Do dramatycznych scen doszło w nocy z 12 na 13 września. Specjalny, wyczarterowany pociąg zmierzał z Kijowa w stronę Polski. Na jego pokładzie znajdowali się politycy i dyplomaci, którzy wracali ze stolicy Ukrainy, gdzie uczestniczyli w międzynarodowej konferencji bezpieczeństwa Yalta European Strategy (YES) oraz prowadzili rozmowy z przedstawicielami rządu Wołodymyra Zełenskiego na temat ewentualnych negocjacji pokojowych z Rosją.
Wśród pasażerów był nie tylko sprawdzony sojusznik Ukrainy, były brytyjski premier Boris Johnson, ale także Günter Sautter – doradca ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa obecnego kanclerza Niemiec, Friedricha Merza. Towarzyszyli im doradcy z Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch, a także deputowani do Bundestagu, dyplomaci i naukowcy.
Około godziny 5:00 rano, zaledwie dwa kilometry od polskiej granicy, pociąg nagle się zatrzymał. Powodem był alarm o bezzałogowcach operujących w strefie nadgranicznej. Konduktorzy musieli w pośpiechu budzić prominentnych pasażerów i zarządzić prewencyjną ewakuację. Na szczęście, po upewnieniu się, że na niebie nie ma kolejnych maszyn wroga, alarm odwołano i nikt z VIP-ów nie ucierpiał.
Uderzenie w lokomotywę i pożar tuż przy granicy
Środki ostrożności podjęte wobec specjalnego pociągu nie były przesadzone. W tym samym czasie, na tej samej linii kolejowej, rosyjski dron miał uderzyć według Ukraińców w lokomotywę regularnego pociągu pasażerskiego relacji Kijów-Warszawa. Na pokładzie znajdowało się ponad 200 pasażerów (jak przekazało PKP Intercity, nie było wśród nich obywateli polskich). Nikt nie odniósł obrażeń.
To jednak nie koniec rosyjskich prowokacji tej nocy. Dariusz Sienicki, rzecznik Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej, przekazał, że dron uderzył w ciężarówkę w pobliżu przejścia granicznego Jagodzin-Dorohusk. Z kolei Andrij Demczenko, rzecznik ukraińskiej straży granicznej uściślił, że samo przejście nie zostało bezpośrednio trafione.
Zdarzenia te miały miejsce dosłownie kilkaset metrów od terytorium Polski. Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz uspokajał wprawdzie, że nie doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej, jednak incydent ten dobitnie pokazuje, jak blisko naszych domów toczy się brutalna wojna wywołana przez Kreml.
"Rosja igra z ogniem" u bram NATO
Wydarzenia z nocy z 12 na 13 września wywołały stanowcze reakcje polityków, którzy na własnej skórze doświadczyli rosyjskiego zagrożenia. Robin Wagener, deputowany niemieckiej partii Zielonych, który również znajdował się w ewakuowanym pociągu specjalnym, nie krył oburzenia po atakach.
"Te ataki dronów to ślepy terror wobec ukraińskiej ludności cywilnej i niebezpieczna eskalacja wojny Putina" – stwierdził niemiecki polityk. Dodał również słowa, które powinny stanowić dzwonek alarmowy dla całego Zachodu:
"Rosja staje się coraz bardziej pozbawiona skrupułów i igra z ogniem tuż przy granicy Unii Europejskiej i NATO; musimy wreszcie położyć wyraźny kres temu terrorowi".
W podobnym tonie wypowiedział się ukraiński minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha, który wprost oświadczył, że terroryzm Władimira Putina "puka bezpośrednio do drzwi" Unii Europejskiej i Sojuszu Północnoatlantyckiego.