Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Grochmalski w „Gazecie Polskiej”: USA kontra samobójcza polityka europejskich państw NATO

Wojna w Iranie może doprowadzić do radykalnej przebudowy struktury bezpieczeństwa europejskiego. Prowokacyjne zachowanie Niemiec, Francji, Hiszpanii i Włoch wobec USA spowodowało, że Donald Trump poważnie rozważa przeniesienie swoich sił z tych państw do Polski, Rumunii i na Litwę, przez co wzmocniłby ich potencjał odstraszania. Naturalnym geostrategicznym liderem europejskim stałaby się Polska - pisze Piotr Grochmalski w "Gazecie Polskiej".

Waszyngton wydaje się zdeterminowany i przystąpił już do działania. Tego miały dotyczyć rozmowy gen. Christophera Donahue’a, naczelnego dowódcy Armii Stanów Zjednoczonych w Europie i Afryce, z gen. Wiesławem Kukułą, szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Byłaby to konsekwencja szokującej postawy „starej” Europy wobec irańskiej wojny.

Zaskakujący negocjator

Dwa dni wcześniej, w ostatniej chwili przed zmasowanym uderzeniem USA na irańską infrastrukturę energetyczną i logistyczną, we wtorek 7 kwietnia, Donald Trump ogłosił 14-dniowe zawieszenie broni. Jednak Teheran, wbrew ustaleniom, nie odblokował cieśniny Ormuz, twierdząc, że Izrael dalej prowadzi działania przeciwko Libanowi. Waszyngton argumentuje, iż wstępne porozumienie nie dotyczyło działań przeciwko Hezbollahowi. A w rozmowie z AFP Donald Trump twierdził, że Chiny odegrały istotną rolę w skłonieniu Iranu do negocjacji. Szokująca była absolutna bierność Europy. 

Sytuację wykorzystał Pakistan, stając się kluczowym pośrednikiem w negocjacjach. Było to zaskakujące. Islamabad ma głęboki sojusz i pakt o wzajemnej obronie z Rijadem, co pozornie wykluczało Pakistan jako neutralnego partnera. Nie ma on też żadnego doświadczenia w negocjowaniu zakończenia złożonych konfliktów i dotąd nie miał istotnego wpływu na arenie międzynarodowej. Ale od początku Pakistan zajmował bardzo racjonalne stanowisko w negocjacjach. Wykorzystał też swoje dobre relacje z głównymi stronami konfliktu, a także z innymi krajami zaangażowanymi w działania ułatwiające negocjacje, w tym z Chinami, Egiptem, Turcją i państwami Zatoki Perskiej. Pakistan ma osobisty interes w szybkim zakończeniu konfliktu.

Jego granica z Iranem liczy 958 kilometrów, co zwiększa ryzyko rozprzestrzeniania się przemocy. A w strefie bezpośredniego zagrożenia, nad Zatoką Omańską, położony jest potężny port w Gwadarze, w który Chiny zainwestowały miliardy dolarów. Pakistan jest również silnie uzależniony od importu energii z regionu, a w Zatoce Perskiej mieszka kilka milionów Pakistańczyków.

Wojskowe roszady

Na tle aktywności Islamabadu jeszcze bardziej szokuje zupełna bierność europejskich państw Sojuszu, co wywołało ostrą reakcję Trumpa. Dlatego sekretarz generalny NATO Mark Rutte odbył pilne spotkanie w Białym Domu z prezydentem USA. Rozmowa dotyczyła niebezpiecznej eskalacji napięcia między Waszyngtonem a częścią sojuszników. Osiągnęła ona punkt krytyczny i spowodowała publiczną sugestię Trumpa o możliwym wyjściu USA z NATO. Po zakończeniu rozmów żadna ze stron nie ogłosiła przełomu ani konkretnych decyzji. Ale tuż po spotkaniu prezydent USA napisał, że „NATO nie było z nami, kiedy go potrzebowaliśmy, i nie będzie z nami, jeśli znów będziemy go potrzebować”. A „The Wall Street Journal”, powołując się na źródła w administracji USA, ujawnił, że w Białym Domu rozważany jest plan nacisku na wybrane kraje NATO. Nie chodzi jednak o wyjście Stanów Zjednoczonych z Sojuszu, lecz o zmianę rozmieszczenia sił wojskowych. Dziennik twierdzi, że administracja Trumpa rozważa możliwość przeniesienia amerykańskich wojsk z państw uznanych za niewystarczająco wspierające działania USA. Mowa o Niemczech, Hiszpanii, Włoszech i Francji, które w różny sposób ograniczały wykorzystanie swoich baz wojskowych. Plan zakłada przesunięcie amerykańskich sił do innych państw NATO, przede wszystkim na wschodnią flankę Sojuszu, a więc do Polski, Rumunii czy Litwy, które należą do najbardziej zaangażowanych militarnie członków NATO i utrzymują wysokie wydatki na obronność. To z kolei mogłoby się wiązać z przyjęciem tych państw do Nuclear Sharing. Poważnie rozważane ma być również zamknięcie co najmniej jednej bazy w Europie Zachodniej, najprawdopodobniej w RFN.

Mark Rutte po spotkaniu z Trumpem przyznał, że amerykański prezydent jest wyraźnie rozczarowany postawą części sojuszników. Jednocześnie podkreślił, że większość państw NATO udzieliła Stanom Zjednoczonym wsparcia logistycznego i operacyjnego, a współpraca w ramach Sojuszu nadal funkcjonuje. Jak zauważa Bartłomiej Wypartowicz z portalu Defence24:

„Wszystkie te wydarzenia, następujące jedno po drugim, pokazują, że choć temat wyjścia USA z NATO ponownie pojawił się w przestrzeni publicznej, to na razie bardziej realnym scenariuszem jest wywieranie presji na sojuszników i zmiana rozmieszczenia wojsk niż faktyczne opuszczenie Sojuszu”.

Gra nerwów

Wypartowicz zauważa też, że „Wbrew politycznej retoryce Donald Trump nie ma pełnej swobody w kwestii wyprowadzenia Stanów Zjednoczonych z NATO. Amerykański system prawny opiera się na podziale kompetencji, a członkostwo w sojuszach międzynarodowych jest zakorzenione nie tylko w decyzjach władzy wykonawczej, ale również ustawodawczej. Formalne opuszczenie NATO wymagałoby zaangażowania Kongresu, który odgrywa istotną rolę w zatwierdzaniu kluczowych decyzji dotyczących polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. W ostatnich latach pojawiały się nawet inicjatywy ustawodawcze mające wprost ograniczyć możliwość jednostronnego wycofania USA z Sojuszu przez prezydenta. To pokazuje, że niezależnie od tego, jak ostre są deklaracje polityczne, istnieją mechanizmy mające zabezpieczyć ciągłość amerykańskich zobowiązań sojuszniczych”.

Wszystko to prawda, ale autor nie docenia psychologicznych konsekwencji tego pogłębiającego się od dekad kryzysu. Zaczął się on bowiem na długo przed Trumpem. Jak zauważał Robert Kagan w jego głośnym eseju z 2003 roku pt. „Potęga i raj. Ameryka i Europa w nowym porządku świata”, „Już w 1992 roku doszło do wzajemnych oskarżeń w kwestii Bośni. Administracja Busha seniora nie chciała się angażować, sądząc, że gdzie indziej ma ważniejsze strategiczne obowiązki. Europejczycy zadeklarowali działanie – twierdzili wtedy, że wybiła »godzina Europy« – ale ta deklaracja okazała się pusta, gdy stało się jasne, że nawet w Bośni Europa nie może sobie poradzić bez Stanów Zjednoczonych”. Ale równocześnie – jak zauważał Kagan – właśnie wówczas „Europejczycy zaczęli widzieć w Stanach Zjednoczonych »aroganckiego hegemona«”. Potem, za czasów kanclerza Schroedera, Niemcy rozpętały antyamerykańską narrację, a równocześnie ogłaszały budowę z Rosją nowej Europy. Kagan już ponad 23 lata temu pisał:

„Wśród amerykańskich strategów krąży cyniczny pogląd, że Europejczycy po prostu żyją »za darmo« pod parasolem ochronnym Ameryki przez ostatnie sześćdziesiąt lat. Zważywszy na gotowość Ameryki wydawania tak wielkich sum na ich obronę, Europejczycy wolą wydawać własne pieniądze na programy socjalne, długie wakacje i krótsze tygodnie pracy”.

Amerykanie będą pamiętać

Ale nawet agresja Rosji na Ukrainę w 2014 i 2022 roku nie przebudziła starej Europy. Do dziś Niemcy i Francja zdają się nie dostrzegać, że wojna w Iranie dotyczy głównie ich bezpieczeństwa. Jest ściśle powiązana z agresją Putina na Ukrainę. Bo to Teheran wysyłał dziesiątki tysięcy dronów Rosji i swoich specjalistów, którzy służyli wsparciem przy budowie wielkich fabryk broni. Amerykańska polityka jest zrozumiała. Waszyngton był zaniepokojony tworzeniem się swoistego sojuszu grupy bandyckich państw – Chin, Rosji, Korei Północnej i Iranu – które łączyła agresywna polityka wobec Zachodu.

Groził on przejęciem kontroli nad Eurazją, co oznaczałoby koniec europejskiej cywilizacji. Aby rozmontować ten niebezpieczny dla świata sojusz, Amerykanie uderzyli w jedyne z tej czwórki państwo, które nie posiada broni nuklearnej. W książce Caspara Weinbergera (sekretarza obrony w administracji prezydenta Reagana) i Petera Schweizera „Następna wojna światowa”, wydanej w 1996 roku, autorzy przedstawili najważniejsze scenariusze gier wojennych w Pentagonie związane z ewentualnością wybuchu globalnego konfliktu. Jeden z pięciu rozpatrywanych już 30 lat temu wariantów dotyczył Iranu. W kluczowych kwestiach Teheran nadal pozostał agresywny. W momencie gdy Trump postanowił rozbroić tykającą od kilkudziesięciu lat bombę, a przez to rozmontować groźny dla bezpieczeństwa europejskiego sojusz bandyckich państw, NATO odwróciło się od USA plecami. Amerykanie tego nie zapomną.

Największy błąd Starego Kontynentu od zakończenia zimnej wojny

Twarda postawa Waszyngtonu spowodowała pewne przebudzenie w europejskich stolicach. Nagle Reuters podał, że Wielka Brytania przewodzi grupie 40 państw, które chcą przygotować wojskowy i dyplomatyczny plan ponownego otwarcia i ochrony cieśniny Ormuz. Aktywnością wykazał się też prezydent Francji Emmanuel Macron, który w środę 8 marca przekonywał, że 15 krajów planuje ułatwić wznowienie ruchu przez cieśninę, ale już następnego dnia Jean-Noël Barrot, francuski minister spraw zagranicznych, stwierdził, że pełne otwarcie nie będzie możliwe bez trwałego porozumienia USA z Iranem.

Ten blamaż państw „starej” Europy ujawnił głębszą prawdę. Paraliżuje je strach wywołany potężnymi diasporami muzułmańskimi w tych krajach. USA w swojej nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego, opublikowanej 4 grudnia 2025 roku, ostrzegały, że w niedalekiej przyszłości niektóre europejskie państwa NATO stracą swoją kulturową tożsamość i nie będą w stanie pełnić skutecznej roli w ramach Sojuszu. Ale to zjawisko ujawnia się już dziś. 

Zachodnioeuropejskie państwa NATO, odwracając się plecami do wojny w Iranie, dramatycznie podważyły swoją wiarygodność wobec USA. Był to największy błąd Starego Kontynentu od zakończenia zimnej wojny co najmniej z trzech strategicznych powodów. Po pierwsze, wojna w Zatoce Perskiej bezpośrednio dotyczy bezpieczeństwa europejskiego i jest elementem toczącej się batalii w ramach zimnej wojny 2.0. Po drugie, aktywna postawa i głębsze więzi z państwami Zatoki Perskiej wzmocniłyby NATO. Po trzecie, pasywność ujawniła wewnętrzną słabość Sojuszu i pogłębiła psychologiczne bariery między Europą a USA. Wielkim strategicznym błędem była też pasywność Polski.

Kolejna faza samobójstwa Europy

Ograniczenia nakładane przez państwa europejskie na wykorzystanie ich baz i przestrzeni powietrznej przez Stany Zjednoczone w kontekście operacji przeciwko Iranowi stanowią jeden z najpoważniejszych testów spójności NATO od zakończenia zimnej wojny. Jak zauważa Suzanne Lynch na łamach Politico, kontrolowanego przez niemiecki kapitał, decyzje takich państw jak Hiszpania czy Włochy nie są przypadkowe, lecz wynikają z narastającego napięcia między zobowiązaniami sojuszniczymi a krajową oceną legalności działań USA. Twierdzi ona, że „europejscy sojusznicy coraz częściej traktują dostęp do infrastruktury wojskowej jako narzędzie polityczne, a nie automatyczny element współpracy sojuszniczej”, co oznacza jakościową zmianę w funkcjonowaniu Sojuszu. Podobnie Matthew Karnitschnig wskazuje w Politico, że „Europa przestaje być logistycznym zapleczem amerykańskiej projekcji siły, a zaczyna być aktorem warunkującym jej zakres”. Hiszpania przyjęła najbardziej restrykcyjne stanowisko, blokując dostęp do przestrzeni powietrznej i ograniczając wykorzystanie baz, co wpisuje się w szerszą tendencję opisywaną przez Hala Brandsa w „Foreign Policy”, według którego „państwa europejskie coraz wyraźniej dystansują się od operacji postrzeganych jako jednostronne i potencjalnie eskalacyjne”. Włochy przyjęły podejście selektywne, wymagając każdorazowej zgody politycznej, co de facto spowalnia planowanie operacyjne USA. Francja natomiast ograniczała przeloty i logistykę, kierując się – jak ujmuje to Céleste A. Wallander w „Foreign Affairs” – „logiką strategicznej autonomii, która zakłada wsparcie sojusznika tylko w zakresie zgodnym z własną oceną interesu narodowego i norm prawa międzynarodowego”. Z kolei Thomas Wright na łamach „Foreign Affairs” zauważa, że „Europa nie odrzuca sojuszu z USA, ale redefiniuje warunki jego operacyjnej realizacji”. 

W krótkim okresie decyzje te mają przede wszystkim wymiar operacyjny. Ograniczenie dostępu do baz i przestrzeni powietrznej wymusza na USA zmianę tras lotów, zwiększa zależność od tankowania w powietrzu i wydłuża czas realizacji misji. Jak wskazuje Justin Bronk z Royal United Services Institute, „logistyka staje się w tym konflikcie czynnikiem ograniczającym projekcję siły bardziej niż zdolności bojowe”, co oznacza realne ograniczenie efektywności operacyjnej. Podobnie Jack Watling z Royal United Services Institute (RUSI) podkreśla, że „wydłużone łańcuchy logistyczne zwiększają podatność operacji na zakłócenia i podnoszą koszty do poziomu trudnego do utrzymania w dłuższym okresie”. W praktyce oznacza to nie tylko wzrost kosztów i ryzyka, lecz także spadek tempa i skali operacji. Jednocześnie pojawia się efekt polityczny: brak jednomyślności osłabia wiarygodność NATO jako zintegrowanej struktury wojskowej. Jak zauważa Elisabeth Braw w „Foreign Policy”, „sojusz, który nie jest w stanie uzgodnić wsparcia logistycznego, wysyła sygnał strategicznej niejednoznaczności”.

Skala strat

Współczesna wojna USA i Izraela z Iranem oraz odmowa wielu państw europejskich – w tym Francji, Włoch, Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii – udostępnienia baz, przestrzeni powietrznej lub udziału w operacjach ofensywnych, stanowią nie tylko dramatyczny w swej skali kryzys militarno-polityczny, lecz także systemowy test przyszłości NATO. Ten rozłam w sojuszu niesie ze sobą poważne skutki krótko- i długoterminowe, a dla Polski – jako państwa frontowego wschodniej flanki – może oznaczać wyjątkowo dotkliwe konsekwencje. Choć z drugiej strony może doprowadzić do głębokiego, stałego pęknięcia na „stare” i „nowe” NATO. Berlin stałby się liderem antyamerykańskiego nurtu, a Polska wzmocniłaby strategiczne relacje „nowego” NATO. Nie ulega bowiem wątpliwości, że w krótkim okresie największym bezpośrednim skutkiem jest osłabienie wiarygodności i spójności NATO jako mechanizmu wspólnej obrony. 

Jak zauważają Marcus Walker i David Luhnow w artykule z 4 kwietnia 2026 roku na łamach „The Wall Street Journal”: „Sojusz USA–Europa osiąga punkt krytyczny w związku z wojną z Iranem”. Autorzy stwierdzają, iż „Konflikt wywołał nowy kryzys w stosunkach transatlantyckich, które i tak były już na krawędzi załamania po konflikcie o Grenlandię”. Więzi transatlantyckie między USA a Europą gwałtownie się pogarszają, a napięcia związane z wojną z Iranem potęgują narastające poczucie, że najważniejsze partnerstwo geopolityczne świata zmierza ku rozstaniu. Prezydent Trump wyraził oburzenie wobec europejskich sojuszników za to, że nie przyłączyli się do wojny USA i Izraela z Iranem, i wraz ze swoimi współpracownikami i dziennikarzami rozważał wycofanie się z Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego, 77-letniego sojuszu, który wygrał zimną wojnę i do niedawna stanowił fundament Zachodu.

Dla Polski takie osłabienie NATO ma konkretne implikacje już teraz. Jak podkreśla piszący dla Defence24 Maksymilian Dura, kraje takie jak Polska są w szczególnej sytuacji – są jednymi z największych beneficjentów obecności amerykańskiej i jednocześnie najbardziej narażone na skutki jej ewentualnego ograniczenia. Wsparcie USA daje Polsce nie tylko bezpośrednią ochronę, lecz także wiarygodne odstraszanie wobec Rosji i innych zagrożeń na wschodniej flance; jego osłabienie automatycznie zwiększa poziom strategicznej niepewności. Polska, która ma jedne z najwyższych w NATO udziałów wydatków obronnych powyżej 2 proc. PKB, stanowi kluczowy filar sojuszniczej obrony, ale bez pełnego wsparcia USA jej zdolność do samodzielnego odpierania poważnych zagrożeń jest ograniczona – co z kolei może zachęcać przeciwników do testowania wiarygodności polskiej obrony. Na poziomie długofalowym konsekwencje są jeszcze poważniejsze.

Osłabienie spójności Zachodu

Według analiz Thomasa Carothersa z Carnegie Endowment for International Peace i Malcolma Chalmersa z Royal United Services Institute (RUSI) obecny rozłam pogłębia trend strategicznych rozbieżności między USA a Europą, co może skutkować trwałą zmianą architektury bezpieczeństwa euroatlantyckiego. Europejskie państwa, obserwując amerykańskie niezadowolenie i krytykę braku wsparcia, zaczynają mówić o „strategicznej autonomii” – czyli budowie własnych zdolności obronnych niezależnych od USA, koncepcji rozwijanej m.in. przez Emmanuela Macrona. Choć na razie to proces raczej dyskusyjny niż rzeczywisty, a wszystkie dotychczasowe próby tworzenia „europejskiej armii” podejmowane od 70 lat kończyły się spektakularnymi katastrofami, jego konsekwencje mogą prowadzić do stopniowego wydłużenia i osłabienia transatlantyckich więzi. Dla Polski oznacza to konieczność wyboru między dwoma biegunami: umacnianiem więzi z USA albo dostosowywaniem się do nowego, bardziej zintegrowanego militarnego kręgu europejskiego, w którym dominację będą mieli Niemcy, mający odmienne interesy od Polski. To drugie rozwiązanie byłoby skrajnie niebezpieczne dla narodowej egzystencji RP i oznaczałoby pogłębienie niepewności strategicznej. Z perspektywy długoterminowej konsekwencje są skrajnie niebezpieczne.

George Barros, analityk Institute for the Study of War, wskazuje, że „erozja automatyzmu wsparcia sojuszniczego zmusza USA do przebudowy globalnych schematów operacyjnych i uniezależnienia się od europejskiej infrastruktury”. Oznacza to rozwój alternatywnych łańcuchów logistycznych oraz większe skupienie na regionach takich jak Bliski Wschód i Indo-Pacyfik. Ten rozdźwięk prowadzi do stopniowego przekształcenia NATO z sojuszu o szerokim spektrum działania w strukturę bardziej defensywną i warunkową. Jak podsumowuje Hal Brands w „Foreign Policy”, „(…) przyszłość NATO będzie zależała nie od traktatowych zobowiązań, lecz od politycznej zgody co do tego, które konflikty są wspólne”. Z kolei Daniel Fried w Politico ostrzega, że „jeśli sojusznicy zaczną warunkować nawet wsparcie logistyczne, NATO przestanie być instrumentem projekcji siły, a stanie się forum negocjacji ograniczeń”. W efekcie obecna sytuacja tworzy precedens: państwa europejskie pokazują, że mogą odmówić wsparcia operacyjnego nawet najważniejszemu sojusznikowi, jeśli uznają jego działania za sprzeczne z własnymi interesami. To osłabia spójność Zachodu i – jak zauważa Thomas Wright – „otwiera przestrzeń dla przeciwników, którzy będą testować granice tej nowej, bardziej warunkowej solidarności”.

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej