- Wiele światowych firm zdecydowało się na wycofanie z Rosji po agresji tego na Ukrainę, ale są też takie, które mimo ogromnej krytyki poinformowały, że nie zamierzają tego robić. Z czego to wynika?
- Myślę, że wynika to przede wszystkim z kwestii finansowych, ale także - powiedzmy sobie szczerze - bardzo ubogich wartości i tego, że finanse są dla nich ważniejsze niż wrażliwość na krew, na cierpienie, na śmierć. Niestety dożyliśmy takich czasów, gdzie żadne wartości nie są w stanie powstrzymać niektórych ludzi przed bogaceniem się. To naprawdę bardzo smutny obraz.
- Dlaczego tak ważne jest to, żeby te firmy wycofały się z Rosji?
- Wydaje mi się, że są dwa czynniki. Po pierwsze jest to kwestia symboliczna. Należy pokazać terroryście Putinowi, że nie ma zgody na to, co wyprawia. A po drugie to kwestia wyeliminowania tego człowieka z każdej formy współpracy, życia w cywilizowanym świecie. W tym kontekście należy powiedzieć sobie jasno - my cały czas żyliśmy w takim przekonaniu, że to dobry rosyjski naród ma złego przywódcę. Otóż nie. Rosjanie co chwilę hodują światu takich „zboczeńców” i to wynika z ich mentalności. Dlatego chodzi o to, aby pokazać całemu rosyjskiemu społeczeństwu, gdzie jest ich miejsce. Ono obecnie jest w całkowitej izolacji i to nie powinno się w żaden sposób zmieniać przez długie lata. Ten naród musi zrozumieć, że jeżeli chce być w rodzinie europejskiej, światowej to musi zacząć myśleć w innych kategoriach. Być może to wycofanie się światowych firm, to jeden z niezbędnych elementów.
- Część światowych firm zdecydowała się na wyjście. Czy te, które pozostały nie boją się ogromnych strat wizerunkowych?
- Prawdopodobnie zakładają, że niebawem ludzie zapomną o tym, co się wydarzyło. Zresztą oni mają państwowe przykłady takiego działania. Zobaczmy, co robią Niemcy, co robią Francuzi. To są nacje, które powinny wieść prym w tym, żeby pomagać Ukrainie w każdy sposób, a to są ludzie, którzy wspierają mordercę, terrorystę i to wszystko, co się dzieje na terenie Ukrainy, przymykając na to oczy, to niejako sami się podpisują pod tym, co się tam dzieje. Być może to, co mówię jest przerażające, ale takie są fakty.
- Czy jest jakaś szansa na to, żeby zmusić te firmy do wycofania się z Rosji na przykład, gdyby domagali się tego zachodni przywódcy?
- Rozważanie tego w ogóle nie ma sensu, bo taka decyzja powinna wynikać ze zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Jak widać nie są przyzwoici. Co najlepsze to właśnie ci ludzie najwięcej mówili o jakiejś „wspólnotowości”, jakimś „poczuciu jedności”. Zobaczmy, jak dzisiaj wygląda Unia Europejska. UE jako ten twór polityczny, który powinien zapewniać bezpieczeństwo, się w ogóle nie sprawdził. To jest do całkowitej zmiany i do wysadzenia w powietrze. Jeżeli dla tych ludzi - i nasza opozycja też tę narrację wprowadza - ważniejsze są kwestie jakieś Izby Dyscyplinarnej, jakieś kwestie tzw. praworządności niż walka o życie Ukrainy, to jest to jakiś totalny dramat.
- Takie firmy, które nie wycofały się z Rosji, są także w Polsce. Czy istnieje jakaś możliwość nacisku na nie?
- Jestem przekonany o tym, że u nas będziemy potrafili sobie to załatwić ustawą i to będzie szło w tym kierunku. Już rząd premiera Mateusza Morawieckiego zapowiedział dodatkowe opodatkowanie dla podmiotów, które kontynuują swą działalność gospodarczą na terenie Rosji. Niestety u nas też trafiają się takie czarne owce.
- Czy spodziewa się pan, że na przykład Francja i Niemcy będą chciały w jakiś sposób zmusić swoje firmy do wycofania się z Rosji?
- Absolutnie nie. To będzie iść w kierunku jakiejś liberalizacji podejścia do tego, co robi Putin, bo Niemcy to jest po prostu taki naród, dla którego najważniejsze są jego własne interesy i pieniądze, a dopiero później inne wartości.