Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Piotr Lisiewicz,
24.01.2013 07:50

Piski styczniowe

Bartosz Węglarczyk tyle zrozumiał z polskiej historii, że artykuły o aktualności tradycji Powstania Styczniowego w kontekście zagrożenia rosyjskiego uznał za równie uprawnione, co obrażanie się na Szwecję za potop. Cóż, jak wiadomo, Szwecja w ciągu o

Bartosz Węglarczyk tyle zrozumiał z polskiej historii, że artykuły o aktualności tradycji Powstania Styczniowego w kontekście zagrożenia rosyjskiego uznał za równie uprawnione, co obrażanie się na Szwecję za potop. Cóż, jak wiadomo, Szwecja w ciągu ostatnich dwóch stuleci z hakiem okupowała nas przez 80 proc. tego czasu. A Smoleńsk leży pod Sztokholmem. Język, jakim o powstaniach mówi środowisko „Gazety Wyborczej”, to język znerwicowanej nauczycielki z PRL. „GW” zamieściła quiz z pytaniem, w którym to było roku, licząc, że ciemny lud nie skorzysta z Wikipedii. I załamuje ręce nad klęską. Piłsudski, jedyny w ciągu tych dwóch stuleci, który skutecznie zapewnił Polsce niepodległość, widział w Powstaniu Styczniowym „wielkość, zaprzeczającą wszystkiemu temu, co my o sobie mówimy”. Gdyby w 1863 r. jej nie było, nie byłoby roku 1918. Ostatnia moskiewska okupacja wśród tragicznych skutków pozostawiła nam i ten – Węglarczyków i Maziarskich w charakterze elity. Przywrócenie chwały powstańcom styczniowym, warszawskim czy Żołnierzom Wyklętym będzie końcem rządów elit wynarodowionych. Stąd ich popiskiwania, gdy widzą na ulicach morze biało-czerwonych flag.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane