko wydaje się groźne.
Wracając do wydatków na ochronę prezesa Kaczyńskiego, które tak bulwersują Stefana Niesiołowskiego, to sądzę, że wyborcy PiS nie mają pretensji, iż przekazane przez nich stronnictwu pieniądze przeznaczono na ten cel. Wszyscy pewnie pamiętają mord dokonany przez byłego członka Platformy w biurze poselskim w Łodzi, ale nie wszyscy – w tym poseł owadoznawca – wiedzą, iż w toku przewodu sądowego w sprawie tego zabójcy dowiedziono, że morderca był wcześniej w biurze partii w Warszawie, ale jego spotkanie z Prezesem udaremniła właśnie wyśmiewana przez Niesiołowskiego ochrona. Gdyby jej nie było, Kaczyński byłby zdany na osłonę tego samego BOR, który w Smoleńsku chronił Jego Brata, więc ciszej nad tą ochroną.