Ja myślę jednak, że jest on skierowany do nas – „przechodniów”. I zostawia w nas coś ważnego, jeśli naprawdę weźmiemy go sobie do serca, a nie jedynie rzucimy okiem. Mówi ten napis bowiem o służbie i duchu służby, który każdy człowiek, nie tylko żołnierz, może ze sobą nieść i nim się kierować.
By jednak tak się stało, trzeba być człowiekiem świadomym, to znaczy rozumieć sensy, przyswajać je, a potem podejmować decyzję, by na serio brać je za drogowskaz. Wtedy można nadać wszystkiemu, co czynimy w życiu „ducha Służby” – „służby dla NIEJ”. Miałem honor iść wraz z Prezydentem trasą, którą przygotowaliśmy wraz miejscowym przewodnikiem z Cassino, Pino Valente, dyrektorem włoskiego przedstawicielstwa Fundacji Monte Cassino 1944. Mieliśmy przyjemność pokazać prezydentowi najważniejsze miejsca walk – 593, Widmo, Sant’Angelo, Albanetę, 575, a także słynny czołg „Sułtan” ppor. Ludomira Białeckiego. Wszystko odbyło się w pięknym duchu: przyjaźni i służby.
Oto szli z nami harcerze z Polski, szła grupa pasjonatów z projektu „Z ziemi polskiej do włoskiej”, szły kluby „Gazety Polskiej”. Było biało-czerwono i radośnie. Bo byliśmy RAZEM. W pewnym momencie pięcioletni Kuba, chłopiec, który dzień wcześniej przeszedł ze swymi rodzicami całą Drogę Polskich Saperów (to kilkugodzinny, trudny marsz pod górę), zaczął śpiewać Pierwszej Damie „Czerwone Maki”. Nagrałem i umieściłem w mediach społecznościowych filmik z ostatnim fragmentem tej uroczej, naturalnej, pięknej sytuacji. Ileż hejtu się pod spodem wylało, tego nie da się opisać. Także pod filmami, które pokazywały potem, jak Kuba śpiewa także dla Prezydenta.
Wielka szkoda, że nawet takie chwile, takie miejsca jak Monte Cassino, prowokują „szaleńców” do ataków pełnych nienawiści. Na Monte Cassino bądźmy razem mimo różnic. Nie dajmy sobie tego zabrać. Monte Cassino musi nas wszystkich łączyć. W duchu Służby i Miłości dla Niej.