Każdy, kto śledzi uważnie manifesty, wulgarne hasła i zachowania środowisk lewackich, może się od razu zorientować, że nie o orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w tym wszystkim chodzi. To rzeczywiście jest wojna. Wojna przeciwko fundamentom naszej cywilizacji.
Jednak warto w tych dniach odnotować oddolne i spontaniczne działania wielu środowisk, które podjęły się obrony kościołów przed barbarzyńcami. I nie są to „bojówki Kaczyńskiego”, jak próbują przedstawić to opozycja i współpracujące z nią media. Wśród pierwszych, którzy zareagowali na przestępcze akty wandalizmu, znalazły się wspólnoty Żołnierzy Chrystusa, Wojowników Maryi czy Rycerzy Jana Pawła II. Jeszcze nie tak dawno zaatakowani przez jezuicki Deon.pl, który bał się ich „żelaznych” różańców…
Szybko zareagowali młodzież narodowa i kibice, zaraz potem NSZZ „Solidarność” i kluby „Gazety Polskiej”. Zupełnie różne środowiska, na co dzień niekiedy nawet antagonistycznie do siebie nastawione. W takich chwilach, kiedy chodzi o sprawy zupełnie fundamentalne, trzeba jednoczyć się wokół wspólnych wartości.
Dodać też należy, że kibice jednoznacznie oddzielili sprawę obrony kościołów od polityki. Bo nie o politykę w tym wszystkim chodzi. Jeśli ktoś będzie chciał budować jakikolwiek kapitał na wydarzeniach, które mają miejsce na naszych ulicach, prędzej czy później srogo się rozczaruje.
Wszystkim tym obrońcom naszego dziedzictwa należą się ogromne brawa i wsparcie. Trudno jest w tym czasie pandemii zbiorowo gromadzić się przed naszymi świątyniami. Wiemy, jaki przeżywamy czas, a zbiorowe protesty mogą się tylko przyczynić do jeszcze większego rozprzestrzeniania się pandemii. Lewackie bojówki i opozycja, która rozpętała histerię, świadomie chcą doprowadzić do jeszcze większego kryzysu covidowego.
My musimy pamiętać, że nie można narażać bliskich, z którymi przebywamy w naszych domach na co dzień. Ale warto tych, którzy jednak mimo ograniczeń zdecydowali się stawić czoła barbarzyńcom, wesprzeć modlitwą. Ona jest bardzo ważna.