Rozmawiając z dziennikarzami przed Białym Domem, Rutte zapewniał, że odbył z prezydentem dobrą rozmowę. Zapytany, czy rozmawiał z Trumpem o ewentualnym wycofaniu wojsk USA z terytorium europejskiego i czy jest pewien, że Stany Zjednoczone obronią Europę w razie ataku, odparł: „Absolutnie. Tak”, odnosząc się do drugiej części pytania.
W kwestii potencjalnego przeglądu obecności USA w Europie Rutte powiązał temat z tzw. modelem sił NATO (NATO force model), tj. planami użycia konkretnych sił NATO w ramach pierwszej odpowiedzi na kryzys. USA ogłosiły wcześniej ograniczenie tych sił.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil i kliknij „Obserwuj w Google”
- Stany Zjednoczone muszą zajmować się także konfliktami w innych miejscach świata, a w razie zagrożenia militarnego oczywiście siły USA nie mogą być nadmiernie przeciążone. Chcą, żeby Europejczycy przejmowali więcej tych obowiązków - i Europejczycy to robią
- powiedział. Dodał, że tak właśnie powinno być.
- 600 milionów ludzi żyje w Europie na terytorium NATO i broni się przed 140 milionami Rosjan. To trochę dziwne, że wciąż jesteśmy tak nadmiernie zależni od kraju oddalonego o osiem godzin lotu od Amsterdamu i Brukseli, czyli od Stanów Zjednoczonych - powiedział.
Zapytany o perspektywy stałej bazy USA w Polsce, Rutte odmówił komentarza, jednak przekonał, że USA nadal będą miały znaczącą obecność konwencjonalną w Europie.
- W najbliższych latach zobaczycie, że Europejczycy krok po kroku będą przejmować większą odpowiedzialność za obronę konwencjonalną. To jest to, co nazywam NATO 3.0 - Europa będzie się angażować mocniej, ale USA pozostaną głęboko zaangażowane zarówno w komponent nuklearny, jak i konwencjonalny - mówił.