Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Kultura i Historia

"Maudie" - najbardziej pozytywny film sezonu. RECENZJA

O ile \"Sieranevadę\" Cristiego Puiu śmiało można nazwać najlepszym filmem sezonu, o tyle „Maudie” jest bodaj najbardziej pozytywnym obrazem tego roku. Przy czym słowo „obraz” w kontekście tytułu, który skradł serca uczestników festiwalu Dwa Brzegi wydaje się mieć szczególne znaczenie – nie tylko dlatego, że opowiada o Maud Lewis, jednej z najważniejszych kanadyjskich malarek.

Aisling Walsh, twórczyni „Maudie” zabiera nas do Nowej Szkocji na przełomie lat 60. i 70. Tam poznajemy Maudie (Sally Hawkins). Pozostająca pod opieką apodyktycznej ciotki kobieta choruje na reumatoidalne zapalenie stawów, przez co jej sylwetka ma kilka defektów. Zgarbione plecy i utykający chód nie przynoszą w małym miasteczku popularności (nie licząc chętnie naigrawających się z wyglądu kobiety dzieciaków). Jedyną odskocznią Maudie jest malowanie, którego i tak nikt nie bierze na poważnie. Wszystko zmienia się w momencie gdy kobieta postanawia uwolnić się spod wpływów rodziny i wziąć życie we własne ręce. Choć początkowo nie jest łatwo, finał tej historii okazuje się zaskakująco szczęśliwy.

„Maudie” to przede wszystkim opowieść o szczęściu. Choć bohaterka filmu, inspirowana Maud Lewis - jedną z najważniejszych kanadyjskich malarek, zdecydowanie ma w życiu pod górkę, pomimo problemów potrafi dostrzegać piękno tam, gdzie reszta ludzi widzi zwykłą codzienność. To również opowieść o miłości – trudnej i niepasującej do cukierkowej wizji z komedii romantycznych. Wybranek Maudie - Everett Lewis (Ethan Hawke) to człowiek porywczy, skryty i... agresywny. Od takiego mężczyzny się odchodzi z błogosławieństwem otoczenia. A jednak Maudie potrafi być wdzięczna za to co ma i choć nie godzi się na złe traktowanie, potrafi dostrzec w agresji Everetta ból osieroconego chłopca, który od początku na wszystko musiał zapracować sam. Jej delikatność, pokora i optymizm  sprawiają, że między nią a Everettem rodzi się więź, o której wyzwolone bohaterki „Seksu w wielkim mieście” mogą tylko pomarzyć.

Film  Walsh to kino na wskroś kameralne. Nie ma tu wielkich zwrotów akcji ani powalających efektów specjalnych. Jest za to intymna opowieść o dojrzewaniu do miłości i podążaniu za marzeniami. Nic dziwnego, że obraz skradł serca publiczności zakończonego niedawno festiwalu Dwa Brzegi. Przy czym słowo „obraz” wydaje się tu kluczowe. Nie tylko dlatego, że opowiada o genialnej ludowej malarce, ale również dlatego, że  Aisling Walsh idąc w ślady swojej bohaterki, nakreśla prawdziwe dzieło sztuki.

„Maudie” wejdzie do polskich kin 29 września.

CZYTAJ WIĘCEJ: "Sieranevada": niczego lepszego w tym sezonie w kinie już nie zobaczymy. RECENZJA

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane