Kierownictwo nowojorskiej policji (NYPD) nie przewiduje, aby protesty w trakcie wyborów były powtórzeniem przemocy i grabieży, do których doszło latem. Zapowiada „zero tolerancji” dla przemocy.
„Jak dotąd był to stosunkowo spokojny i normalny dzień wyborów. (…) W nocy tysiące gliniarzy będą w pogotowiu” – zapewniał podczas konferencji prasowej najwyższy rangą funkcjonariusz nowojorskiej policji Terence Monahan.
Szefowa służb patrolowych Juanita Holmes podkreśliła, że każdy, kto chce pokojowo demonstrować, ma do tego prawo. Jak zarazem przestrzegła, stróże porządku będą tropić każdego, kto wykorzystuje pokojowe manifestacje jako przykrywkę w celu popełnienia przestępstwa.
„Nie tolerujemy żadnych grabieży, włamań, czegokolwiek w tym rodzaju, napaści na kogokolwiek. (…) Jesteśmy tutaj, aby dokonać aresztów” – mówiła Holmes, która jako pierwsza Murzynka objęła niedawno tak wysoką w nowojorskiej policji funkcję.
Do akcji przygotował się m.in. zespół funkcjonariuszy na rowerach ze Strategic Response Group (Strategiczna Grupa Reagowania). Są oni używani do tłumienia dużych i gwałtownych protestów. We wtorek rozmieszczono ich m.in. przed salą sportowo-widowiskową Barclays Center na Brooklynie.
Przestrzeń przed dużym obiektem była sceną częstych protestów wszczętych latem w Nowym Jorku i innych miastach po zabiciu przez funkcjonariusza policji w Minneapolis czarnoskórego George'a Floyda. Doszło wtedy także do plądrowania i grabieży.
W obawie przed powtórzeniem podobnych incydentów niektóre instytucje i sklepy, w tym luksusowe magazyny, przygotowywały się na wypadek ewentualnych grabieży, zabijając drzwi i okna wystawowe sklejką.