"Dyskurs, kontrowersyjna debata, która jest solą demokracji i prowadzi do debaty w społeczeństwie, w tym kraju niemal zupełnie upadła, co doprowadziło do wzmocnienia prawego marginesu"
- powiedział Schulz. Zastrzegł, że nie powtórzyłby słów wypowiedzianych na niedawnym zjeździe SPD, że polityka Merkel jest "zamachem na demokrację". Polityki nie można uprawiać w "wagonie sypialnym" - dodał.
Było i strasznie, i śmiesznie. Merkel po raz kolejny broniła swojej polityki migracyjnej. Decyzja o niezamykaniu granicy dla uchodźców na początku września 2015 r. była słuszna - podkreśliła. Schulz zarzucił jej, że Berlin nie konsultował swojej polityki z innymi krajami UE. Kandydat SPD bronił z kolei swojej absurdalnej tezy, że uchodźcy są... "cenniejsi niż złoto", wyjaśniając, że miał na myśli ich wiarę w Europę, której brakuje wielu Europejczykom.
Zdaniem ekspertów bezpośrednia dyskusja jest ostatnią szansą Schulza na odwrócenie niekorzystnego dla niego trendu w sondażach przed wyborami 24 września. Jego partia SPD cieszy się poparciem od 22 do 24 proc. wyborców i traci do kierowanej przez Merkel CDU od 14 do 17 punktów procentowych. W bezpośrednich porównaniach poparcie dla Merkel wyraża dwa razy więcej Niemców (57 proc.) niż dla Schulza (28 proc.).
Blisko połowa uprawnionych do głosowania nie zdecydowała jeszcze, czy weźmie udział w wyborach i na kogo odda swój głos.
Niedzielna dyskusja jest jedynym w tej kampanii wyborczej pojedynkiem telewizyjnym Schulza z Merkel. Szefowa rządu nie wyraziła zgody na większą liczbę spotkań.
Pojedynek rozpoczął się o godz. 20:15 i potrwa 95 minut. Dyskusję transmitują na żywo cztery stacje: nadawcy publiczni ARD i ZDF oraz telewizje prywatne RTL i Sat1. Eksperci spodziewają się, że transmisję obejrzy 15 mln widzów.