Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Jarosław Szarek,
04.02.2013 14:32

Tyle Węgrów wart, co Termopile...

Rosyjscy żołdacy spalili Węgrów, wielu mieszkańców wymordowali, a garstkę, którzy przeżyli, obrabowali. Poległych powstańców – azjatyckim wzorem – obdarli z ubrań i ich pohańbione nagie ciała rzucili na stos, nie pozwalając ich grzebać. „Co za nikcze

Rosyjscy żołdacy spalili Węgrów, wielu mieszkańców wymordowali, a garstkę, którzy przeżyli, obrabowali. Poległych powstańców – azjatyckim wzorem – obdarli z ubrań i ich pohańbione nagie ciała rzucili na stos, nie pozwalając ich grzebać. „Co za nikczemność niesłychana w dziejach Europy!” – notowała powstańcza prasa. Była to zemsta za walkę, którą nawet rosyjski „Journal de St. Petersburg” musiał nazwać „upartą”.

A wielki książę Konstanty opisywał ją w liście do brata: „Buntownicy poszli do ataku z nieoczekiwaną zuchwałością i podeszli do dział na 30 kroków, tak, że równocześnie armaty strzelały kartaczami, a oficerowie artylerii z rewolwerów”. Węgrowski atak kosynierów na moskiewskie działa 3 lutego 1863 r. wskrzesił kościuszkowską legendę triumfu spod Racławic i wzmocnił sympatie dla walczących powstańców za granicą. Niestety, z tej sympatii na Zachodzie – jak zawsze – niewiele wynikło. Tymczasem w wielu pismach publikowano ryciny ilustrujące bitwę, a francuski poeta August Barbier w wierszu „Atak pod Węgrowem” porównał ją do Termopil. „…I zajaśniały owe wielkie czyny,/Jakich nam dzieje przedstawiają całe/Gdy dwóchset młodzi, jak Termopil syny,/By resztę braci zasłonić się dało,/Mężnie na paszcze rzuca się armatnie/I tam znajduje swe chwile ostatnie”. Za pióro chwycił też Cyprian Kamil Norwid: „…Grek ma więcej świetnych w dziejach kart/Niż łez... w mogile –/U Polaka tyle Węgrów wart,/Tyle!... co Termopile...”. Po latach przywoła jeszcze ten bój Maria Konopnicka „…Obcy piewca cześć oddając/Takiej męstwa sile,/Nazwał bitwę pod Węgrowem/Polskie Termopile”.

Podlasie zawsze wierne
W Podlaskiem powstanie – już pierwszej nocy „wybitnie się objawiło”. Józef Piłsudski napisze, że tam „najenergiczniej wystąpiło i najwięcej dokonało”. Drobna podlaska szlachta zaściankowa, wierna od pokoleń Rzeczypospolitej – podobnie jak jej następne pokolenia pod okupacją niemiecką, sowiecką i komunistyczną – uczyniła wtedy ten niepodległościowy zryw najsilniejszym na ziemiach objętych powstaniem. „Organizacja była tu bardzo silną i składała się, oprócz mieszczan i rozmaitych oficjalistów dworskich, w znacznej części z drobnej szlachty, bardzo licznie osiadłej w rozmaitych zaściankach w całym województwie” – komentował Józef Janowski, członek Rządu Narodowego.
Po pierwszych styczniowych potyczkach na Podlasiu, samorzutnie w Węgrowie zaczęły się gromadzić lokalne oddziały. W okolicy wszędzie ogłoszono Rząd Narodowy, a na czele zgrupowania stanęli: Władysław Jabłonowski „Genueńczyk” i Jan Matliński „Janek Sokół”. Pierwszy z nich miał 22 lata, był uczestnikiem kursów w Polskiej Szkole Wojskowej w Cuneo we Włoszech przygotowującej powstańcze kadry. Po powstaniu przedostał się do Turcji i został lekarzem w armii tureckiej, zajmował się epidemiologią. Służył w Bagdadzie, Kirkuku, Diwanii, Mosulu, Armenii i Albanii… W tej ostatniej zwalczał epidemię cholery, w Persji dżumę. Prowadził badania archeologiczne i botaniczne w Mezopotamii, jest autorem prac naukowych poświęconych epidemiologii. Został uhonorowany najwyższymi odznaczeniami tureckimi i perskimi. W Turcji odnalazł się również po powstaniu Matliński, stamtąd wrócił do Galicji i osiadł w Krakowie.

Wygnać Moskala za Dniepr i Dźwinę
Pozostało zaledwie kilka dni na zorganizowanie 3 tys. powstańców i uzbrojenie ich przynajmniej w kosy. W samym Węgrowie panowała atmosfera jak w odległym o 250 km Wąchocku u Langiewicza. „Życie wrzało tu, kipiało, wylewało się na zewnątrz w wielki entuzjazm i gorące pragnienie walki za ojczyznę. Powstańcy mieścili się po domach, jak mogli, ćwiczyli w robieniu bronią, formowali w kompanie i bataliony, a choć głód nieraz dokuczał, gdyż dostaw regularnych żywności nie było, a samo miasteczko i okolica objedzoną została wkrótce doszczętnie, przecież nie martwiono się tym zbytecznie, radzono sobie jak można było i wesołość, duch, podniesiony do wysokiego stopnia panował wśród tej gromady polskiej młodzieży, która śniła już o zdobyciu Siedlec, Warszawy, a niekiedy w wieczornych pogawędkach o zupełnym wygnaniu Moskala za Dniepr i Dźwinę! ” – pisał Walery Przyborowski.
Wieści o węgrowskim obozie szybko dotarły do Warszawy, do wielkiego księcia Konstantego, który rozkazał go zniszczyć, obawiając się ataku na Siedlce, co oznaczałoby odcięcie Moskali od

Cesarstwa na dużym obszarze.
Rosjanie postanowili zaatakować Węgrów z północy i południa. Z warszawskiego garnizonu wydzielono 2,5 tys. żołnierzy z artylerią, których przerzucono koleją pod Małkinię i Łochów, stamtąd rozpoczęli marsz na powstańców. Z drugiej strony od Siedlec ruszył płk Georgij Papaafanasopuło z tysiącem żołnierzy i armatami. Ambicje rosyjskich dowódców spowodowały, że nie uderzyli jednocześnie, tylko ruszyli na wyścigi, kto pierwszy łatwo pokona powstańców, tym samym zapewni sobie sławę, ordery i awanse…
Jabłonowski z Matlińskim postanowili bronić się w Węgrowie, ale jednocześnie wysłali część powstańców na pozycje przed miastem, aby tam powstrzymać nacierające kolumny. Na wieży kościoła utworzyli punkt obserwacyjny, spalili most na Liwcu i czekali… Pierwszy doszedł z południa płk Papaafanasopuło, którego zaatakowało nocą w pobliskich Szarutach 800 kosynierów i 200 strzelców. Polski atak załamał się dopiero, gdy Rosjanie użyli artylerii. Rankiem Moskale podeszli bliżej, a na wzgórzach ustawili armaty, rozpoczynając celny ostrzał rynku i ulic zapełnionych powstańcami. Budynki zaczęły płonąć, w takiej sytuacji Polacy postanowili wycofać się z rannymi i bronią w stronę Sokołowa, zostawiając w mieście do osłony kosynierów dowodzonych przez Rudolfa Freytaga, zarządcę z Grochowa.

Tradycja ojców spod Kłuszyna
„Straż tylna, mająca zasłaniać odwrót oddziału, złożona była prawie wyłącznie z drobnej szlachty podlaskiej i z młodzieży inteligentniejszej, przejętej gorącym entuzjazmem, wspomnieniami starej chwały polskiej, tradycją ojców, którzy tratowali na kłuszyńskiem pobojowisku tłumy bojarszczyzny moskiewskiej” – czytamy w „Dziejach 1863”.
Pod gradem kartaczy – niczym racławiccy kosynierzy – uderzyli z furią i okrzykiem „Jezus! Maryja! ” na konnych osłaniających działa, aby je wziąć kosami. „Widok tej ciemnej masy w szarych kapotach, rwącej z wszystkich sił naprzód z piorunowym błyskiem kos, wywiera tak silne wrażenie na ułanów, że nie tylko nie myślą o ataku, ale gwałtownie i w nieładzie uciekają z pozycji. Dwa działa artylerii konnej są tym sposobem obnażone z asekuracji; na nie teraz wali czarniawa polska. Wytrzymuje heroicznie kilka na bliski dystans wymierzonych wymiotów kartaczowych, pod którymi pokotem się kładzie i dopada armat tak blisko, że oficerowie i kanonierzy biją do napadających z rewolwerów i pistoletów”. Ci, w ostatniej chwili walcząc z kosynierami, wycofali działa. Dopiero teraz boczny ostrzał kartaczy i piechoty, kawalerii zatrzymuje polski atak. Powstańcy wycofują się, pozostawiając na polu bitwy 128 ciał. Rannych żołdacy dobijają, wszystkich rabują i nagie ciała zrzucają na stos w spalonym miasteczku, „gdzie długo leżeli ci nieszczęśliwi, ci bohaterscy młodzieńcy”.
Rosjanom nie udało się unicestwić zgrupowania. Wysłali więc podjazdy, aby dowiedzieć się, dokąd pomaszerowali powstańcy. Wszystkie wróciły z niczym. Oddziały przepadły, rozproszyły się, aby znów się zebrać, podleczyć rannych, zdobyć broń i uderzyć… Na Podlasiu walczono do końca. Symboliczny jest los syna tej ziemi ks. gen. Stanisława Brzóski – kawalera orderu Orła Białego nadanego mu pośmiertnie przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Walczył od pierwszej powstańczej nocy 1863 r., kiedy zdobywał Łuków, przez 27 miesięcy. Niemal dwa lata później – w grudniu 1864 r. – został wraz z czterema ostatnimi powstańcami otoczony przez Moskali – jeszcze udało się im wymknąć. Dopadli go w kwietniu 1865 r. w Krasnodębach-Sypytkach – 20 km od Węgrowa – i powiesili miesiąc później w pobliskim Sokołowie.


Autor jest doktorem historii, publicystą, autorem książek „Wojna z narodem”, „Czarne juwenalia”, współautorem m.in. „W cieniu czerwonej gwiazdy. Zbrodnie sowieckie na Polakach (1917–1956)”, „Droga do niepodległości. Solidarność 1980–2005” i serii książek historycznych dla dzieci „Kocham Polskę”.

NAJNOWSZE