Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Tomasz Łysiak: Biden i jego generałowie – smutny obraz uciekającej Ameryki

Oczy wielu skupione są od wielu dni na Afganistanie oraz na konferencjach prasowych, które pokazywane są na żywo w stacjach amerykańskich – CNN czy Fox News. Udział w nich wojskowych i dyplomatów amerykańskich, a także głosy oficerów udzielających wywiadów w mediach, składają się na ciekawy obraz klęski amerykańskiej poniesionej w Afganistanie. Klęską bowiem ten paniczny odwrót z Afganistanu nazywają sami Amerykanie - komentuje Tomasz Łysiak dla portalu Niezalezna.pl.

Autor:

Na konferencji po zamachach na lotnisku w Kabulu Joe Biden mówił załamującym się głosem i nie krył łez w oczach. Po przemowie pytania zadawali mu przede wszystkim „przyjaźni” dziennikarze. Prezydent zaczął serię pytań i odpowiedzi od sięgnięcia po kartkę i słów: „dali mi tu listę dziennikarzy” i wskazał na początek dziennikarkę NBC…

Dopiero na sam koniec Joe Biden „łaskawie” wyłowił w tłumie redaktora z telewizji Fox News, Petera Doocy’ego. Gdy ten zapytał, czy prezydent bierze na siebie odpowiedzialność za to, do czego doszło, ten przyznał, że tak, ale natychmiast odbił piłeczkę, pytając z nutą wyższości i agresji w głosie, czy dziennikarz wie, że to Trump podpisywał umowę z Talibami w zeszłym roku. Doocy nie dał się zbić z tropu i powiedział, że Trump nie jest już od dawna prezydentem. Na to Biden przez chwilę opuścił głowę i milczał – niby dumając nad niskim poziomem pytania ze strony reportera. Ten obrazek prezydenta wpisał się w całą serię coraz gorszych wizerunkowo posunięć… 

Jednak obraz porażki wojskowej, politycznej, strategicznej, wizerunkowej USA to nie tylko kwestia urzędującego prezydenta, ale całej administracji oraz jego doradców i wojskowych decydentów. Donald Trump w jednym z ostatnich wywiadów ostro skrytykował generałów odpowiedzialnych za koordynowanie całej akcji wycofywania się z Afganistanu, m.in. gen. Marka Milleya, szefa Połączonych Szefów Sztabów, czy generała Kennetha McKenzie, dowodzącego w Afganistanie, mówiąc o tym, iż teraz zdają się być zaskoczeni rozwojem sytuacji, a tymczasem zaniedbali podstawy, takie jak ewakuacja cywili zanim zacznie wycofywać się wojsko (a nie na odwrót, jak uczyniono), oddanie w ręce Talibów sprzętu i nie wysadzenie w powietrze baz wojskowych.

„Dziecko by rozumiało, że tak trzeba zrobić – mówił Trump w wywiadzie dla Seana Hannity’ego – cóż uczynili naszemu krajowi?”.

Ale też z drugiej strony wielu przeciwników krytycznie odnosi się do umowy, którą w lutym 2020 roku prezydent Donald Trump podpisał z Talibami (za każdym razem zresztą gdy pojawia się tam sformułowanie Taliban, następuje doprecyzowanie, że USA nie uznają go za państwo) – iż w istocie było już wtedy umową na właściwie bezwarunkową… kapitulację. Talibowie zobowiązują się w niej jedynie do nie atakowania Amerykanów ani ich sojuszników. I to właściwie tyle. Być może dlatego, gdy Trump mówi o przywódcy Talibów Abdullahu Baradarze to podkreśla, iż to twardy negocjator?

Jednak teraz kluczową oczywiście kwestią jest to „w jaki sposób” dowodzono wycofywaniem się z Afganistanu. Ciężko nawet mówić się o „wycofywaniu”, bo to po prostu ucieczka. Rzecznik prasowy Pentagonu John Kirby i gen. Hank Taylor codziennie pojawiają się na specjalnych konferencjach prasowych, na których cierpliwie odpowiadają na pytania dziennikarzy dotyczące szczegółów. Co z nich wynika? Niemoc. Niewiedza. Niemożność. Zdawanie się na nadchodzące wypadki. Oczekiwanie, iż to Talibowie mają się „zająć” tym, co na zewnątrz lotniska (jak się „zajęli” widać było po nieszczęsnym, przynoszącym tyle ofiar, zamachu). Na miłość Boską – czyż takie oddanie Talibom zarządzania nawet uliczkami dochodzącymi do lotniska, już samo w sobie nie jest oznaką przerażającej słabości? 

Słabość – chyba to słowo najlepiej oddaje wrażenie, jakie teraz zostawiają po sobie Amerykanie, zwiewając z Kabulu. Porzucając tylu własnych obywateli i współpracowników na łaskę i pastwę islamskiej dziczy, terrorystów, okrutników bijących ludzi na ulicy, katujących kobiety. Gdy dodać takie kwestie, jak przekazanie wrogowi list z nazwiskami i danymi osób, które chciały wydostać z się z kraju i współpracowały z siłami NATO, to czyż nie mamy wrażenia, że dopełnia to obraz upadku? Te łzy Bidena, te puste groźby – „nie zapomnimy, nie wybaczymy, złapiemy was wszystkich” (jak, kiedy, kogo?) – i dumne stwierdzenie, iż wojska amerykańskie nadal będą uciekać i nic w tej ucieczce nie przeszkodzi – powodują, że dla całego świata Zachodu w sposób znaczący wzrośnie zagrożenie atakami terrorystycznymi i postępującym marszem, podbojem przez agresywny islam…
 

Autor:

Źródło: niezalezna.pl,

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane