Tymczasem potrzebujemy w tym przypadku spokoju, precyzyjnego stosowania się do zaleceń ministra zdrowia, odpowiedzialnego pod każdym względem zachowania. Przede wszystkim potrzebujemy zaś wiary. Przekonania o tym, że Pan Bóg jest z nami w tych chwilach i cokolwiek by się działo, zawsze tak będzie. Powinniśmy zawierzyć tę sytuację właśnie jemu, i to nam da pokój w sercu.
Przy okazji sytuacji, w której się znalazł dzisiaj już cały świat, przypomina mi się historia z życia św. Jana Bosko, założyciela zgromadzenia salezjańskiego. Pokazuje ona siłę wiary, nawet w dramatycznej sytuacji epidemii, i to, że może ona zdziałać cuda. W 1854 r. w Turynie wybuchła cholera. Wielu ludzi chorowało i umierało. Wszyscy wpadli w panikę. Wówczas ks. Bosko zwrócił się do swoich wychowanków o pomoc zarażonym, którymi nikt się nie zajął. Obiecał chłopcom, że nikt z nich nie umrze, jeśli zaufają Maryi i oczyszczą swoje serca w sakramencie spowiedzi. Na apel swojego wychowawcy odpowiedziało wówczas 14 młodzieńców. Ich pomoc na pierwszym froncie epidemii trwała niemal pół roku, aż do całkowitego ustania zarazy. Nikt z chłopców nie zachorował.
Takiej ufności w Bożą Opatrzność życzę w tych dniach sobie i naszym Czytelnikom. Módlmy się za siebie nawzajem, szczególnie zaś za tych, którzy zostali zarażeni i dzisiaj walczą o życie. Niech nam Pan Bóg błogosławi.