Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Lifestyle

Kto naprawi nam świat, gdy zabraknie szewców? Smutny portret ginących zawodów w liczbach

W dobie masowej produkcji z Chin i mebli składanych w kwadrans, słowo „jakość” nabiera zupełnie innego znaczenia. Kiedyś przedmioty codziennego użytku towarzyszyły nam przez dziesięciolecia – naprawiane, pielęgnowane i przekazywane z rąk do rąk. Dziś polskie rzemiosło przeżywa swój najtrudniejszy moment. Czy zawody, które budowały potęgę naszych miast, są skazane na zapomnienie? A może w erze cyfrowego zmęczenia czeka nas wielki powrót do tradycyjnych zawodów?

Znikające zawody rzemieślnicze – kogo już nie spotkasz?

Jeszcze kilkanaście lat temu tabliczka „Szewc” czy „Zegarmistrz” była stałym elementem krajobrazu. Dziś te tradycyjne usługi stają się towarem luksusowym. Wymierające zawody to nie tylko statystyka to realna utrata wiedzy. Według danych GUS z rejestru REGON, liczba mikroprzedsiębiorstw zajmujących się naprawą artykułów użytku osobistego i domowego zmniejszyła się w ciągu ostatnich 15 lat o blisko 40%.

Lista mistrzów, których warsztaty zamykają się na naszych oczach:

  • bednarz i kołodziej - zawody niemal „widmowe”. Z danych dotyczących klasyfikacji zawodów wynika, że aktywnych warsztatów bednarskich, które wykonują tradycyjne beczki metodą rzemieślniczą, jest w całej Polsce mniej niż 30.
  • szewc - to jeden z najszybciej znikających zawodów. W 1990 roku zakłady szewskie były w każdej dzielnicy. Dziś, według raportu „Mały Rocznik Statystyczny Polski”, liczba zakładów oferujących naprawę obuwia w dużych miastach spada średnio o 5-7% rocznie.
  • ludwisarz – zawód elitarny i niemal mityczny. W Polsce pozostały zaledwie 3-4 aktywne ludwisarnie (m.in. w Przemyślu i Gliwicach), co czyni go jednym z najrzadszych zawodów w skali kraju.
  • parasolnik i repasaczka – te zawody praktycznie wypadły z rejestrów aktywnych działalności. W większości województw liczba punktów naprawy parasoli wynosi obecnie 0 lub 1.

Dlaczego rzemiosło w Polsce przegrywa?

Głównym powodem jest „kultura wyrzucania”. Statystyki GUS dotyczące wskaźników cen towarów i usług konsumpcyjnych pokazują bolesną dysproporcję:

  • cena usług szewskich czy krawieckich w ciągu ostatniej dekady wzrosła o ponad 80% (koszty pracy, ZUS, energia).
  • w tym samym czasie cena importowanego obuwia i odzieży z sieciówek (liczona realnie) wzrosła o zaledwie 15-20%.

Dla przeciętnego konsumenta naprawa butów za 80 zł przy cenie nowych za 120 zł staje się ekonomicznie nieuzasadniona.

Przepaść pokoleniowa

Najbardziej niepokojące dane płyną z raportu „Oświata i wychowanie”. Liczba uczniów w szkołach branżowych I stopnia na kierunkach takich jak „ślusarz”, „krawiec” czy „stolarz” spadła drastycznie. W niektórych rocznikach liczba osób przystępujących do egzaminu czeladniczego w zawodzie zegarmistrz w skali całego kraju nie przekracza 10 osób.

Dlaczego musimy chronić lokalnych rzemieślników?

Ochrona polskiego rzemiosła to dbanie o dziedzictwo narodowe. Rzemieślnik to często ostatni strażnik historii danej kamienicy. Według analiz dotyczących patriotyzmu gospodarczego, każda złotówka wydana u lokalnego rzemieślnika zostaje w 70-80% w lokalnej gospodarce, podczas gdy w przypadku wielkich sieci handlowych ten wskaźnik jest znacznie niższy.

  • Liczba aktywnych szewców w Polsce: szacowana na ok. 2500 - 3000 (spadek z kilkunastu tysięcy w latach 90.).
  • Liczba aktywnych zegarmistrzów: poniżej 1200 punktów w całym kraju.
  • Średni wiek rzemieślnika: wg izb rzemieślniczych to obecnie 55+ lat.
Źródło: niezalezna.pl; stat.gov.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej