Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Wanda Zwinogrodzka,
20.03.2013 18:05

Krajobraz przed bitwą

„Brzydka panna bez posagu” – to określenie Polski w ustach jej ambasadora i ministra spraw zagranicznych Władysława Bartoszewskiego najlepiej obrazuje zakompleksioną naturę III RP. Bez odzyskania poczucia godności i dumy narodowej nie wydobędzie się

„Brzydka panna bez posagu” – to określenie Polski w ustach jej ambasadora i ministra spraw zagranicznych Władysława Bartoszewskiego najlepiej obrazuje zakompleksioną naturę III RP. Bez odzyskania poczucia godności i dumy narodowej nie wydobędzie się ona z upadku. Nie stanie się silną państwowością, zdolną chronić interesy swoich mieszkańców.

Rozumieją to świetnie Niemcy – wiele wysiłku wkładają w taką reinterpretację historii najnowszej, która pozwala im uwolnić się od poczucia winy i wstydu. Rozumieją Rosjanie, którzy swoje święto narodowe ustanowili w dniu zakończenia wielkiej smuty. Polacy zdają się tego zupełnie nie rozumieć. Po odzyskaniu niepodległości skupili się na buchalterii własnych błędów, wad i ułomności oraz pielęgnowaniu kompleksów w rodzaju „polskość to nienormalność”. W rezultacie dopracowali się państwa, którym obywatele pogardzają, z którego pragną uciekać. Nie chcą go ani współtworzyć, ani tym bardziej – bronić.

Ani jednej kropli krwi

„Po kanałach z karabinem nie biegałabym, nie oddałabym Ci, Polsko, ani jednej kropli krwi” – śpiewa Maria Peszek. Postawa zrozumiała, jeśli swoje relacje emocjonalne z tutejszą rzeczywistością postrzega się tak: „Pieprzę cię miasto, twoje krwawe dzieje bledną, gdy dnieje, pieprzę cię miasto. W tobie sobie mieszkam, co nie znaczy, że spieprzam lub, że się tu dobrze czuję, pochuje”. Z takiej perspektywy poświęcenie powstańców warszawskich wydaje się tyleż niepojęte, co idiotyczne.

Oni jednak przyjmowali perspektywę z gruntu odmienną i oto zyskaliśmy okazję, by sobie wyraziście uzmysłowić, dlaczego. Na ekrany kin wszedł właśnie krótkometrażowy film animowany Tomasza Gomoły „Warszawa 1935”, zrealizowany w technologii 3D. To wirtualny spacer po tętniących życiem ulicach przedwojennej Warszawy. Odtworzono ją pieczołowicie, kamienica po kamienicy, w barwnym detalu ówczesnej codzienności – szyldów i słupów reklamowych, skwerów i latarń gazowych, automobili, dorożek i wagonów tramwajowych, wreszcie także – wyglądu mieszkańców.

Wrażenie jest piorunujące. Widzimy elegancką europejską metropolię, której architektoniczny porządek rzeczywiście przywodzi na myśl Paryż Północy, a ład przestrzenny i harmonia estetyczna zniewalają. Miasto, w którym łatwo się odnaleźć i zakochać, które trzeba podziwiać, o które warto się bić.

Zaledwie kilkadziesiąt lat wstecz…

„Marszałkowska, jaką pamiętam z czasów młodości i jaką była aż do Powstania w 1944 roku, to nie ta ulica co dziś” – czytaliśmy we wspomnieniach Kordiana Tarasiewicza. „Była to najważniejsza ulica handlowa stolicy […]. Inna oczywiście była jej zabudowa, inna szerokość jezdni i chodników, ruchliwa była jednak chyba bardziej niż obecnie”. Seans kinowy uświadamia, że tę obserwację należy rozszerzyć: ówczesna Warszawa to nie to miasto co dziś. Ogród Saski, plac Dąbrowskiego, plac Bankowy, plac Napoleona, teren, na którym powstał Pałac Kultury – wszystko jakże inne od tego, co znamy. Toteż słusznie autorzy filmu w jego zwiastunie pytają: „Co tak naprawdę możesz powiedzieć o swojej historii? Czy jesteś świadomy osiągnięć? Poznajesz to miasto? Przygotuj się na wyjątkową podróż […]. Zaledwie kilkadziesiąt lat wstecz”.

Dokładnie: 78 lat. Wcale nie tak dawno: do roku urodzin Woody’ego Allena. I zarazem roku, który śmiercią Józefa Piłsudskiego kończył pewną epokę polskiej historii. Wzbierał nadciągającą już burzą – za zachodnią granicą uchwalono wtedy ustawy norymberskie. Niebawem ta burza miała zmieść piękną i niefrasobliwą Warszawę z powierzchni ziemi. Właściwie definitywnie, jak pokazuje inna filmowa rekonstrukcja, także w technologii 3D: „Miasto ruin”, którą można obejrzeć w Muzeum Powstania Warszawskiego. Te dwa filmy wydają się komplementarne. Oglądane jeden po drugim rekapitulują dwudziestowieczne doświadczenie Polaków dobitniej i bardziej przejmująco aniżeli całe biblioteki dzieł historycznych. Także dlatego, że przemawiają obrazem, który do współczesnej wyobraźni trafia lepiej niż słowo.

Próba terapii

Straciliśmy stolicę w jej właściwym kształcie. Na jej miejscu powstało miasto, które w swojej odbudowanej części jest atrapą, a we wzniesionej na nowo – bezładną plątaniną estetyki socrealistycznej, późnokomunistycznej tandety oraz zaprowadzonych po 1989 r. nowobogackich gustów i pretensjonalnych pozorów luksusu.

Dewastacja polskiej przestrzeni życiowej wydaje się odzwierciedlać duchową degradację społeczeństwa, które nie zna własnej historii i gardzi zapisaną w niej tożsamością. Pozbawione przez wrogów spuścizny materialnej, duchowej samo się wyrzeka, rezygnując tym samym z ostatnich drogowskazów pozwalających wytyczyć własny szlak przez teraźniejszość, samodzielnie ją kształtować, nadawać jej oryginalne piętno. W konsekwencji skazane jest na bezmyślne kopiowanie cudzych wzorów oraz realizację cudzych interesów, co pociąga za sobą permanentną frustrację, brak wiary we własne siły i możliwości działania. A w ślad za tym – zanik ambicji i poczucia godności, niewolniczą pokorę, która każe godzić się z każdym upokorzeniem, nawet tak drastycznym jak przebieg śledztwa smoleńskiego.

„Warszawa 1935” powstała – jak wolno sądzić – wskutek dostrzeżenia tych patologii polskiej psyche. Stanowi próbę terapii. Intencja twórców, którzy poświęcili jej cztery lata pracy, jest czytelna. Na swojej stronie internetowej piszą: „Warszawa […] za bycie centrum ważnych i dramatycznych wydarzeń podczas drugiej wojny światowej zapłaciła najwyższą cenę – nieomal przestała istnieć. Zniknęło poważane centrum kulturalne, zniknęły imponujące klasycystyczne pałace, secesyjne kamienice, parki, place. Zniknęła cała infrastruktura uznawana przed wojną za jedną z najnowocześniejszych w Europie. Na zgliszczach powstała zupełnie nowa Warszawa – pamięć o tej starej została zamknięta w albumach i wspomnieniach mieszkańców. Dziś już nikt nie jest nawet w stanie wyobrazić sobie, jak imponującym i inspirującym była miastem”.

Na filmie to widać. Próbuje on przywrócić współczesnym świadomość nieodległej świetności oraz towarzyszącą jej dumę. Obraz uzupełniają ekranowe napisy przypominające o naukowych i cywilizacyjnych osiągnięciach polskiego międzywojnia.

Czy wskrzeszone wirtualnie miasto wskrzesi także ambicję narodu, który kiedyś je zbudował? Czy jest świadectwem przebudzenia?

Na widowni przeważa młodzież. Może to znak nadziei.

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE