Sytuacja w Katalonii cały czas jest niezwykle napięta. Carles Puigdemont – lider regionalnych władz, wprost zagroził hiszpańskim władzom przeprowadzeniem w regionalnym parlamencie głosowania ws. ogłoszenia niepodległości regionu, jeśli Madryt nie wycofa się ze swoich postanowień.
Nieposłuszeństwo obywatelskie otwarcie popiera też skrajnie lewicowa partia Kandydatura Jedności Ludowej (CUP), będąca głównym sojusznikiem katalońskiego mniejszościowego rządu w regionalnym parlamencie. Nazywa ona działania Madrytu „agresją” wobec wszystkich Katalończyków.
- Agresja spotka się z obywatelskim nieposłuszeństwem – grożą przedstawiciele skrajnej lewicy.
Tymczasem Hiszpania zapowiada, że zwolni ze stanowisk najwyższych urzędników w Katalonii, jeśli nie posłuchają poleceń.
W Katalonii cały czas stacjonuje około 4 tys. policjantów hiszpańskich, skierowanych tam na czas referendum. Do tego dochodzi 5 tys. hiszpańskich funkcjonariuszy w tym regionie. Zazwyczaj wspierali oni własne siły policyjne Katalonii, liczące 17 tys. członków Mossos d'Esquadra, paramilitarną formację wchodzącą w skład sił bezpieczeństwa królestwa Hiszpanii.
Kryzys wokół bogatego regionu, jakim jest Katalonia, wzbudził w europejskich krajach obawy o wzmocnienie separatyzmów w innych częściach kontynentu. W niedzielę w dwóch bogatych regionach na północy Włoch, Lombardii i Wenecji Euganejskiej, odbyły się niewiążące referenda konsultacyjne, w których tamtejsza ludność opowiedziała się za zwiększeniem regionalnej autonomii. Separatystyczne nastroje występują też w rejonie belgijskiej Flandrii i od dawna na francuskiej Korsyce.