Podziel się swoim 1,5% podatku na wsparcie mediów Strefy Wolnego Słowa. Dziękujemy za solidarność! Dowiedz się więcej »

Pierwszy taki król. 450. rocznica koronacji Henryka Walezego

Wbrew ówczesnym koncepcjom organizacji państw i systemów władzy, na przekór pesymistycznym przewidywaniom wielu polityków, ten akt polskiego eksperymentu ustrojowego udał się zaskakująco dobrze. Kilkadziesiąt tysięcy głosującej szlachty, mimo wszystkich dzielących ją poglądów, potrafiło dojść do porozumienia i wybrać wspólnego kandydata na opuszczony tron Jagiellonów.

Henryk Walezy
Attributed to Étienne Dumonstier, Public domain - Wikimedia Commons

Fundamenty ustroju republikańskiego i państwa obywatelskiego zbudowały akty unii horodelskiej w 1413 roku. To tam zawarto postanowienia, które narzucały warstwom rządzącym w zunifikowanym państwie obowiązek wspólnego wyboru władcy i wybór ten oddawały w ręce „panów i szlachty” z Korony i Litwy. Koncepcja elekcji została doprecyzowana w przywileju jedlneńsko-krakowskim. Król Władysław Jagiełło, w rewanżu za zgodę na objęcie tronu polsko-litewskiego przez jego syna Władysława, godził się w imieniu swoim i swoich następców respektować wolność osobistą szlachty. Przez następnych 150 lat elekcja była ograniczona do przedstawicieli dynastii jagiellońskiej: Władysław, Kazimierz, Jan Olbracht, Aleksander, Zygmunt I i Zygmunt II obejmowali tron nie na mocy prawa dziedziczenia, lecz na skutek powszechnej zgody „panów i szlachty”. Aż przyszedł lipiec roku 1572, w którym śmierć Zygmunta Augusta przyniosła kres dynastii, a warstwa polityczna utworzonej w 1569 roku Rzeczypospolitej stanęła przed zadaniem wyboru nowego króla. I nie chodziło tylko o konkretnego człowieka, ale o dokończenie budowy republiki polsko-litewskiej.

Kto, gdzie, jak?

Wprawdzie niemogący doczekać się dziedzica Zygmunt II August robił co mógł, by przygotować państwo na kryzys bezkrólewia – stąd Unia Lubelska jednocząca dwa dotychczas właściwie odrębne państwa – to jednak śmierć dopadła go, gdy więcej było problemów do rozwiązania niż spraw już ustalonych. Po pierwsze: wielką ochotę na przejęcie na wyłączność prawa wyboru króla miał senat, uznający się za spadkobiercę dawnej Rady Królewskiej, tej, która wybrała na króla Jadwigę, zagrodziła dostęp do tronu Habsburgowi i sprowadziła do kraju Jagiełłę. Po drugie, należało zablokować poczynania niektórych panów litewskich marzących o cofnięciu postanowień Unii Lubelskiej i Zygmunta II, zwłaszcza tych dotyczących oderwania od Litwy i wcielenia do Korony ziem ruskich. Po trzecie, należało rozstrzygnąć sposób wyboru monarchy: czy głosować będą senatorowie, czy delegaci szlacheccy wybrani przez sejmiki, czy wreszcie prawo głosu będzie miał każdy szlachcic, który zechce przybyć na elekcję. W tym punkcie kluczowa okazała się sprawa ustalenia miejsca elekcji oraz wyboru interrexa, dostojnika kierującego całą procedurą wyboru. Obie te kwestie łączyły się ściśle ze sprawami wyznaniowymi Rzeczypospolitej. Objąć stanowiska interrexa mogło dwóch dygnitarzy: najważniejszy spośród senatorów duchownych prymas lub najwyższy z urzędników świeckich marszałek wielki koronny. Prymas Jakub Uchański, choć ponoć wcześniej namawiał Zygmunta Augusta do powołania (wzorem Henryka VIII) Kościoła Narodowego, teraz pryncypialnie bronił praw katolików, stanowiących około 3/4 szlachty. Marszałek Firlej był protestantem i zabiegając o godność interrexa realizował nie tylko własne ambicje, ale i interesy innowierców.

W październiku udało się osiągnąć kompromis w trzech kwestiach. Prymas został interrexem, powołano sądy kapturowe, których zadaniem było ściganie i sądzenie w okresie bezkrólewia najcięższych zbrodni, a wszystkie sprawy szczegółowe dotyczące obioru nowego króla miał rozstrzygnąć specjalny sejm – nazwany konwokacyjnym – zwołany na styczeń 1573 roku do Warszawy.

Konwokacja

Sejm konwokacyjny najpierw utrącił plany senatorów, a pozycję szlachty wzmocniono ustalając, że elekcja będzie viritim, czyli „rycerstwo każdego powiatu albo ziemie na elekcyją należące, którzy się przy niej dobrowolnie być chcą, wedle przywileju wolnego obierania pana, zjachać się mają, każdy tu na miejsce złożone elekcyi, do stanowiska swemu województwu przeznaczonemu”. Miejscem „zjachania się” ustalono Warszawę, a konkretnie wieś Kamień (dzisiejsza Praga Południe). W czasie konwokacji, 28 stycznia, uchwalono jedno z najważniejszych praw Rzeczypospolitej – akt konfederacji warszawskiej. Zasadę równości wobec prawa rozciągał on na szlachtę wszystkich wyznań chrześcijańskich, wyjmował kwestie religijne spod jurysdykcji państwowej. Tak kontynuację znalazła postawa ostatniego Jagiellona, który szanując indywidualną wolność wyboru wyznania, mówił, że nie jest „królem ludzkich sumień”. Choć postanowienia konfederacji miały przeciwników tak wśród katolików, jak i między innowiercami, to ustanawiały niezwykle potrzebny w sytuacji kryzysu ustrojowego pokój religijny. Było to szczególnie ważne w obliczu gwałtownej erupcji sporu wyznaniowego we Francji, który tlił się od dawna, prowokowany głównie przez hugenotów. Plan zabicia przywódców innowierców, opracowany przez króla Karola IX i jego matkę Katarzynę Medycejską, przerodził się w masową rzeź w noc świętego Bartłomieja. Wydarzenia te bacznie obserwowano nad Wisłą, a to dlatego, że od października 1572 roku przebywał w Polsce biskup Jean de Monluc, który z wielką energią i zręcznością agitował na rzecz Henryka księcia Orleanu, młodszego brata Karola IX.

Mijało 7 miesięcy od śmierci Zygmunta Augusta, wiele instytucji i spraw państwowych z powodu braku monarchy nie mogło działać, więc konwokacja wyznaczyła jak najszybszy termin – 6 kwietnia. Rozpoczęła się zatem „kampania wyborcza”.

Kandydaci

Właściwie od początku głównym faworytem był młody – niedawno skończył 21 lat – Henryk. Jego głównym kontrkandydatem był Ernest Habsburg, syn cesarza Świętego Imperium Rzymskiego. Kandydatura Iwana Groźnego szybko upadła. Bo choć myśl o unii Rzeczypospolitej i Moskwy wystawia intencjom jej twórców chwalebne świadectwo – szło bowiem o przyciągnięcie Moskali do cywilizacji łacińskiej – to jednocześnie świadczy o ich politycznej naiwności. Moskal z właściwą sobie butą oświadczył, że kandydować nie zamierza, za to gotów jest włączyć państwo Polaków i Litwinów do swej dzierżawy – gdy go o to poproszą i o ile oddadzą mu tron krakowski w dziedziczne władanie. Małe szanse mieli Jan szwedzki i Stefan siedmiogrodzki. Mówiło się też o kandydaturach „piastowskich” – czyli rodzimych – lecz na takie wyniesienie kogoś ze swego grona nie zamierzali pozwolić polscy i litewscy magnaci.

Biskup Monluc prowadził błyskotliwą kampanię, dwoił się i troił, a tam gdzie dotrzeć nie mógł, docierały wydrukowane w setkach egzemplarzy ulotki i… pieniądze. Francuz wiele obiecywał: od wymiany studentów Uniwersytetu Krakowskiego i Sorbony począwszy, przez wsparcie floty francuskiej dla handlu gdańskiego, po pomoc wojskową w postaci 4 tys. groźnych gaskońskich piechurów na wojnę przeciw Moskwie. Co roku Rzeczpospolita miała dostawać do skarbca potężną kwotą 450 tysięcy dukatów.

Elekcja i konstytucja

Warszawa przeżyła prawdziwy najazd dumnych ze swych praw obywateli Rzeczypospolitej – przybyło ich około 50 tysięcy, czyli dziesięciokrotnie więcej niż liczyło ówcześnie miasto. Podziw budzić musi szlachecka odpowiedzialność za państwo, bo choć nie brakowało agitatorów prywaty i orędowników partykularnych interesów, to ogół szlachecki działał w poczuciu obowiązku wobec kraju. Sentencja „Bonum Rei Publice suprema lex esto” – „Dobro Rzeczypospolitej winno być najwyższym prawem” – nie była tylko czczym hasłem. 11 maja obrano zatem królem Henryka Walezego – zwanego „Gwizjuszem”.    

Natychmiast rozpoczęto układanie praw i obowiązków nowego króla. Zawarto je w dwóch aktach: pacta conventa były katalogiem przedsięwzięć obiecanych przed wyborem przez Monluca. Drugi zaś akt był swego rodzaju protokonstytucją, zawierającą zasady ustrojowe. Miał zatem zwoływać król sejm raz na dwa lata na sześć niedziel; stawać na czele pospolitego ruszenia, którego mu za granicę wyprowadzać nie wolno było; utrzymywać przy sobie radę senatorską przyboczną, w asystencji, której musiał poselstwa obce przyjmować i traktaty zawierać. Małżeństwo mógł władca zawierać tylko za zgodą senatu. Pod naciskiem szlachty innowierczej wprowadzono do aktu postanowienia konfederacji warszawskiej. Tak powstały artykuły henrykowskie, które zaprzysięgać musiał każdy z następnych królów polskich.

Wielkie poselstwo

Delegacja najpoważniejszych panów Rzeczypospolitej wyruszyła do Paryża natychmiast po zakończeniu elekcji. Dotarła tam w połowie sierpnia i od razu zderzyła się z barierą cywilizacyjną: Francuzi nie znali łaciny, języka prawa, dyplomacji i kultury, którym Polacy posługiwali się swobodnie. Na szczęście wielu z polsko-litewskiej delegacji znało jeszcze inne języki, w tym francuski. A klarowne porozumiewanie się było ważne, bowiem król-elekt zaczął wycofywać się z obietnic złożonych przez Monluca, szczególnie mocno oponował przeciwko zaprzysiężeniu warunków konfederacji warszawskiej. Ostatecznie Henryk warunki polskie zaprzysiągł: do ostatniego starcia doszło już przed ołtarzem Notre Dame, 10 września. Wtedy Jan Zborowski postawił sprawę jasno: „Jeśli nie przysięgniesz, nie będziesz królował!” – „Si non iurabis, non regnabis!”.

Z podobną stanowczością naciskało polskie poselstwo na Karola IX, by zakończył dewastującą królestwo francuskie wojnę z hugenotami. „Postulata polonica” wywarły wielkie wrażenie na politykach nad Sekwaną.

Koronacja

Po półtoramiesięcznej podróży Gwizjusz dotarł (18 lutego 1574 roku) do Krakowa, a trzy dni później prymas Uchański włożył mu na głowę koronę Jagiellonów. Mieszkańca Luwru zamek wawelski zachwycił wielkością, wystrojem, wygodami. Król z kolei niespecjalnie zachwycił Polaków: z dezaprobatą patrzono na ekspresyjne francuskie tańce, w których władca z różem na policzkach i czernionymi brwiami wykonywał gwałtowne figury, aż mu długie kolczyki podskakiwały; na liczne kochanki, które przywiózł ze sobą i te, które zdobywał na miejscu. Coraz liczniejsze grono rozczarowanych skłonne było przyznać rację Dymitrowi Solikowskiemu, który pisał o „królu malowanym”.

Przez kolejne miesiące trwały targi dotyczące paktów konwentów oraz artykułów henrykowskich. Jakimi torami biegłyby dzieje Polski i Francji, gdyby 30 maja 1574 roku nie zmarł w wieku 24 lat starszy brat Henryka i król Francji, Karol IX? W nocy z 18 na 19 czerwca Henryk Walezy opuścił potajemnie Wawel i popędził na wezwanie matki do Paryża, by objąć opróżniony tron. Tuż przed granicą dogonił go Andrzej Tęczyński. Usłyszał tylko obietnicę rychłego powrotu, kolejną z obietnic rzucanych Polakom, którzy dane słowo – zwłaszcza królewskie – wciąż traktowali poważnie.

Rok czekano na powrót monarchy-wiarołomcy, wreszcie wobec coraz groźniejszych wydarzeń na granicach, w czerwcu 1575 roku, na zjeździe w Stężycy, uznano tron Rzeczypospolitej za opróżniony.

 



Źródło: Gazeta Polska

 

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

Chcesz skomentować tekst? Udostępnij treść i skomentuj w mediach społecznościowych.
Tomasz Panfil
Wczytuję ocenę...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo