„Siły zbrojne Ukrainy przesuwają się w kierunku chersońskim i są to kroki bardzo zdecydowane. Wykonywane są po cichu, dyskretnie, by umocnić się na tych terenach i potem poinformować o sukcesach” – oznajmiła rzeczniczka Dowództwa Operacyjnego Południe Natalia Humeniuk w telewizji Espreso.
Jak podkreśliła, ostrożność jest wskazana, gdyż siły rosyjskie mogą zostawiać na opuszczanych terenach „niebezpieczne niespodzianki”.
Rzeczniczka dodała, że wojska rosyjskie w dalszym ciągu atakują przy użyciu lotnictwa Wyspę Węży na Morzu Czarnym.
P.o. szefa władz obwodowych Dmytro Butrij oświadczył w czwartek, że siły ukraińskie wyzwoliły dotychczas 44 miejscowości w obwodzie chersońskim, ale zdecydowana większość obwodu nadal jest okupowana przez wojska rosyjskie.
Na kierunku południowym aktywnie działa również ruch partyzancki, za którego centrum media zachodnie uznają Melitopol.
- Każdy może być partyzantem tam, gdzie jest – niezależnie od tego, czy jest sprzątaczką czy dyrektorem jakiejś miejskiej instytucji. Możesz nie dokręcić kół, oleju nie dolać, żeby silnik się zatarł (…) hydraulik wie, jak przykręcić rurę tak, by po czterech dniach się zapchała, wszystko w biurze okupanta zaczęło pływać, a oni chodzić będą po kolana w fekaliach. Urzędnik wie (...), jak spowodować, by dokument wymagający pięciu podpisów cofnąć do ponownego rozpatrzenia. (…) To wszystko jest sabotażem (…). „Ulotka, graffiti, kanał na Telegramie, karteczka z pogróżką naklejona na samochodzie. Uwierzcie, jeżeli przez trzy miesiące jakiś szeregowy lub oficer z Rostowa mieszka w miejscu, gdzie wszyscy życzą mu śmierci, bez rodziny, w dodatku gnębi go dowództwo, bo nie radzi sobie z narzuconymi zadaniami – to jest ogromne uderzenie w jego kondycję moralno–psychologiczną
– mówi pragnący zachować anonimowość rzecznik Centrum Narodowego Sprzeciwu. „