Centralna Komisja Wyborcza poinformowała, że wstępne wyniki głosowania będą znane 23 grudnia. Tego dnia swoje wnioski z wyborów przedstawią też obserwatorzy z OBWE.
Radio Swoboda pisze, że podczas wyborów dochodziło do nieprawidłowości, m.in. prób wielokrotnego oddawania głosu.
Były to pierwsze wybory parlamentarne w Uzbekistanie bez Islama Karimowa, który przez 27 lat rządził twardą ręką w Taszkencie. Po jego śmierci, trzy lata temu, władzę w kraju przejął Szawkat Mirzijojew.
"Trzy lata temu Uzbekistan był zacofaną, posowiecką dyktaturą, zamkniętym społeczeństwem zarządzanym wyjątkowo brutalnie i niekompetentnie. Przypuszcza się, że reżim gotował dysydentów żywcem, a z pewnością zmuszał mężczyzn, kobiety i dzieci do harowania przy zbiorach bawełny"
- pisze "Economist".
Tygodnik przyznaje, że początkowo po śmierci Karimowa i objęciu władzy przez dotychczasowego premiera Mirzijojewa niewiele się zmieniło. Uzasadniając przyznanie Uzbekistanowi tytułu Kraju Roku, "Economist" zwraca uwagę na reformy, które ruszyły w 2018 r. Gazeta wylicza, że w znacznej mierze zerwano z praktyką pracy przymusowej, zamknięto cieszący się złą sławą obóz karny, pozwolono na wjazd do kraju zagranicznym dziennikarzom, otwarto więcej przejść granicznych, ograniczono korupcję.
Po podjęciu pewnych kroków w stronę zreformowania Uzbekistanu, m.in. w dziedzinie ochrony praw człowieka, system polityczny w kraju pozostaje "w znacznej mierze autorytarny" - oceniła organizacja Human Rights Watch w opublikowanym 16 grudnia raporcie. Organizacja podkreśla, że w Uzbekistanie jest niewiele pluralizmu politycznego, a struktury siłowe wciąż mają szerokie kompetencje; zwraca też uwagę na "tysiące więźniów politycznych", tortury oraz brak wolnych mediów.
Obserwatorzy odnotowali, że w lutym wprowadzono pewne zmiany do kodeksu wyborczego, jednak reforma - jak oceniło OBWE - nie jest wystarczająca, by pozwolić wyborcom na dokonanie prawdziwego wyboru.
Według "Economista" reformy dotyczyły głównie gospodarki, a najważniejszą zmianą polityczną jest "zamykanie mniejszej liczby ludzi za ich opinie", przy czym "życie dla części dziennikarzy i blogerów pozostaje ciężkie". W artykule zaznaczono też, że zwykli Uzbecy również "czują się swobodnie, by szydzić z kampanii i narzekać na temat klasy politycznej bez obaw o porwanie w środku nocy".
Władze w Taszkencie utrzymują, że Uzbekistan demokratyzuje się, ale w sposób ewolucyjny, a nie rewolucyjny; przedstawiają niedzielne wybory jako "najaktywniejsze i najbardziej konkurencyjne" w historii - pisze "Economist". To prawda, ponieważ poprzednie "udawane" wybory postawiły poprzeczkę niezwykle nisko - ocenia.
"Pomimo tego, że Uzbekistan jest daleki od demokracji - wszystkie partie popierają Mirzijojewa, a część krytyków pozostaje za kratkami - niektórzy kandydaci wystosowali pod adresem rządu delikatną krytykę, co wcześniej byłoby nie do pomyślenia"
- zaznacza wydanie.
W wyborach wzięło udział prawie 750 przedstawicieli pięciu partii, które "działają w politycznych granicach wyznaczonych przez rząd" - wskazuje HRW. Zgodnie z kodeksem wyborczym, co najmniej 30 proc. kandydatów każdej partii muszą stanowić kobiety. Do tej pory najwięcej mandatów w izbie miała Partia Liberalno-Demokratyczna Uzbekistanu, której kandydaci również startowali w tych wyborach. Jedyną partią uczestniczącą w wyborach, której przedstawiciele dotychczas nie zasiadali w parlamencie, jest Ekologiczny Ruch Uzbekistanu, opowiadający się za budową elektrowni atomowej w tym kraju.