Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Reklama
Świat

Były ambasador Ukrainy w USA i Rosji dla Niezalezna.pl: Udział Trumpa w rozmowie Putin-Zełenski jest niezbędny

- Wolałbym format czterostronny rozmów pokojowych. A przynajmniej z udziałem Donalda Trumpa. Bo spotkanie w cztery oczy z Putinem nic nie da – stanowiska stron są zbyt skrajnie rozbieżne. Nie ma wspólnego mianownika, od którego można by przynajmniej zacząć rozmowę – ocenia dla portalu Niezalezna.pl poniedziałkowe spotkanie w Waszyngtonie oraz perspektywę negocjacji z Kremlem były ambasador Ukrainy w Stanach Zjednoczonych i Rosji, były przedstawiciel Ukrainy przy ONZ Wołodymyr Jelczenko.


„Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oczarował w Białym Domu prezydenta USA Donalda Trumpa” – ocenił po poniedziałkowym spotkaniu brytyjski dziennik „Telegraph”. A jakie wrażenie odniósł Pan?

Reklama

Zgadzam się z tą oceną. Bo w przeciwieństwie do niesławnego spotkania w lutym br., to spotkanie było o wiele lepsze. Oczywiste jest, że prezydent Zełenski i jego ekipa wyciągnęli wnioski i nie powtórzyli błędów wtedy popełnionych.

Warto wspomnieć o liście Oleny Zełeńskiej, który prezydent Ukrainy przekazał za pośrednictwem Trumpa jego małżonce Melanii, oraz o specjalnym kiju golfowym od ukraińskiego żołnierza. Z mojego doświadczenia w komunikacji z prezydentem USA wynika, że on sam, będąc osobą emocjonalną, bardzo dobrze reaguje na emocjonalne gesty swojego rozmówcy. Lubi też zwracać na siebie uwagę, lubi komplementy. Dlatego uważam, że tym razem strona ukraińska zrobiła wszystko najlepiej, jak potrafiła. I to wszystko, jak sądzę, przyniosło pozytywny rezultat.

Jeśli wrócimy do spotkania z lutego, jakie błędy popełniła wówczas strona ukraińska i co wzięła teraz pod uwagę?

Wydaje mi się, że prezydent Ukrainy nie był przygotowany na styl, w jakim Trump prowadzi takie spotkania. Warto byłoby zastanowić się nad kwestią ubioru. Rozumiem, że w Ukrainie toczy się wojna, stąd wojskowy styl ubioru Zełenskiego. Mimo to zawsze warto zastanowić się, jak Amerykanie, a zwłaszcza Trump, podchodzą do kwestii dress code'u. Przecież nie wchodzą do Gabinetu Owalnego w koszulkach! Co więcej, wydaje mi się, że strona ukraińska nie przestudiowała i nie uwzględniła należycie scenariusza lutowego spotkania. Choć oczywiste jest, że nie było to spotkanie improwizowane, skoro kwestie negocjacyjne zaczęto omawiać w obecności prasy.

Proszę zauważyć, że spotkanie Trumpa z Putinem na Alasce odbyło się za zamkniętymi drzwiami. I wyjaśnię Państwu dlaczego – strona rosyjska bardzo uparcie obstaje przy formacie, który jest dla niej najkorzystniejszy. Spotkałem się z tym, gdy jako ambasador Ukrainy w Federacji Rosyjskiej przygotowywałem wizyty głów państwa ukraińskiego w Moskwie. Ale wtedy przynajmniej można było z Rosjanami rozmawiać i uzgodnić format, jeśli ukraińska strona nie była na coś gotowa. Teraz to nie jest możliwe.

Prezydent USA Donald Trump uzgodnił z Władimirem Putinem, że ten spotka się z Wołodymyrem Zełenskim w ciągu dwóch tygodni - powiedział po rozmowach w Waszyngtonie kanclerz Niemiec Friedrich Merz. Uważa Pan, że takie spotkanie jest możliwe?

Nie wyobrażam sobie Zełenskiego i Putina siedzących przy stole i rozmawiających o pokoju. Po tym, co się stało, uważam to za nierealne. Chociaż, jak wszyscy słyszeliśmy, Trump powiedział, że Putin zgodził się na spotkanie, więc musimy jeszcze poczekać. Przynajmniej nie dojdzie do tego szybko, czyli na pewno nie 22 sierpnia.

Bo do takich spotkań liderów trzeba się przygotowywać bardzo długo i starannie. Takich rzeczy nie robi się szybko. To, że Zełenski jest gotowy na takie spotkanie, jest całkiem zrozumiałe, bo w sytuacji Ukrainy warto się zgodzić na wszystko, co może choć trochę przybliżyć do porozumienia. Ale powtarzam raz jeszcze – na razie nie wierzę w realność takiego spotkania.

Mimo to - jeśli wyobrazimy sobie, że takie spotkanie się odbędzie, to jaki format – negocjacje dwustronne czy spotkanie z udziałem wielu uczestników (Ukraina-USA-Rosja-UE), jak to poniedziałkowe w Waszyngtonie, jest dla Ukrainy najkorzystniejsze?

Wolałbym format czterostronny. A przynajmniej z udziałem Trumpa. Bo spotkanie w cztery oczy z Putinem nic nie da – stanowiska stron są zbyt skrajnie rozbieżne. Nie ma wspólnego mianownika, od którego można by przynajmniej zacząć rozmowę. O czym możemy rozmawiać z Kremlem, skoro warunki, o których mówi Rosja, są dla Ukrainy absolutnie nie do przyjęcia. Tak samo jak stanowisko strony ukraińskiej nie jest akceptowane przez Rosjan.

„Gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy obejmują pakiet amerykańskiej broni o wartości 90 miliardów dolarów” – oświadczył prezydent Wołodymyr Zełenski podczas briefingu w Waszyngtonie. W skali od najmniejszych do największych oczekiwań od tych rozmów – jak Pan ocenia wyniki ustaleń w Waszyngtonie?

W skali od 1 do 10, dałbym im 5 z plusem. Bo dzień wcześniej wielu przewidywało, że może się to skończyć totalną porażką. To, że do tego nie doszło, już jest plusem. A daję mu 5, bo nie doszło do żadnych negatywnych porozumień, których obawiano się w Ukrainie. Jak na przykład propozycja wymiany terytoriami. Z drugiej strony Ukraina nie osiągnęła żadnego poważnego rezultatu. Przynajmniej rozejmu.

Pytany w wywiadzie dla Fox News o możliwości wysłania amerykańskich żołnierzy na Ukrainę, sekretarz generalny NATO Mark Rutte powiedział, że o tym nie rozmawiano podczas spotkania w Waszyngtonie. Gdyby jednak tak się stało, co mogłoby to przynieść Ukrainie?

Myślę, że to będzie bardzo dobre dla Ukrainy, bo w ten sposób odczujemy realne wsparcie militarne ze strony naszych partnerów. Jednocześnie oczywiste jest, że Rosja będzie nalegać i robić wszystko, aby taki scenariusz był niemożliwy. Przynajmniej dzięki mechanizmowi misji pokojowej ONZ będzie to niemożliwe. Bo przypomnijmy, że Federacja Rosyjska jest członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ.

Jednak jest wyjście. Przynajmniej na wzór wojny iracko-kuwejckiej, gdzie takie decyzje podejmuje nie ONZ, lecz swego rodzaju koalicja chętnych państw. Kraje, które chcą włączyć się we wspieranie pokoju na Ukrainie, mogą samodzielnie, bez Rady Bezpieczeństwa, podjąć taką decyzję i wysłać swoje kontyngenty do Ukrainy w ramach operacji pokojowej.

Inną opcją jest wykorzystanie statusu „głównego sojusznika USA”, o który kiedyś zabiegał Kijów. Jednak wówczas zapadła decyzja polityczna, że priorytetem dla Ukrainy jest członkostwo w NATO. W związku z tym negocjacje z Waszyngtonem w sprawie statusu głównego sojusznika USA zostały przerwane. Jak pokazuje życie, status „głównego sojusznika” jest dość znaczący. Warto wspomnieć, że posiadają go takie kraje jak Izrael czy Tajwan.

Oczywiście, wiele zależy od tego, jakie konkretne mechanizmy wsparcia danego kraju przez USA zostaną zapisane w dwustronnej umowie sojuszniczej, ale z reguły standardem jest to, że USA zobowiązuje się do obrony kraju sojuszniczego, w tym militarnie. Właśnie dlatego Tajwan jest teraz tak drażliwym punktem dla Chin. Bo jeśli Pekin odważy się zaatakować Tajwan, będzie musiał stawić czoła pełnej sile militarnej Stanów Zjednoczonych. Dla pełnego zrozumienia sytuacji warto zauważyć, że już wtedy Stany Zjednoczone nie były zbyt chętne do przyznania nam statusu swojego głównego sojusznika.

Co podpowiada Panu intuicja i wieloletnie doświadczenie dyplomatyczne - czy ta wojna będzie trwała długo?

Choć z natury jestem optymistą, wydaje mi się, że niestety to jeszcze daleka przyszłość… Rosja jest zbyt duża, więc żadne sankcje nie powstrzymają jej wysiłków tak szybko. Dlatego ta wojna jest na długo. Inna sprawa, że może przejść z aktywnej, gorącej fazy do spokojniejszej. Może stać się taka, jaka była gdzieś między 2015 a 2022 rokiem.

Wołodymyr Jelczenko - były ambasador Ukrainy w Stanach Zjednoczonych (2020-2021) i Rosji (2010-2015), były przedstawiciel Ukrainy przy ONZ (1997—2001, 2015—2019) Wołodymyr Elczenko.
Źródło: Niezalezna.pl
Reklama