Juszczenko w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej został zapytany o wspólną podróż z prezydentem Lechem Kaczyńskim do Gruzji, która w sierpniu 2008 roku została napadnięta przez Rosję.
Mieliśmy już wtedy pełne przekonanie, że proces, który rozpoczął (prezydent Rosji Władimir) Putin, nie dotyczy stosunków dwustronnych między sąsiadami. Wiedzieliśmy, że w jego doktrynie „russkogo mira” (rosyjskiego świata) tkwi problem, który przez Rosję stanie się kiedyś problemem całego świata. Rozumieliśmy się w tej sprawie z Lechem Kaczyńskim doskonale
- podkreślił były prezydent Ukrainy.
Bardzo lubiłem Lecha, bardzo lubiłem jego żonę. Lubiłem go za światopogląd. Wydaje mi się, że Polacy go niewystarczająco docenili. Sądzę, że Polacy nie do końca rozumieli jego zasadniczość, na przykład, w odniesieniu do rosyjskiej polityki
- dodał.
Jak zauważył dalej Juszczenko, Europa już wtedy uginała się przed ogromnymi dostawami ropy naftowej, węgla i gazu z Rosji, a do Moskwy płynęły za to kolosalne pieniądze i to wszystko wywołało erozję europejskiej polityki.
My z prezydentem Kaczyńskim absolutnie doskonale rozumieliśmy, że w sierpniu 2008 r. pytanie, komu bije dzwon, jest bez sensu, bo dzwonił on wszystkim. Głównym problemem było to, czy nauczymy się wspólnie reagować na takie wyzwania. Wiedzieliśmy przecież, że niektórzy z naszych partnerów europejskich znów będą mówić o konieczności prowadzenia jakiejś specjalnej polityki wobec Rosji, o dialogu z Moskwą
- dodał.
Przyznał, że często wspomina Lecha Kaczyńskiego.
Był on Polakiem i politykiem, który patrzył ponad horyzonty. Zastanawiał się w dalekosiężnej perspektywie, jak radzić sobie z wyzwaniami, które stawia przed nami Rosja. Nie wiem, ile razy się spotykaliśmy, trudno to policzyć. Jednak na każdym z tych spotkań myśleliśmy nad ukraińsko-polską misją w europejskiej polityce
- mówił.
Lech bardzo dbał o to, by wschodnioeuropejska polityka była wyraźna. Chciał, by Polska była liderem w regionie, lecz często dyskutowaliśmy też o nowych sposobach integracji z Europą Ukrainy, Gruzji, Mołdawii, a nawet Białorusi, bo chcieliśmy, by była po naszej stronie
- wspomina Juszczenko.