Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Pokój, czy jednak wojna? Ekspert dla Niezalezna.pl o możliwych scenariuszach: „Sytuacja jest bardzo poważna"

Czy dojdzie do ataku Rosji na Ukrainę? To pytanie zadaje obecnie cały świat. - Nikt z nas nie wie, co kiełkuje w głowie Putina. Uważam jednak, że do konfliktu zbrojnego nie dojdzie - ocenił dr hab. Adam Radomyski, wykładowca Lotniczej Akademii Wojskowej w Dęblinie, w rozmowie z portalem Niezalezna.pl. Zdaniem naszego rozmówcy - nie każdy rosyjski żołnierz chciałby tracić życie za chwałę Federacji Rosyjskiej.

Autor:

- Sytuacja wokół Ukrainy pozostaje napięta. Napaść Rosji na Ukrainę jest realnym scenariuszem. Jak Pan ocenia to, co się teraz dzieje?

- Nikt z nas nie wie, co kiełkuje w głowie Putina. Jednak, według mojej opinii, to co robi teraz Kreml, jest elementem polityki zastraszania, którą Rosja realizuje już od jakiegoś czasu. Wydaje mi się, że mimo tego zagrożenia, które jest największe, jeśli chodzi o ostatnią dekadę, nawet z punktu widzenia działań w 2014 roku - aneksji Krymu i działaniach na wschodzie Ukrainy, to dzisiejsza sytuacja jest o wiele poważniejsza. Uważam jednak, że do konfliktu zbrojnego nie dojdzie. Moim zdaniem, Putin prowadzi grę strategiczną, podczas której chciałby ugrać kilka obietnic. Jedną z nich jest deklaracja NATO, a głównie USA odnośnie tego, iż Sojusz nie będzie rozszerzany o kolejne kraje, a tu jak wiadomo, chodzi o Ukrainę oraz Gruzję. Śmiem twierdzić, że NATO oraz Amerykanie tego postulatu nie zrealizują, dlatego, że nikt nie ograniczy możliwości rozszerzenia Paktu Północnoatlantyckiego, bo każde państwo, które będzie spełniało określone uwarunkowania, ma prawo aplikować do NATO. Dlaczego nie mogłaby to być właśnie Ukraina?

- No właśnie, ewentualne przyłączenie Ukrainy do NATO wydaje się być dla Putina ogromną przeszkodzą. W związku z tym nasuwa się kolejne pytanie... Czy dołączenie Ukrainy do Paktu Północnoatlantyckiego byłoby dobrym krokiem?

- Z punktu widzenia geopolitycznego, jeśli chodzi o Polskę - byłoby to bardzo dobre rozwiązanie. Po pierwsze - jest to odsunięcie granicy NATO jeszcze bardziej na wschód, oddalenie potencjalnego zagrożenia od naszych granic. Jest to dodatkowy bufor bezpieczeństwa. Osobiście, widzę same pozytywy w kwestii dołączenia Ukrainy do Sojuszu. Kraje, które zostały przyjęte do NATO w ostatnim czasie, z całym szacunkiem, nie ujmując nikomu, są to kraje, które nie mają zbyt dużego potencjału militarnego. Kraje bałtyckie, które były przyjmowane wkrótce po przyjęciu Polski, potrzebują cały czas ochrony przestrzeni powietrznej, ponieważ same nie są w stanie sobie takiej ochrony zapewnić. Realizuje to właśnie NATO w ramach Air Policing, w czym uczestniczy również Polska. Uważam zatem, że przyłączenie Ukrainy NATO byłoby dobrym posunięciem.

- W takim razie, w jaki sposób można by było załatwić kwestię ewentualnego członkostwa Ukrainy w NATO? Putin mówi "NIE", a większość państw jest na "TAK". Czy możliwe jest tu znalezienie polubownego rozwiązania? 

- Argumentacja Putina, że coś zagraża Rosji jest absurdalna i łatwa do podważenia. Prosty przykład - jeżeli prezydent Rosji niejednokrotnie postulował likwidację urządzeń tarczy antyrakietowej z Polski, Czech, Rumunii, twierdząc, że stanowi to zagrożenie dla bezpieczeństwa Rosji. To jest argument w pełni chybiony, ponieważ system obrony przeciwrakietowej ma charakter wybitnie defensywny i służy tylko do obrony przed rakietami balistycznymi, których jakiś potencjalny agresor chciałby w przyszłości użyć. Z tego też punktu widzenia, nie dostrzegam żadnych realnych przesłanek zagrożenia dla bezpieczeństwa Rosji. Chyba że sam Putin zamierza być takim agresorem, dlatego boi się, że to jego rakiety będą mogły być niszczone. Rezygnacja z tarczy antyrakietowej byłaby dla Rosji bardzo korzystna, ponieważ to właśnie Rosja może być głównym zagrożeniem rakietowym dla innych państw.

- Cały świat obserwuje bacznie ostatnie wydarzenia. Czy w momencie, gdy wszyscy spodziewają się agresji militarnej ze strony Rosji, Putin zdecyduje się na atak zbrojny?

- Wydaje mi się, że trzeba na to spojrzeć z perspektywy czasu. Biorąc pod uwagę, jak potencjał militarny Ukrainy wyglądał w 2014 roku a jak wygląda teraz, należy przyznać, że zrobiono olbrzymi postęp. Tego nie da się porównać. Ten postęp nastąpił pod względem militarnym i organizacyjnym. Putin to osoba ze środowiska wojskowego i służb specjalnych i ma doskonałą wiedzę na ten temat. Moim zdaniem, on może obawiać się tego, że w przypadku agresji na Ukrainę może mieć kolokwialnie tzw. "rosyjski Wietnam". Poniesienie klęski przez Rosję oznaczałoby kres rządów Putina. Część ekspertów uważa, że Ukraina jest słaba. Nie zgadzam się z tym. Jedyną widoczną słabością Ukrainy jest brak sił powietrznych. Z kolei środki przeciwpancerne, inne nowoczesne technologie oraz nastawienie do obrony - to są bardzo duże atuty Ukrainy. Uważam, że jeśli Rosjanie zdecydują się na tę konfrontację, poniosą duże straty. Jako były żołnierz mogę powiedzieć, że nie wierzę, iż każdy rosyjski żołnierz - głównie dotyczy to młodych ludzi - będzie chciał umierać za Ukrainę. Inne jest nastawienie osób, które bronią swojej ziemi, ojczyzny oraz rodzin, a inaczej wygląda ono u osób, które nie do końca są wewnętrznie przekonane co do sensu i zasadności prowadzenia wojny, i tak naprawdę nie chcą tracić życia czy zdrowia na chwałę Federacji Rosyjskiej. Pamiętajmy, że nie jest to w pełni armia zawodowa, ale w dużej części jest to armia poborowa. Poborowi stanowią wśród prawie milionowej rosyjskiej armii około 1/4. W praktyce oznacza to, że statystycznie niemal co czwarty rosyjski żołnierz jest poborowym. Żołnierz poborowy ma najczęściej inne nastawienie do wojny niż żołnierz zawodowy. Uważam, że Putin bierze pod uwagę wiele czynników, które prawdopodobnie przeważą o tym, że do agresji zbrojnej na Ukrainę jednak nie dojdzie.

Autor:

Źródło: Niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane