Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Antoni Łepkowski,
31.05.2013 08:13

Peerelowski zakaz

Często słyszane z ust polityków zdanie, że nie komentują orzeczeń sądów, jest efektem niemal 30 lat obowiązywania ograniczeń prawa prasowego, które przez bojaźliwych polityków i pismaków zostało już dość dawno rozszerzone na całość dorobku judykatury

Często słyszane z ust polityków zdanie, że nie komentują orzeczeń sądów, jest efektem niemal 30 lat obowiązywania ograniczeń prawa prasowego, które przez bojaźliwych polityków i pismaków zostało już dość dawno rozszerzone na całość dorobku judykatury.

W mrocznych latach stanu świeżo powojennego, 26 stycznia 1984 r., ówczesny sejm uchwalił tzw. prawo prasowe. Obok innych utrwalających władzę ludową przepisów tej kagańcowej ustawy znalazł się tam artykuł – nomen omen – trzynasty. Otwiera go norma ze wszech miar niedemokratyczna i tłumiąca prawo do krytyki władzy, w tym konkretnym przypadku – władzy sądowniczej. Wedle nadal obowiązującego brzmienia tej ustawy, nie wolno wypowiadać w prasie opinii co do rozstrzygnięcia w postępowaniu sądowym przed wydaniem orzeczenia w pierwszej instancji. Często słyszane z ust polityków zdanie, że nie komentują orzeczeń sądów, jest efektem niemal 30 lat obowiązywania ograniczeń prawa prasowego, które przez bojaźliwych polityków i pismaków zostało ze strachu już dość dawno rozszerzone na całość – niekiedy żałosnego – dorobku judykatury.

Jak to z trzynastką często bywa, jest ona w przypadku tego artykułu prawa prasowego pechowa od początku do końca. Nie dość że proklamuje kagańcowe normy dotyczące orzecznictwa sądowego, to jeszcze wprowadza pozornie zgodny ze standardami praw człowieka zakaz publikowania w prasie wizerunku oraz danych osobowych osób, przeciwko którym toczy się postępowanie przygotowawcze lub sądowe. Słuszny co do zasady przepis nie został jednak opatrzony wyjątkiem, w myśl którego zakaz publikacji danych i wizerunków osób podejrzewanych lub oskarżanych nie dotyczy osób publicznych. W efekcie, stosując ten kuriozalny przepis wobec znanego bramkarza futbolowej reprezentacji Polski, podejrzewanego przez prokuratora o udział w bójce, dziennikarze zaprezentowali rozmowę z jego bratem, o ile pamiętam Dariuszem, i umieścili na ekranie napis głoszący: „Dariusz Majdan, brat Radosława M.”.

Odnośnie do wspomnianego zakazu, nasza technika legislacyjna znowu sprawdziła się jak Hanna Gronkiewicz-Waltz w roli budowniczego metra. Wprowadzając bowiem 6 września 2001 r. ustawę o dostępie do informacji publicznej, w szczególności jej art. 5 pkt 2 wskazujący, że prawo do informacji publicznej podlega ograniczeniu ze względu na prywatność osoby fizycznej, ale ograniczenie to nie dotyczy informacji o osobach pełniących funkcje publiczne i mających związek z pełnieniem tych funkcji, sejm nie zadbał o znowelizowanie przepisu art. 13 prawa prasowego. Ponad wszelką wątpliwość oba te przepisy pozostają ze sobą w sprzeczności. W moim przekonaniu w zakresie, w którym regulują tę samą sytuację, przepis późniejszy uchylił wcześniejszy, przepis szczególny uchylił zaś ten, który porównawczo należy traktować jako generalny. Z obu zatem przyczyn przyjmuję, iż zakaz proklamowany prawem prasowym nie obejmuje osób publicznych. Niestety, strach mediów przed karami finansowymi, na które mogą się one narazić w przypadku uznania, iż naruszyły pechowy artykuł ustawy peerelowskiej, sprawia, że jest on cały czas w użyciu i gdy trafi się przypadek postawienia zarzutów któremuś z polityków, media zaczynają pokazywać podejrzanego z migającym paskiem na oczach i podawać za jego imieniem tylko pierwszą literę nazwiska.

Takie przedstawianie informacji publicznych nie chroni wcale dobra, które potencjalnie mogłoby naruszać podanie pełnych personaliów i danych osoby publicznej opisywanej w informacji. Stosowanie wzmiankowanego zakazu prowadzi też do groteskowych skutków, z których jeden wyżej wskazałem. Gdyby postawiono zarzuty niejakiemu Donaldowi T. i media pokazałyby wizerunek jego twarzy z czarną opaską na oczach, z pewnością nikt nie domyśliłby się, o kogo chodzi... Utrzymywanie tego ostańca PRL jest zatem jedynie wyrazem hipokryzji i obroną interesu polityków mniej znanych niż ci z pierwszych stron gazet.

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE