Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Rosyjskie MSZ: nie zaatakowaliśmy Polski. Ale kremlowska propagandystka sugeruje co innego

Ulubienica Putina Margarita Simonyan, redaktor naczelna anglojęzycznej rosyjskiej telewizji propangandowej RT przyznała, że to prawdopodobnie Rosja stoi za incydentem w województwie lubelskim w wyniku którego zginęło dwóch Polaków. Ale Kreml zaprzecza, nazywając doniesienia z Polski "celową prowokacją".

Autor:

Wysoki rangą urzędnik wywiadu USA twierdzi, że rosyjskie rakiety przekroczyły granice Polski należącej do NATO, zabijając dwie osoby. Rzecznik polskiego rządu nie potwierdził natychmiast informacji, ale powiedział, że przywódcy spotykali się w sprawie "sytuacji kryzysowej". Według naszych informacji - w związku z tym wydarzeniem premier w porozumieniu z prezydentem zwołał spotkanie w BBN. Wcześniej zaś zwołano pilne spotkanie Komitetu Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego i spraw Obronnych. 

Na te doniesienia zareagowało już rosyjskie MSZ, które nie przyznało się do ataku, i stwierdziło, że jest to "prowokacja". 

Wypowiedzi polskich mediów i urzędników o rzekomym upadku "rosyjskich" rakiet w rejonie osady Przewodów są celową prowokacją w celu eskalacji sytuacji. Nie było żadnych uderzeń rosyjskiej broni na cele w pobliżu ukraińsko-polskiej granicy państwowej. Publikowane przez polskie media szczątki z miejsca zdarzenia w Przewodowie nie mają nic wspólnego z rosyjską bronią

- napisało. 

Narrację tę burzy jednak telegramowy wpis propagandystka Putina Margarity Simonjan, która wcześniej straszyła możliwymi "przylotami" rakiet do Polski.

- "Teraz Polska ma swój region Biełgorodu. Czego się spodziewaliście?"

- stwierdziła. 

Przypominamy, ze Biełgorod to rosyjskie miasto, w którego infrastrukturę uderzali Ukraińcy.

Autor:

Źródło: Niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej