Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Wzruszający wpis Ukrainki, która dotarła z Kijowa do Polski. „Mój syn zawsze będzie to pamiętał”

"Chcę wyrazić głęboką wdzięczność Polakom!" - pisze na Facebooku pani Helen, która uciekła z Kijowa do Polski. Jak podkreśla, pomoc, której udzielono jej oraz jej synowi w naszym kraju, będzie przez nich zawsze zapamiętana. To naprawdę wzruszające słowa...

24 lutego armia Władimira Putina zaatakowała Ukrainę. Oznacza to dramat wielu rodzin - matki z dziećmi musiały uciekać za granicę, ojcowie chwycić za broń i walczyć z wrogiem w obronie ojczyzny. Do Polski trafiło już blisko milion uchodźców uciekających przed bombami rosyjskiej armii.

Wśród nich jest pani Helen, która zamieściła swoje wspomnienie w jednej z facebookowych grup, jakie służą pomocy dla ukraińskich uchodźców. - Mój syn i ja uciekliśmy z Kijowa, ponieważ nie mogliśmy dłużej pozostawać pod ciągłym ostrzałem i bombardowaniem. W naszym domu jeszcze nie było schronu przeciwbombowego - napisała kobieta, zamieszczając zdjęcie swojego syna.

- To była bardzo trudna droga do Polski. Przekroczyliśmy granicę pieszo do Shegini i przez wiele godzin staliśmy na mrozie

- przyznała, dodając:

W Polsce mój syn płakał z radości. Mój syn dorośnie i zawsze będzie pamiętał hojność Polaków. Mój syn zawsze będzie pamiętał, kto chciał go zabić, a kto uratował mu życie. Polacy to wspaniali ludzie! Jesteś niesamowity w swojej jedności i dobroci!

- Mam dom w Kijowie i marzę o powrocie do domu na Ukrainę, gdy tylko nadarzy się okazja. Powrót do domu to marzenie innych moich ukraińskich przyjaciół. Na pewno wrócimy do domu na Ukrainę, ale Polska na zawsze pozostanie w naszych sercach - zakończyła kobieta.

To chyba najlepsze podziękowanie dla Polaków, którzy zjednoczyli się w pomocy napadniętym sąsiadom ze wschodu. Wpis polubiło już ponad 12 tysięcy internautów. W grupie "Pomoc dla Ukrainy" jest... blisko pół miliona ludzi!
Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej