Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Grzegorz Górny,
31.03.2013 10:06

Geniusz chrześcijaństwa

Gdyby na początku naszej ery istniały elektroniczne środki masowego przekazu, ich uwaga skierowana byłaby zapewne na stolicę imperium, czyli Rzym. Media skupiałyby się na donoszeniu o intrygach na cesarskim dworze, modnych impreza

Gdyby na początku naszej ery istniały elektroniczne środki masowego przekazu, ich uwaga skierowana byłaby zapewne na stolicę imperium, czyli Rzym. Media skupiałyby się na donoszeniu o intrygach na cesarskim dworze, modnych imprezach w posiadłościach patrycjuszy czy wynikach walk gladiatorów.
                 
Gdyby w starożytnym Rzymie istniały odpowiednie środki technologiczne, umysły ludu wciąż byłyby karmione informacjami o ówczesnych gwiazdkach mainstreamu, celebrytach, pieśniarzach, retorach. Tyle że starożytni Rzymianie nie mieli telewizji, radia czy internetu. Na miarę ówczesnych możliwości korzystali jednak z dostępnych im środków komunikacji. Budowali świat zbiorowej wyobraźni, zaludniany przez wykreowanych herosów, elektryzujących opinię publiczną.
 
A jednak z tego „mainstreamu" nie ocalało nic. Nie zachowały się do dziś nawet imiona owych bohaterów, zdolnych gromadzić tłumy w amfiteatrach i na hipodromach, ówczesnych celebrytów wysłuchujących długich skandowań na swoją cześć, odbierających chwałę niemal boską. To, co przetrwało do naszych czasów, to drugi obieg.
 
Triumf drugiego obiegu
 
Przez niemal trzy wieki chrześcijaństwo rozwijało się w konspiracji. Pisma wyznawców Chrystusa krążyły potajemnie w odpisach. Spisane były najczęściej w języku koine, czyli potocznej grece. Gdy św. Justyn toczył dysputy z rzymskimi filozofami, ci zażądali: „Pokażcie nam wasze pisma". Kiedy zobaczyli, że są napisane językiem rybaków, robotników portowych i prostytutek, a nie klasyczną greką, odmówili dalszej dyskusji. 
 
Wielu odmawiało jednak dyskusji z chrześcijanami głównie z powodu aury, jaka ich otaczała. Mówiono o nich, że podczas swoich tajnych misteriów składają ofiary z ludzi i jedzą ciało człowieka, którego nazywają Chrystusem. Po pożarze Rzymu uchodzili w oczach ogółu za zbrodniczą sektę (coś w rodzaju Najwyższej Prawdy Shoko Asahary, która kilkanaście lat temu dokonała zamachu w tokijskim metrze).
 
Generalnie mieli opinię nietolerancyjnych fanatyków. W imperium panowała bowiem względna tolerancja religijna oraz związany z nią synkretyzm. Budowano wspólne świątynie dla wielu bóstw lub stawiano posągi bożkom o kilku imionach. Tolerancja rozciągała się na wyznawców wszystkich niemal kultów – pod jednym wszakże warunkiem: że uznawali wszystkie inne bóstwa za równoprawne ze swoim. Niedopuszczalne było natomiast twierdzenie, że istnieje tylko jeden Bóg i jedna prawda zbawcza. Kto trwał przy takim wyjątkowym uproszczeniu, narażał się na terror tolerancji.
 
Chleba i igrzysk!
 
Retoryczne pytanie Piłata („a cóż to jest prawda?") równie dobrze mogłoby być mottem współczesnych postmodernistów. Trafnie oddawało jednak panujący wśród elit rzymskich klimat sceptycyzmu poznawczego oraz wynikającego zeń relatywizmu moralnego. W pewnym momencie dominująca ideologia imperium ograniczyła się do dwóch postulatów: prawa do życia i prawa do przyjemności. Najcelniej wyrażał to charakterystyczny dla tamtych czasów okrzyk: „Chleba i igrzysk!".
 
Podobnie jak dzieje się to w dzisiejszej erze konsumpcjonizmu i hedonizmu, okazało się, że tym, co łączy wszystkich ludzi jest... zwierzę. Ono także bowiem motywowane jest strachem przed śmiercią, potrzebą zaspokojenia głodu oraz instynktami seksualnymi.
 
Ten świat sam skazał się na zagładę, gdyż nie było chętnych, którzy gotowi byliby za niego oddać życie. Nie było nawet chętnych, którzy chcieliby przechować dla potomnych mądrości lub choćby imiona ówczesnych celebrytów. Cały przekaz mainstreamu szlag trafił. Przetrwało tylko to, co istniało wtedy „w drugim obiegu", ale niosło w sobie słowa prawdy.
 
Mało tego: przetrwało nie jako archaiczny zabytek, przypis w podręczniku do historii, ale żywe słowo, oddziałujące także w naszych czasach. Księgi Nowego Testamentu do dziś inspirują miliony ludzi. Każdego dnia rzesze chrześcijan na całym świecie modlą się brewiarzem, w którym znajduje się wiele fragmentów pism powstałych w pierwotnym Kościele. Historie pierwszych wyznawców Chrystusa, mimo upływu wieków, nadal pobudzają wyobraźnię.
 
To nie wszystko: chrześcijanie ocalili także to, co najcenniejsze w starym świecie. To dzięki nim przetrwał dorobek myślowy Sokratesa, Platona czy Arystotelesa.
 
Chrześcijaństwo jako alternatywa
 
Chrześcijanie odrzucili dominującą ideologię Rzymu. Powoływali się przy tym na przykład Jezusa, który podczas kuszenia na pustyni odrzucił pokusę zarówno chleba, jak i igrzysk. Wskazywali, że człowiek jest kimś więcej niż zwierzę – jest dzieckiem Bożym, obdarzonym nieskończoną godnością. 
 
Można odnaleźć wiele analogii między czasami antycznymi a współczesnością. W pewnym momencie Rzym wyczerpał swoje wewnętrzne możliwości rozwoju, oddał się igrzyskom i z niepokojem oczekiwał barbarzyńców. Dzisiejszy Zachód także celebruje swój schyłek, ogłasza „koniec historii", promuje „kulturę wyczerpania", nurza się w konsumpcji i hedonizmie oraz drży na myśl o zagrożeniu fundamentalizmem islamskim.
 
W perspektywie ówczesnych elit rzymskich chrześcijaństwo nie pojawiało się w ogóle jako alternatywa. Należało do egzotycznych kultów wschodnich, którym ulegają niedojrzałe umysły, skłonne do irracjonalnego myślenia. Podobnie traktowane jest także przez dzisiejszy establishment, który uległ mentalności sekularnej. Odbiera on chrześcijaństwo jako relikt przeszłości i przejaw zamknięcia umysłowego. Dlatego kultura tworzona przez najbardziej wpływowe kręgi opiniotwórcze ma dziś charakter pogański.  
 
Tymczasem w naszych czasach – tak jak w pierwszych stuleciach – dokonuje się cichy proces ewangelizacji, który umyka uwagi elit. Budowana jest alternatywna społeczność ze swoją hierarchią wartości. Ujawni się ona w pełni, gdy gen autodestrukcji, wpisany w projekt cywilizacji sekularnej, dopełni dzieła zniszczenia.  
 
Dostrzegał to już przed stu laty patron wielu dzisiejszych środowisk – Stanisław Brzozowski. Pisał wówczas: „Kościół dlatego jest wieczny, że na drugi dzień powszechnej ruiny i rzezi, gdy wszystkie słowa wasze będą rozbite na proch przez wstyd i nienawiść, on będzie miał swoje własne i nie będzie potrzebował kłamać. On jeden nie zna kompromisów. Jest bezwstydny i nagi, jak życie, nie uznaje czyny np. sprawiające, że człowiek dla człowieka przestaje być człowiekiem".
 

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane