Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Wagnerowcy mieli być elitą, są "mięsem armatnim". Szef wywiadu Estonii: Tak, jak zmobilizowani

Rosyjska formacja najemnicza, nazywana "grupą Wagnera", jest na Ukrainie wykorzystywana jako "mięso armatnie", podobnie jak wysyłani na front rosyjscy więźniowie - przekazał przedstawiciel ukraińskiego wywiadu wojskowego (HUR) Andrij Jusow. Z informacji wynika, że wielu z trafiających na Ukrainę Rosjan zmaga się z poważnymi problemami zdrowotnymi. Z kolei estoński wywiad podaje, że Władimir Putin nie przejmuje się również losem świeżo zmobilizowanych.

Autor:

W ukraińskiej telewizji państwowej Jusow powiedział, że "grupa Wagnera" "była planowana jako oddział elitarny", jednak "teraz z tej elitarności nic nie pozostało" i mit wokół tej jednostki upadł.

"Widzimy, że jest ona używana jako "mięso armatnie""

- stwierdził przedstawiciel wywiadu, cytowany przez agencję Ukrinform.

Jusow ocenił także, że "grupa Wagnera", choć określana jest jako "prywatna firma wojskowa", jest faktycznie "narzędziem Kremla, pracującym na zlecenie reżimu Putina".

Relacjonował, że jako "mięso armatnie" trafiają do oddziałów rosyjskich więźniowie, cierpiący na różne choroby, jak zakażenie wirusem HIV czy wirusowym zapaleniem wątroby typu C. O tym, że chorzy więźniowie wcielani są do "grupy Wagnera", wywiad ukraiński informował już wcześniej. Werbunek w więzieniach w Rosji prowadził - według niezależnych mediów rosyjskich - osobiście Jewgienij Prigożyn, rosyjski biznesmen, który - jak się uważa - finansuje "grupę Wagnera".

Amerykański Instytut Studiów nad Wojną (ISW) w najnowszej analizie ocenia, że "grupa Wagnera" na Ukrainie nękana jest tymi samymi problemami z jakością ludzi i zaopatrzeniem, co regularna armia rosyjska. Prigożyn, który krytykuje ministerstwo obrony za sposób prowadzenia wojny, dementował ostatnio nagranie wideo, na którym najemnicy z "grupy Wagnera" skarżyli się na braki w zaopatrzeniu i żywności.

"Grupa Wagnera" znajduje się pod Bachmutem w obwodzie donieckim na wschodzie Ukrainy, gdzie od początku lata uczestniczy w walkach o przejęcie kontroli nad tym miastem.

Los zmobilizowanych

Z kolei szef estońskiej Służby Wywiadu Zagranicznego Mikk Marran przekazał, że Władimir Putin z łatwością poświęci również zmobilizowanych. "On nadal jeszcze wykonuje swego rodzaju misję religijną. Widzimy, że Putin przygotowuje swój kraj i armię do kontynuacji działań bojowych przez długi czas" - powiedział Marran. Szef służb udzielił wywiadu agencji Bloomberga; jego wypowiedzi przekazała w środę ukraińska agencja UNIAN.

Marran ocenił, że urzędnicy na Kremlu są zaniepokojeni tym, że w Rosji narasta niezadowolenie z powodu mobilizacji i perspektyw jej przedłużenia. Władze Rosji uważają przy tym, że główna część zmobilizowanych wojsk zostanie zabita lub ranna, a trzon tych oddziałów zmieni się w "zaprawionych żołnierzy" - mówił szef wywiadu. Ocenił, że decyzja Putina o zmobilizowaniu co najmniej 300 tys. Rosjan w tym roku przyniesie w tym roku niewielki skutek. Przy tym, według danych estońskich służb, Putin nie myśli o zakończeniu wojny, choć jego armia nie odnosi na Ukrainie strategicznych sukcesów.

Kontrofensywa ukraińska przyniesie wyniki, jeśli uda się jej na południu kraju odrzucić wojska rosyjskie za rzekę Dniepr i wyzwolić Chersoń - mówił Marran. Zauważył przy tym, odnosząc się do ataków rosyjskich na ukraińską infrastrukturę cywilną, że Putin liczy na wyczerpanie Ukraińców surową zimą.

Szef estońskiego wywiadu uważa także, że rosyjskie groźby użycia broni jądrowej są jedynie próbą zablokowania dostaw broni dla Kijowa.

Autor:

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE Świat