Jak informowaliśmy na portalu, sąd apelacyjny ostatecznie rozpatrzył odwołanie Le Pen od wyroku niższej instancji z marca 2025 roku. Wówczas uznano, że działacze partii Front Narodowy (obecnie noszącej nazwę Zjednoczenie Narodowe) w przeszłości zatrudniali asystentów w Parlamencie Europejskim, którzy zamiast pomagać im w pracy w europarlamencie, wykonywali zadania na rzecz partii - co jest w PE zabronione. Marine Le Pen również została w tej sprawie uznana za winną, a sąd dodał do wyroku pięcioletni zakaz ubiegania się o funkcje publiczne. Taka sankcja nie jest wyjątkowa - stała się regułą (choć nie automatyczną) w sprawach dotyczących np. sprzeniewierzenia funduszy publicznych czy korupcji. Wynika z ustawy przyjętej w 2016 r. w celu uzdrowienia życia publicznego. Większym zaskoczeniem w sprawie Le Pen było to, że sąd niższej instancji nakazał natychmiastowe egzekwowanie zakazu, gdy do wyborów prezydenckich we Francji zostały tylko dwa lata, a liderka ZN zamierzała w nich kandydować. Polityk odwołała się od wyroku.
Ostatecznie we wtorek liderka francuskiej prawicy została skazana przez sąd apelacyjny w Paryżu na trzy lata więzienia, w tym dwa w zawieszeniu (rok spędzi w areszcie domowym z elektronicznym nadajnikiem). Sąd orzekł także wobec niej zakaz ubiegania się o funkcje publiczne na okres 45 miesięcy, w tym 30 w zawieszeniu. Sąd skrócił więc zakaz ubiegania się o funkcje publiczne, który wydał wcześniej sąd niższej instancji, potencjalnie otwierając Le Pen drogę do udziału w wyborach prezydenckich w 2027 r. Wobec Le Pen zasądzono też 100 tys. euro grzywny.
Kilka godzin po usłyszeniu wyroku, w rozmowie z telewizją TF1, Marine Le Pen zapowiedziała start w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Ujawniła też, że złoży skargę kasacyjną od wyroku.
Le Pen na prezydenta, Bardella na premiera
O komentarz do sprawy portal Niezależna.pl poprosił Kacpra Kitę, eksperta ds. Francji.
Dzisiejszy wyrok okazał się łagodniejszy, niż się spodziewano, co z pewnością rozbudziło w Marine Le Pen chęć dalszej walki o władzę i miejsce w historii Francji. Nic w tym dziwnego, skoro polityka definiuje całe życie jej i jej rodziny. Tej drodze od zawsze towarzyszy jednak nagonka i poczucie osaczenia – w końcu już jako ośmiolatka przeżyła zamach na swoje życie. Myślę, że Le Pen może mieć dziś poczucie lekkiego, pyrrusowego zwycięstwa, ponieważ ostatecznie nie została wykluczona ze startu w wyborach. Choć jej sytuacja jest trudna, jedno nie ulega wątpliwości: niezależnie od rozwoju wypadków, wciąż będzie kluczową postacią tej kampanii.
– wskazuje ekspert.
Większość Francuzów nie ufa wymiarowi sprawiedliwości. Prawica od lat nosi w sobie traumę i przekonanie, że sądy faworyzują lewicę – wystarczy przypomnieć sprawy Nicolasa Sarkozy’ego czy François Fillona z 2017 roku, a teraz samej Le Pen – wymienia Kita.
Ten sceptycyzm wobec sędziów miesza się jednak w społeczeństwie z powszechną niechęcią do polityków. Cała ta sprawa z pewnością zabetonuje nieufność prawicy do sądów. Ponieważ jednak wyrok okazał się łagodniejszy, niż zakładano, nie należy spodziewać się wyjścia ludzi na ulice i wielkiej społecznej mobilizacji przeciwko tej decyzji.
– uzupełnia.
Osobista i rodzinna ambicja Marine Le Pen wygrały. Będzie walczyć do końca, by podtrzymać ciągłość "dzieła swojego życia". Tym samym będą ósme wybory prezydenckie z rzędu z udziałem osoby o nazwisku Le Pen. Jordan Bardella będzie kandydatem na premiera.
– kończy.