Aresztowanie Nawalnego po wcześniejszej nieudanej próbie zamachu oburzyło Rosjan i wywołało falę antyrządowych manifestacji na dawno nie widzianą skalę. Te oczywiście są brutalnie tłumione przez służby i policję, a ich liderzy i inni opozycjoniści są poddawani daleko idącym represjom. Putin najwidoczniej doszedł jednak do wniosku, że to za mało. Już wkrótce Kreml ma więc przedstawić ustawę, która przeznaczy ogromną kwotę na różnego rodzaju programy socjalne.
Jak donosi, Reuters powołując się na źródła rządowe, najważniejszym celem tej ustawy jest uśmierzenie niepokojów społecznych. Popularność obecnych protestów jest bowiem spowodowana również kłopotami ekonomicznymi Rosji. Pandemia uderzyła mocno w gospodarkę tego kraju i spowodowała, że inflacja przekroczyła wyznaczony przez bank centralny próg 4 proc., obecnie wynosi już 5,2 procent i ciągle rośnie. Oznacza to, że chociaż średnie płace wzrosły pod koniec 2020 roku, to ich faktyczna wartość zmalała o ok. 3,5 proc., a bezrobocie zbliża się do 6 proc., co jest najwyższą wartością od dekady. Wielu Rosjanom nie podoba się również to, jak wielka jest w tym kraju różnica między najbogatszymi i najbiedniejszymi.
Według jednego ze źródeł Reutersa nowa „tarcza antykryzysowa” ma być warta 500 miliardów rubli (ok. 25 miliardów PLN). Drugie źródło twierdzi, że jej wartość wyniesie pół procent przewidywanego PKB Rosji w 2021 roku, co po przeliczeniu wyniosłoby ok. 580 miliardów rubli. Żadne ze źródeł nie ujawniło, jak zostaną wydane te pieniądze, ale wiele osób podejrzewa, że sfinansowane przez nią programy będą wymierzone głównie w najbiedniejsze rodziny z małymi dziećmi. Putin wielokrotnie obiecywał podniesienie standardu ich życia, ale pandemiczny kryzys i niskie ceny ropy naftowej sprawiły, że jak na razie skończyło się na obietnicach.
Według źródeł Reutersa Putin oficjalnie przedstawi ją przed 19 września, na kiedy zaplanowano wybory do państwowej Dumy. Według agencji ratingowej Fitch obecne niepokoje społeczne nie zagrażają stabilności reżymu w krótkiej perspektywie, ale razem z groźbą sankcji ze strony zachodu mogą mocno zaszkodzić wynikowi wyborczemu Jednej Rosji.
Dla wszystkich jest raczej jasne, że ta partia je wygra, ale może stracić większość konstytucyjną. W połowie zeszłego roku Rosjanie wypowiedzieli się w kwestionowanym referendum większością głosów (78,56 proc. do 21,44 proc.) za bardzo daleko idącymi zmianami w konstytucji, które przede wszystkim zniosły zakaz więcej niż dwóch kadencji prezydenckich pod rząd, co pozwoli Putinowi na start w 2024 roku. Brak większości 2/3 w Dumie może mu utrudnić dalsze zmiany wzmacniające jego władzę.
Jak na razie brak oficjalnego potwierdzenia, że taka ustawa jest w planach. Rzecznik prasowy premiera Michaiła Miszustina powiedział, że nic mu o tym nie wiadomo. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow nie potwierdził ani nie zaprzeczył, ale podkreślił, że jeśli podobna ustawa faktycznie wejdzie w życie, to nie po to, aby uśmierzyć protesty.