- 15 tysięcy to około połowa mieszkańców, którzy aktualnie znajdują się w lewobrzeżnej części Mariupola. Okupanci zmuszają wyczerpanych wojną ludzi, by wsiadali do autobusów ewakuacyjnych. Pojawiają się doniesienia, że Rosjanie zabierają tym osobom ukraińskie paszporty i inne dokumenty potwierdzające tożsamość - podała rada miejska Mariupola na Telegramie.
Poinformowano również, że osoby przeznaczone do deportacji początkowo trafiają do tzw. obozów filtracyjnych, a następnie mają być przewożone do "odległych miast w Rosji".
Putin jak Stalin
Zapytaliśmy Tadeusza Płużańskiego, prezesa fundacji „Łączka” o to, czy jest zaskoczony tym, że Rosja w XXI wieku wraca do pomysłów zsyłania ludzi na Syberię. - W ogóle mnie to nie dziwi. To jest bardzo przykre, ale dzisiejsza putinowska Rosja bardzo przypomina Rosję stalinowską. Te same metody podboju. A jeśli podbój to zbrodnie, grabieże, gwałty i też wywózki. To wszystko przeżyliśmy na własnej skórze i jak widać, niewiele się zmieniło - ocenił.
- Co więcej wygląda na to, że te wszystkie metody będą jeszcze eskalowane i jest to dopiero początek. To z jednej strony wynika z rosyjskiego barbarzyństwa, a z drugiej strony z pewnej bezsilności. Tak jak mieli kłopot z podbijaniem Polski, tak dzisiaj mają kłopot z podbijaniem Ukrainy. I jeżeli się nie da podbić w otwartej walce, to trzeba stosować metody barbarzyńskie, wyżywać się na ludności cywilnej mordując kobiety i dzieci, zsyłać ludzi nie wiadomo gdzie. Rosja znana jest z walki przy użyciu takich „metod”
- powiedział.
Stare metody
Tadeusz Płużański zwrócił uwagę, że w ten sam sposób Rosja walczyła z polskimi żołnierzami wyklętymi. - Nie mogąc pokonać ich w boju, likwidowano ich podstępem. Czy to przy pomocy agentów, czy też takich metod wymierzonych po prostu w ludność cywilną. Przecież za sprzyjanie podziemiu można było zostać zesłanym albo dostać kulę w łeb. To bardzo przykre, że to się powtarza - podkreślił.
- Już słyszeliśmy o tym nawet przed wojną, że Rosjanie mają gotowe takie listy proskrypcyjne Ukraińców, którzy są przeznaczeni do likwidacji i zesłania. To oczywiście godzi przede wszystkim w elity, bo zawsze uderzali przede wszystkim w warstwę przywódczą, ale w ludność też. Każdy, kto się sprzeciwia, jest wrogiem, nieważne czy to mężczyzna, kobieta czy dziecko. To są tragiczne historie, aby te dzisiejsze zesłania nie skończyły się tak, jak te zasłania naszych jeńców, bo wiadomo, co się potem stało
- zakończył.