W środę władze Rosji przekonywały, że rozpoczęły wycofywanie części swoich oddziałów, które w ciągu poprzednich tygodni rozlokowały w pobliżu granic z Ukrainą, ale jak wskazywali politycy z państw zachodnich, nie ma na razie na to żadnych dowodów.
Według Marrana potencjalny atak obejmowałby ostrzał rakietowy i okupację "kluczowego terenu" na Ukrainie.
"W tej chwili oceniamy, że nie zaatakują miast o dużej populacji, ponieważ do kontrolowania tych obszarów potrzeba wielu żołnierzy. Ale nie ma pewności, jaką drogą mogą pójść rosyjskie wojska"
– oświadczył Marran podczas briefingu dla mediów.
Według estońskiego wywiadu inną możliwością może być intensyfikacja walk z siłami rządowymi na granicy z dwoma wspieranymi przez Rosję regionami separatystycznymi we wschodniej Ukrainie.
"Taka eskalacja jest bardzo prawdopodobna. W ten sposób Rosja prawdopodobnie uzyskałaby wiarygodną możliwość zaprzeczenia (agresji) i uniknęłaby sankcji"
- powiedział Marran.
"Jeśli Rosja odniesie sukces na Ukrainie, zachęci to ją do zwiększenia presji na kraje bałtyckie w nadchodzących latach. Zagrożenie wojną stało się głównym narzędziem politycznym (prezydenta Rosji Władimira) Putina"
- dodał.
10 grup bojowych rosyjskich wojsk zbliża się do granicy z Ukrainą
Według szefa estońskiego wywiadu około 10 grup bojowych rosyjskich wojsk zbliża się do granicy z Ukrainą, gdzie rozmieszczono już 100 grup bojowych, czyli około 170 tys. żołnierzy. Liczba ta obejmuje żołnierzy stacjonujących zazwyczaj w regionach wokół Ukrainy, ale także żołnierzy na Białorusi, których Rosja wysłała na ćwiczenia wojskowe w pobliżu granicy z Ukrainą.
Marran zaznaczył, że część żołnierzy rosyjskich prawdopodobnie pozostanie na Białorusi po zakończeniu ćwiczeń 20 lutego.
"To skróciłoby czas przygotowań do ataku na kraje bałtyckie"
- podkreślił.
Wcześniej w środę ministerstwo obrony Rosji poinformowało, że siły rosyjskiego Zachodniego Okręgu Wojskowego oraz Południowego Okręgu Wojskowego po zakończeniu ćwiczeń zaczęły powrót do miejsc stałej dyslokacji.
Johnson: "Niewiele jest dowodów na to, by Rosja wycofywała wojska"
Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson powiedział, że w tej chwili niewiele jest dowodów wskazujących na wycofywanie przez Rosję wojsk znad granic z Ukrainą.
"Premier powiedział, że obecnie niewiele jest dowodów na wycofywanie się Rosji i zgodzono się, że jakakolwiek inwazja na Ukrainę miałaby katastrofalne i dalekosiężne konsekwencje. Przywódcy powtórzyli, że państwa są odpowiedzialne za przestrzeganie zobowiązań wynikających z Karty Narodów Zjednoczonych oraz za poszanowanie suwerenności i integralności terytorialnej członków ONZ. Premier i sekretarz generalny potwierdzili również znaczenie tego, by wszystkie strony działały w dobrej wierze na rzecz realizacji porozumień mińskich" dotyczących konfliktu zbrojnego w Donbasie, na wschodzie Ukrainy"
- przekazało w wydanym komunikacie biuro Johnsona.