Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Wanda Zwinogrodzka,
12.01.2013 08:43

„Ale to już było…”

…śpiewała na wrocławskim Rynku Maryla Rodowicz podczas sylwestra i w rzeczy samej: widzowie, którzy ogarniają pamięcią czasy komunizmu, mogli za nią te słowa powtórzyć, obserwując koncert, wywiedziony z ducha peerelowskiej rozrywki. Nie zgadza się do

…śpiewała na wrocławskim Rynku Maryla Rodowicz podczas sylwestra i w rzeczy samej: widzowie, którzy ogarniają pamięcią czasy komunizmu, mogli za nią te słowa powtórzyć, obserwując koncert, wywiedziony z ducha peerelowskiej rozrywki. Nie zgadza się dopiero następna fraza piosenki: „I nie wróci więcej”. Jak to nie wróci? Było i wróciło. Niestety.

Ludzie w zaawansowanym wieku coraz częściej mają uczucie déjà vu: oto jakimś tajemniczym sposobem rzeczywistość stoczyła się znowu w koleiny sprzed 30–40 lat, chociaż jej opakowanie jest teraz kolorowe i błyszczące. Zawartość jednak znana z przeszłości: z telewizorów płynie propaganda sukcesu, wielkie budowy socjalizmu, ups… przepraszam: III RP, sypią się wkrótce po uroczystym przecięciu wstęgi, policja bije demonstrantów, sędziowie podlizują się władzy, telefony na podsłuchu, w przychodniach tasiemcowe kolejki, drobni „prywaciarze” próbują przetrwać mimo szykan władz miasta i urzędów skarbowych, w redakcjach czystki itd. itp. Obserwacja ta uporczywie powraca na łamach prawicowej prasy, np. w publicystyce Rafała Ziemkiewicza, ale także w komentarzach socjologów, którzy mówią o odtworzeniu matrycy zachowań z czasów PRL.

Dreszcz grozy

W wywiadzie udzielonym w grudniu Radiu Wnet wspomniała o tym także Maryna Miklaszewska, autorka powieści pt. „Spotkałam kiedyś prawdziwego hipstera”, wydanej nakładem Wydawnictwa Trio. „Mam taką smutną refleksję, że ja to wszystko już raz przeżyłam, że to już było. Ja już byłam wyrzuconą z pracy dziennikarką, no i jak to – teraz znowu to samo?! Tegośmy się nie spodziewali”.

W powieści ta konstatacja także jest obecna, ale została znacznie pogłębiona. Tak znacznie, że budzi dreszcz grozy.

Utwór ma konstrukcję szkatułkową. Jego środkową część stanowi obszerny esej historyczny, napisany przez tytułowego „hipstera”, przypominający trzy wydarzenia z historii Polski ostatniego 30-lecia: zamach na papieża, zabójstwo ks. Popiełuszki oraz katastrofę smoleńską. Zostały one przedstawione w nacechowanym ironicznie języku rozprawy teatrologicznej: jako masowe widowiska dla gawiedzi, podlegające prawom inscenizacji wypracowanym za czasów wielkiej reformy teatru, z udziałem aktorów oraz technik manipulowania emocjami widowni. Zdaniem autora eseju zorganizował je „Teatr Wielkich Wizjonerów”, w którym nietrudno dopatrzeć się struktur KGB i jej pochodnych.

Ta ironiczna, metaforyczna, a zarazem błyskotliwie erudycyjna poetyka opowieści niewątpliwie przydaje jej atrakcyjności w oczach czytelnika, zwłaszcza takiego, który najnowszej historii nie zna i też się nią nie interesuje, zgodnie z rozpowszechnioną wśród lemingów zasadą „kogo to obchodzi”. Pełni zatem funkcję – w najlepszym tego słowa znaczeniu – popularyzatorską.

Najważniejsze jednak jest co innego: zaproponowana w „eseju” zasada narracyjna ma niebagatelne walory poznawcze: pozwala ukazać trzy wydarzenia, które wstrząsnęły polską opinią publiczną jako wzajemnie dopełniającą się sekwencję, powtarzalną historię, a może nawet więcej: jako łańcuch przyczynowo-skutkowy. I to właśnie budzi dreszcz grozy.

Grzech zaniechania

Zamach na papieża, morderstwo ks. Popiełuszki oraz katastrofa smoleńska, analizowane równolegle, rzeczywiście objawiają pewne podobieństwa. Podstawowe polega na tym, że mimo wstrząsu, jaki wywołały, żadnego z tych wypadków nie udało się do końca wyjaśnić, a oficjalna wersja wydarzeń pełna jest luk i nieścisłości, które pozbawiają ją wiarygodności. Mimo to obowiązuje w mediach i w potocznych przekonaniach jako wygodna iluzja służąca za argument przeciwko pasjonatom usiłującym dotrzeć do prawdy. I co gorsza: służąca jako zasłona dymna ukrywająca właściwych sprawców i inicjatorów.

A to oznacza, że wszyscy jesteśmy współwinni. Gdyby polska lub światowa opinia publiczna potrafiła wymusić na sędziach, prokuratorach i politykach determinację w wyjaśnianiu tragedii, być może do kolejnych zdarzeń by nie doszło. Gdyby mocodawcy zamachu na placu św. Piotra zostali wskazani i osądzeni, być może poczynania wobec Kościoła w latach 80. nie byłyby aż tak bezwzględne i zuchwałe. Nie trzeba wcale – śladem powieściowego „eseju” – sądzić, że wszystkie opisane wydarzenia spowodował ten sam ośrodek. Wystarczy uświadomić sobie znaczenie paremii prawniczej „Crimen grave non potest esse impunibile” (Ciężkie przestępstwo nie może pozostać bez kary).

Jeśli pozostaje bezkarne – trwale zaburza ład prawny i moralny w społeczeństwie, które na to pozwala. A my pozwoliliśmy. Uświadomiwszy to sobie, bohaterowie Miklaszewskiej próbują zgłębić zagadki przeszłości i w jakiejkolwiek – choćby umownej – formie wymierzyć sprawiedliwość. Kuba Gordon, tytułowy hipster, czyli człowiek, który modzie się nie kłania, przypadkiem znajduje mikrofon wykorzystany w trakcie porwania ks. Popiełuszki, a kiedy zaczyna interesować się okolicznościami zbrodni, powoduje śmierć narzeczonej, co definitywnie zmienia jego życie i poglądy.

Przekleństwo przeszłości

Podobnie w gruncie rzeczy jest z Niną – główną bohaterką powieści. To typowa przedstawicielka środowiska lemingów, skądinąd kapitalnie scharakteryzowanego przez Miklaszewską, by przywołać tu choćby obraz sylwestra w kościele „rewitalizowanym”, tzn. przerobionym na rezydencję postępowego biznesmena czy happening polegający na wykonaniu fotografii tłumu golasów, ułożonych w znak krzyża przed Pałacem Prezydenckim.

Nina postanawia wyjaśnić historię blisko 30-letniej marynarki Armaniego, nabytej w sklepie vintage. Ta ciekawość prowadzi ją do ludzi, których w swoim otoczeniu pewno nigdy by nie spotkała – w tym do Kuby Gordona – prowadzi ją także w przeszłość, również tę historyczną, której Nina nie zna, bo „kogo to obchodzi”. I znów: wiedza o przeszłości gruntownie zmienia jej życie, sposób myślenia i działania. Zainteresowanych naturą tej zmiany odsyłam do lektury książki, która w tej części przypomina po trosze romans łotrzykowsko-awanturniczy, po trosze powieść sensacyjną.

Bohaterowie Miklaszewskiej zdolni są trwać w świecie wygodnej iluzji lemingów tylko tak długo, jak długo nie znają historii. Wiedza o przeszłości otwiera im oczy, pozbawia złudzeń: „Ale to już było…”. Być może rzeczywistość dlatego przyjmuje coraz częściej kształty z czasów PRL, że tak niewiele osób chce je dzisiaj pamiętać. „Kto nie zna przeszłości, skazany jest na powtarzanie jej błędów”, twierdził George Santayana.

NAJNOWSZE