Sąd apelacyjny ostatecznie rozpatrzył odwołanie Le Pen od wyroku niższej instancji z marca 2025 roku. Wówczas sąd uznał, że działacze partii Front Narodowy, obecnie noszącej nazwę Zjednoczenie Narodowe w przeszłości zatrudniali asystentów w Parlamencie Europejskim, którzy zamiast pomagać im w pracy w europarlamencie, wykonywali zadania na rzecz partii - co jest w PE zabronione.
Le Pen również została w tej sprawie uznana za winną, a sąd dodał do wyroku pięcioletni zakaz ubiegania się o funkcje publiczne. Taka sankcja nie jest wyjątkowa - stała się regułą (choć nie automatyczną) w sprawach dotyczących np. sprzeniewierzenia funduszy publicznych czy korupcji. Wynika z ustawy przyjętej w 2016 r. w celu uzdrowienia życia publicznego. Większym zaskoczeniem w sprawie Le Pen było to, że sąd niższej instancji nakazał natychmiastowe egzekwowanie zakazu, gdy do wyborów prezydenckich zostały tylko dwa lata, a Le Pen zamierzała w nich kandydować.
I tak nie wystartuje?
Po godz. 13.30 Le Pen usłyszała wyrok z uzasadnieniem. Sąd w Paryżu orzekł trzy lata więzienia, w tym dwa w zawieszeniu. Sąd zadecydował, że obowiązywać będzie ją zakaz ubiegania się o funkcje publiczne na okres 45 miesięcy, w tym 30 w zawieszeniu. To okres krótszy niż zasądzony poprzednio.
Jednak kara trzech lat więzienia, w tym dwóch w zawieszeniu, oznacza noszenie przez rok bransoletki elektronicznej, co utrudnia prowadzenie kampanii prezydenckiej. Le Pen oceniała wcześniej, że prowadzenie kampanii wymaga od kandydata swobody przemieszczania się i mówiła, że niezależnie od wyroku będzie zmuszona do rezygnacji ze startu w wyścigach o przywództwo Francji.
Sąd orzekł również wobec Le Pen karę 100 tys. euro grzywny.
Rozwiązanie awaryjne
Polityk odwołała się od wyroku i w 2026 r. odbył się proces przed sądem apelacyjnym. Oskarżyciele zażądali kary czterech lat więzienia, w tym trzech w zawieszeniu, z pięcioletnim zakazem ubiegania się o funkcje publiczne. Nawet ewentualność, że rok bez zawieszenia byłby zamieniony na noszenie bransoletki elektronicznej, to taka sytuacja przeszkodziłaby Le Pen - jak ocenia ona sama - w prowadzeniu kampanii. Szansą dla Le Pen byłoby zaś, gdyby zakaz ubiegania się o funkcje publiczne wyniósł mniej niż dwa lata - byłby wówczas liczony od daty wyroku sądu pierwszej instancji, 31 marca 2025 r.
Le Pen od początku procesu odrzucała stawiane jej zarzuty. Proces prezentuje jako kwestię nie z zakresu wymiaru sprawiedliwości, a polityki i demokracji. Jak mówiła w lutym sąd wyższej instancji zadecyduje, czy „miliony Francuzów”, chcących - jak zapewniała - na nią głosować, będą mogły to uczynić.
Zjednoczenie Narodowe w oczekiwaniu na wyrok zachowuje spokój, co jest możliwe dzięki temu, że zarówno Le Pen, jak i Jordan Bardella prowadzą w sondażach. Dziennik „Le Parisien” podał w ostatni weekend czerwca, że partia przygotowała na 7 lipca plan działań. Bardella nie będzie razem z Le Pen w sądzie, liderka nie skomentuje wyroku od razu, a wypowie się wieczorem w wiadomościach telewizyjnych. Jeśli okaże się, że to Bardella przejmie od niej pałeczkę, kilka dni później on sam oficjalnie ogłosi, że będzie ubiegał się o urząd prezydencki. Na razie współpracownik Le Pen powtarza, że przygotowuje się do stanowiska premiera.
Sprzyjające sondaże
Od miesięcy z sondaży poparcia wynika, że na kandydata lub kandydatkę prawicy gotowych jest głosować ponad 30 proc. ankietowanych. Według sondażu opublikowanego 26 czerwca przez dziennik „Le Figaro” Le Pen w pierwszej turze może liczyć na 32 proc. głosów, a Bardella nawet na 37 proc. Dla porównania, w pierwszej turze wyborów prezydenckich w 2022 r. Le Pen uzyskała ok. 23 proc. głosów. W czerwcowym sondażu Le Pen pozostawia daleko za sobą rywali: byłego premiera Edouarda Philippe'a z centroprawicowej partii Horyzonty (20 proc. poparcia) i szefa skrajnie lewicowej Francji Nieujarzmionej, Jean-Luca Melenchona (12 proc. poparcia).
Tak więc, na 10 miesięcy przed wyborami, które odbędą się wiosną 2027 roku, sytuacja jest dla Zjednoczenia Narodowego bardzo korzystna i niezależnie od tego, kto będzie reprezentował tę partię, przejdzie do drugiej tury. Le Pen, która trzykrotnie startowała w wyborach prezydenckich (2012, 2017 i 2022 r.), od 2017 roku przechodziła do drugiej tury. Przegrywając w 2022 r. z Emmanuelem Macronem uzyskała najlepszy w historii skrajnej prawicy wynik - prawie 41,5 proc. głosów, wobec ponad 58,5 dla Macrona.