Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Rosyjski terror przed wizytą wysłanników Trumpa. "Atak na lotniska to odpowiedź na amerykańską dyplomację"

W przededniu wizyty amerykańskich wysłanników pokojowych w Kijowie Rosja przeprowadziła demonstracyjny atak na ukraińskie lotniska. Prezydent Wołodymyr Zełenski nie ma wątpliwości: nocne uderzenia dronów na porty lotnicze w Kijowie i Boryspolu to bezpośrednia odpowiedź Kremla na plany przylotu delegacji Donalda Trumpa.

W nocy z piątku na sobotę siły rosyjskie przypuściły celowe ataki na infrastrukturę lotniczą. Uderzenia były pierwszymi tak precyzyjnie wymierzonymi w te obiekty od dłuższego czasu. Ukraiński przywódca ocenił, że Moskwa w ten sposób reaguje na dyskusje o możliwości lądowania amerykańskiej delegacji na jednym z lotnisk na Ukrainie. 

Wołodymyr Zełenski w swoim komunikacie na platformie Telegram wprost nazwał te działania demonstracyjnymi. Jak napisał:

„W nocy doszło do demonstracyjnych rosyjskich ataków na nasze lotniska – w Kijowie i Boryspolu. Były to ataki celowe, pierwsze od dłuższego czasu. Najwyraźniej takie rosyjskie ataki na lotniska są reakcją na dyskusje i przygotowania dotyczące możliwości skorzystania przez stronę amerykańską z samolotu w celu przybycia na Ukrainę i wylądowania na lotnisku »Kijów« lub »Boryspol«. Rosyjsko-irańskie Szahedy w odpowiedzi na amerykańską dyplomację”.

Strona ukraińska nie zamierza jednak pozostawić tego aktu agresji bez reakcji. Prezydent zaznaczył, że Kijów odnotował to posunięcie i w nadchodzącym tygodniu odpowiednio „skoryguje operacje dotyczące rosyjskiej przestrzeni powietrznej”. Już wcześniej, 1 września, Zełenski ostrzegał, że niebo nad Rosją przestało być bezpieczne dla lotnictwa cywilnego z powodu obecności dronów i rakiet, ogłaszając początek kampanii mającej na celu zablokowanie tej przestrzeni. Jednocześnie, w kontekście wizyty dyplomatów z USA, zapewnił:

„Oczywiście, z naszej strony nie ma i nie będzie żadnych zagrożeń dla dyplomacji”.

Misja pokojowa w cieniu rosyjskich bomb

Ataki zbiegają się w czasie z długo oczekiwaną misją dyplomatyczną. W piątek prezydent USA Donald Trump oficjalnie ogłosił, że jego specjalny wysłannik Steve Witkoff oraz zięć Jared Kushner udali się za granicę. Celem ich podróży jest próba doprowadzenia do zawarcia porozumienia pokojowego między Rosją a Ukrainą.

Zgodnie z doniesieniami rosyjskiej agencji Interfax, która powołuje się na własne źródła, w sobotę w Moskwie wylądował już samolot biznesowy.

Przypuszcza się, że na jego pokładzie znajdowali się właśnie Witkoff i Kushner. Zgodnie z planem, po rozmowach w Rosji delegacja miała udać się w niedzielę do stolicy Ukrainy.

Warto zaznaczyć, że przed weekendem prezydent Zełenski – jak informowały ukraińskie i zachodnie media – zaproponował tymczasowe wstrzymanie ataków z powietrza na czas wizyty amerykańskich wysłanników. Ukraina zadeklarowała powstrzymanie się od uderzeń, wzywając Moskwę do analogicznego kroku w celu zapewnienia bezpieczeństwa negocjatorom. Nocne bombardowania lotnisk dobitnie pokazują jednak, jak Kreml traktuje tego typu dyplomatyczne inicjatywy i gwarancje bezpieczeństwa.

Strach przed wizytą w Kijowie?

Mimo że przyjazd wysłanników Trumpa na Ukrainę był wielokrotnie zapowiadany, amerykańscy negocjatorzy do tej pory nie odwiedzili Kijowa. 

Sytuacja bezpieczeństwa, celowo eskalowana przez stronę rosyjską, zdaje się bezpośrednio wpływać na plany delegacji z Waszyngtonu. 

Jeszcze w piątek portal Kyiv Independent, opierając się na informacjach od osoby zaznajomionej ze sprawą, donosił o narastających obawach w amerykańskim obozie. Według tych źródeł Steve Witkoff „zaczął się bać” wizyty w ukraińskiej stolicy ze względu na intensywne rosyjskie bombardowania. 

Taka postawa negocjatora miała skutkować „podjęciem rozmów na temat alternatywnych planów” dotyczących spotkania.

Źródło: kyivpost.com, pravda.com.ua, niezalezna.pl, PAP

NAJNOWSZE Świat