Raj dla starannie wybranych
Czy sądy polskie będą stosować inne zasady prawa wobec pieszczoszków Peerelu-bis, a inne wobec nas, którzy nimi nie jesteśmy?
Na temat wyroku w sprawie posłanki Sawickiej i burmistrza Helu, wyroku w sprawie Stanisława Kociołka, doktora Garlickiego czy mafii pruszkowskiej praktykującemu adwokatowi trudno jest mówić tak, jak mówią o tym ludzie pozbawieni codziennego, aktywnego kontaktu z wymiarem sprawiedliwości. Oburzenie narosłe u większości z nas po usłyszeniu, że mafiosi z Pruszkowa, Stanisław Kociołek czy Beata Sawicka są niewinni, oczywiście każdy uczciwy adwokat podziela, lecz zastanawia się także, dlaczego w dziesiątkach procesów, w których bronił i w których oskarżano osoby niebędące profitentami systemu PRL-bis, nie przebiły się do orzekających błyskotliwe refleksje sędziego Tulei lub Rysińskiego. Dlaczego mimo naruszeń prawa przy zbieraniu dowodów winy uznawano, że skoro przestępstwo w istocie popełniono, to skazanie jest konieczne i nieuchronne? Dlaczego w codziennej praktyce orzeczniczej sędziowie zawsze bagatelizują nieprawidłowości i nieprawości, których dopuszczają się w postępowaniu przygotowawczym policjanci, celnicy czy prokuratorzy? Ano dlatego, że do czasów wyroku sędziego Tulei włącznie w polskim procesie karnym obowiązywała tzw. zasada prawdy materialnej. Wyrok w sprawie doktora Garlickiego nieco naruszył praktykę orzeczniczą, z uwagi bowiem na włączenie do argumentacji sądu teorii o owocach zatrutego drzewa, orzeczona kara była jedynie symboliczna i w żadnym razie nie odzwierciedlała dotychczasowego restrykcyjnego kierunku orzecznictwa karnego. Sąd Apelacyjny w Warszawie pod światłym przywództwem sędziego Rysińskiego poszedł jednak dalej niż ten ze sprawy łapówkarskiego lekarza i Sawicką oraz Wądołowskiego uniewinnił, przyjmując obcą naszej judykaturze i wręcz sprzeczną z przepisami teorię o nieprawości stosowania owoców zatrutego drzewa. Pod tym względem zarówno sędzia Rysiński, mecenasi Pietrzak i Dubois, a przede wszystkim łapówkarze z sejmu i burmistrzostwa helskiego są już w prawniczym raju.
Pytania takiego jak ja, przeciętnego kauzyperdy, są po sprawie Sawickiej następujące. Czy od tej pory we wszystkich procesach karnych zebrane w nie do końca prawidłowy sposób dowody będą dyskwalifikowane, mimo że w sposób niebudzący żadnych wątpliwości dowodzą, iż podsądni dopuścili się przestępstwa? Czy podobnie jak w procesie Sawickiej, fakt uprzedniego prawomocnego stwierdzenia prawidłowości postępowania organów ścigania będzie zawsze lekceważony przez sądy orzekające o odpowiedzialności karnej przestępców przyłapanych na gorącym uczynku? Czy sądy polskie będą stosować inne zasady prawa wobec profitentów systemu i pieszczoszków Peerelu-bis, a inne wobec nas, którzy nimi nie jesteśmy? Innymi słowy, czy nadal doradcą naszych sędziów będzie duch Orwella, podpowiadający, że świnie są równiejsze od wszystkich innych, równych sobie zwierząt?
Takie pytania można mnożyć w nieskończoność. Odpowiedź na wszystkie jest jednak niestety jasna i oczywista dla każdego, kto nawet pobieżnie śledzi rozwój naszej fasadowej demokracji. Niezapomniany Wiech na postawione pytania odpowiedziałby zapewne: kpisz Pan czy o drogę pytasz? To jasne jak słońce, że wyroki takie jak ta polityczna granda, do której doszło w warszawskim Sądzie Apelacyjnym, dotyczyć będą tylko indywiduów w rodzaju Sawickiej czy Garlickiego. Na raj, w którym wszystko wolno, w którym nie ma ni winy, ni kary, zasłużyli tylko swoi. Sami swoi. Jeśli chciałbym, by w prowadzonych przeze mnie sprawach stosowano takie zasady postępowania jak w sprawie Sawickiej, musiałbym się zająć obroną takich jak ona, niewinnych łapówkarzy. Gdybym wierzył, że ten prawniczy raj obejmie wszystkie procesy karne, oznaczałoby to tylko tyle, że postradałem zmysły, a ja przecież tylko straciłem wszelką nadzieję.