Czy bolszewicy wznieśli w tym momencie okrzyk „Wyp...ć”, nie wiemy. W każdym razie też mieli dużo gwiazdek na niezdjętych czapkach. Opis ten dedykuję tym, także na prawicy, którzy mówią o nieuchronnych procesach laicyzacji. One później nieuchronne wydawały się w satyrze stalinowskich „Szpilek” czy w III RP z początku lat 90. Dziś takie wydają się sejmowym krzykaczom z PO w rodzaju Jachiry, Pomaskiej, Nitrasa czy Tomczyka. Ale np. senatorom PO już zdecydowanie nie, bo potem będą musieli walczyć o reelekcję w okręgach, w których nie wygrają bez głosów prowincji. Gdyby postęp laicyzacji był nieuchronny, niemożliwe byłyby triumfy Jana Pawła II, Thatcher i Reagana. On nie jest nieuchronny, on znowu połamie sobie zęby na Polsce, o ile tylko wystarczy nam rozumu i woli walki.