Każde wybory prezydenckie w USA wiążą się z zarzutami o ich fałszowanie, zwykle pod adresem lewicy. W tym roku liczba doniesień o incydentach wyborczych, takich jak wyłudzanie kart do głosowania czy niedopuszczanie republikańskich mężów zaufania do liczenia głosów, była wyjątkowo duża. Donald Trump od samego początku twierdzi, że przegrał bo wybory były sfałszowane. Zgadza się z nim nie tylko rosnąca liczba republikańskich polityków ale także większość wyborców tej partii. Niedawny sondaż pokazał, że 40 proc. wyborców Republikanów jest przekonana, że to Trump wygrał a kolejne 23 proc. nie ma pewności kto był zwycięzcą. Wśród niezależnych wyborców 34 proc. ma wątpliwości co do tego, kto wygrał, a wśród Demokratów co dziesiąty nie jest pewien, czy Joe Biden pokonał Trumpa.
Udowodnienie możliwych fałszerstw okazało się jednak bardzo trudnym zadaniem. Tym bardziej, że większość sądów wolała nie ruszać tego tematu. Sąd Najwyższy odmówił nawet rozpatrzenia sprawy wniesionej przez Teksas i wiele innych stanów w sprawie niezgodnego z konstytucją zmieniania przepisów wyborczych przez władze wykonawcze, chociaż zdaniem wielu konstytucjonalistów jej rozstrzygnięcie byłoby oczywiste. Trump nadal walczy w sądach, ale inni Republikanie starają się już, aby w przyszłych wyborach nie doszło więcej do takich wątpliwości.
Tegoroczne wybory stały pod znakiem pandemii więc w wielu stanach wprowadzono zasady mające ułatwić głosowanie zdalne. W kilku wszyscy zarejestrowani wyborcy otrzymali karty do głosowania korespondencyjnego. W innych zlikwidowano wymóg posiadania istotnego powodu dla którego nie może się zagłosować osobiście. W wielu stanach pojawiły się również tzw. drop boxes czyli specjalne skrzynki umożliwiające zostawienie oddanego głosu, w niektórych rozszerzono również możliwości głosowania przed dniem właściwych wyborów. Szacuje się, że aż 108 milionów głosów, 70 proc. wszystkich, zostało w takiej czy innej formie oddane jeszcze przed dniem wyborów.
Trump i Republikanie na długo przed wyborami ostrzegali, że takie formy głosowania są dużo gorzej zabezpieczone niż głosowanie w lokalach i że wprowadzanie tych zmian, zwykle przez lewicę, zwiększa szanse na incydenty wyborcze. Lewica natomiast uważa, że wprowadzone zmiany powinny zostać zachowane nawet kiedy zagrożenie pandemią minie gdyż ułatwiają głosowanie i sprawiają, że więcej osób bierze w nim udział. Jednak Republikanie chcą zadbać by tych stanach, które okazały się kluczowe dla zwycięstwa Bidena, ostatnie kontrowersyjne zmiany w prawie wyborczym zostały jak najszybciej cofnięte.
Jednym z tych stanów jest prawicowa Georgia, gdzie Biden zupełnie niespodziewanie wygrał z minimalną przewagą. Tamtejsi Republikanie chcą zakazać dropboxów i wprowadzić nakaz pokazania dokumentów ze zdjęciem przed pobraniem karty do głosowania korespondencyjnego – obecnie wystarcza do tego podpis a Demokraci po wyborach nie zgodzili się na ich audyt. Agencja AP donosi też, że zastanawiają się nad przywróceniem nakazu posiadania ważnego powodu do udziału we wcześniejszym lub korespondencyjnym głosowaniu.
Zmiany te mają być popierane przez gubernatora Georgii Briana Kempa i sekretarza stanu Brada Raffenspergera. Ten drugi stwierdził, że wymóg okazania dokumentu ze zdjęciem poprawiłby poziom zaufania do uczciwości wyborów. Obydwaj politycy spotkali się z miażdżącą krytyką ze strony innych Republikanów, z Donaldem Trumpem na czele, za to, że w ich stanie też doszło do licznych incydentów i za to, że planując ich audyt poszli na zbyt daleki kompromis z Demokratami, przez co nie było szans na udowodnienie jakichkolwiek nieprawidłowości. Obaj też za dwa lata stają do wyborów, co może tłumaczyć ich nagłe poparcie dla uszczelnienia systemu.
Jakiekolwiek wprowadzone zmiany nie obejmą jednak wyborów senackich w Georgii, które odbędą się na początku stycznia. Te będą przeprowadzone według poprzednich „pandemicznych” zasad. Biorąc pod uwagę, że ich stawką jest to kto będzie miał większość w Senacie Republikanie przeznaczyli fortunę i zmobilizowali prawdziwą armię obserwatorów, których celem będzie dopilnowanie ich uczciwości.
Podobne zmiany planują Republikanie z Pensylwanii. Już teraz piszą ustawy, które mają odnieść się do zauważonych podczas tegorocznych wyborów. Według AP jeden z projektów ustaw zniósłby wprowadzoną w zeszłym roku, na długo przed pandemią, ustawę która pozwalała na głosowanie korespondencyjne bez powodu. Co ciekawe ustawa ta została wprowadzone tylko i wyłącznie dlatego, że poparli ją Republikanie mający większość w obu izbach stanowego Kongresu.
Za Georgią i Pensylwanią pójdą zapewne inne stany rządzone przez prawicę. Ale nie wszystkie. W Ohio republikański sekretarz stanu Frank Larose już zapowiedział, że dla nich priorytetem będzie nie uszczelnienie systemu przed ewentualnymi nadużyciami a dalsze rozszerzenie możliwości wcześniejszego głosowania. Na razie nie wiadomo jednak, czy jego pomysły zostaną poparte przez Republikanów ze stanowego Kongresu. Biorąc pod uwagę jak silne emocje budzi obecnie wśród wyborców kwestia bezpieczeństwa wyborów wcale nie jest to takie pewne.
Także sekretarz stanu Kentucky Michael Adam nie widzi problemu. Stwierdził ostatnio, że wprowadzone w związku z pandemią ułatwienia we wcześniejszym głosowaniu okazały się popularne wśród wyborców obu partii i uważa, że powinny być utrzymane w kolejnych wyborach. Jego zdaniem nie spotka się to ze sprzeciwem ze strony innych stanowych Republikanów.