Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ »

Grochmalski: Niemcy chcą rządzić NATO. Marzenia Scholza o potędze

Kanclerz Niemiec Olaf Scholz chce mieć swojego człowieka na szczycie NATO, który byłby w stanie wykorzystać wojnę do globalnego spozycjonowania Niemiec. Do tego celu doskonale nadaje się Boris Pistorius, minister obrony RFN, który podobnie postrzega relacje z Kremlem i Waszyngtonem. Duet Scholz–Pistorius mógłby nadać nowy, geopolityczny wymiar ambicjom Berlina - pisze Piotr Grochmalski w "Gazecie Polskiej".

Olaf Scholz i Joe Biden
The White House, Public domain - Wikimedia Commons

Areał pól uprawnych we Francji, która ma najsilniejsze rolnictwo w UE, to 26,7 mln hektarów, a na Ukrainie to 41 mln hektarów. To prawdziwa przepaść. W porównaniu z Polską ta dysproporcja jest jeszcze bardziej miażdżąca – mamy 14,7 mln hektarów. A jednak Bruksela zachowuje się tak, jakby chciała spacyfikować polskich rolników. A więc tę część naszego społeczeństwa, która jest najsilniejszym oparciem dla polskich tradycji narodowych.

Pochwały w stronę Polski i zwrot akcji

Gdy UE eskaluje napięcie na granicy polsko-ukraińskiej, premier Donald Tusk wprowadza 22 lutego przejścia graniczne na listę infrastruktury krytycznej. W ten sposób buduje nieuczciwą narrację, że rolnicze protesty mogą zagrażać dostawom na Ukrainę sprzętu wojskowego i dostaw humanitarnych. Były premier Mateusz Morawiecki twierdzi, iż działanie to oznacza w praktyce przygotowania do siłowej blokady protestów rolników.

Jeszcze w maju 2023 roku Daniel Fried, były ambasador USA w Polsce, a następnie zastępca sekretarza stanu ds. Europy, i Aaron Korewa, szef warszawskiego biura Atlantic Council, stwierdzali, że „Polska ma największą od stuleci szansę na przejęcie wpływowej, a nawet przywódczej roli”, a Andrew Neil na łamach „Daily Mail”, jednej z największych brytyjskich gazet, stwierdzał: „Wzrost znaczenia Polski jako znaczącej potęgi militarnej i dyplomatycznej na nowo kształtuje równowagę sił w Europie. W połączeniu z członkostwem Szwecji i Finlandii w NATO (oraz własnym dozbrajaniem) władza w Europie przechyla się na wschód, z dala od Paryża i Berlina, które zgubiły drogę i teraz toczą między sobą kłótnie”. A we wrześniu 2023 roku niemiecki „Handelsblatt” stwierdzał, iż Polska „pragnie stać się wiodącą potęgą militarną Europy”. Przytaczał też opinię Jamiego Shey, który od 2010 roku odpowiadał w Kwaterze Głównej NATO za przygotowania wobec nowych zagrożeń dla bezpieczeństwa, iż „Znaczenie Polaków w Sojuszu ogromnie wzrosło. Jeśli będą trzymać się swoich planów i zamówień, staną się supermocarstwem wojskowym w Europie”.

Nagle, po październikowych wyborach i dojściu do władzy w Warszawie proniemieckiej opcji, następuje radykalna zmiana narracji. Oto już 6 listopada 2023 roku Bloomberg, relacjonując berlińską konferencję na temat polityki NATO, stwierdza, powołując się na wypowiedź ministra obrony RFN Borisa Pistoriusa, iż „Niemcy są gotowe przejąć rolę przywódcy w NATO, do której sojusznicy nawołują od dziesięcioleci, a największa gospodarka w Europie i najbardziej zaludniony kraj jest zaangażowany w obronę wschodniej flanki Sojuszu przed rosyjską agresją”. Pistorius miał też powiedzieć:

„Ponieważ nie możemy oczekiwać, że Rosja porzuci swoje imperialne fantazje w nadchodzących latach i dziesięcioleciach, wnosimy znaczący wkład w sojusz na rzecz wiarygodnego i skutecznego odstraszania”. 

Od pacyfikacji Polski do niemieckiego przywództwa w NATO

A trzy dni później, 9 listopada, sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg spotkał się z kanclerzem Niemiec Olafem Scholzem. Odebrał też Nagrodę im. Henry’ego Kissingera przyznaną przez American Academy of Berlin za wielki wkład w stosunki transatlantyckie. To wręczane od 2007 roku wyróżnienie w 2020 roku otrzymała Angela Merkel, która przed laty stała za kandydaturą Stoltenberga na szefa Sojuszu.

W tle tych wydarzeń odbywały się ostatnie przygotowania ekipy Tuska do realizacji strategii Klausa Bachmanna, jego długoletniego współpracownika. Ten niemiecki dziennikarz już w październiku na łamach „Berliner Zeitung” doradzał Tuskowi, że po zwycięstwie – jeśli chce naprawdę rządzić – musi „skierować całą siłę państwa policyjnego, które PiS zbudował, przeciwko PiS i prezydentowi”. Miejsce opublikowania owej instrukcji musiało porażać. „Berliner Zeitung”, pierwsza niemiecka gazeta powstała po II wojnie światowej, był założony przez Sowietów jako oficjalny organ dowództwa Armii Czerwonej. A jej redaktorem był sowiecki politruk, płk. Aleksandr Kirsanow, którego wkrótce zastąpił niemiecki agent GRU, Holger Friedrich. W 2019 roku pismo trafiło w ręce byłego agenta Stasi, Holgera Friedricha. Po pierwszym roku wojny na Ukrainie, w lutym 2023 roku, jako pierwszy podpisał on „Manifest na rzecz pokoju”, zainicjowany przez Sahrę Wagenknecht i Alice Schwarzer, który domagał przecięcia dostaw broni do Ukrainy. W 2022 roku naczelnym „Berliner Zeitung” został Tomasz Kurianowicz, którego polscy rodzice przybyli do Niemiec na początku lat 80. XX wieku. W przededniu „operacji warszawskiej”, w grudniu, „Berliner Zeitung” publikuje kolejną instrukcję Bachmanna dla nowej władzy. Jak stwierdza: „Nad Wisłą rozpoczyna się dość unikalny na skalę światową eksperyment, który może być nauką dla wielu innych krajów”. A w nieodległym Berlinie i na ul. Jazdów 12 w Warszawie (gdzie mieści się ambasada RFN, odległa rzut kamieniem od polskiego Sejmu), następuje dopinanie nowego projektu. Już 10 listopada 2023 roku, gdy Jens Stoltenberg nadal przebywał w Berlinie, na głównej wirtualnej stronie Sojuszu pojawia się artykuł z jednoznacznie brzmiącym tytułem: „Sekretarz Generalny: Niemieckie przywództwo w NATO ma znaczenie dla pokoju w Europie” („Secretary General: German leadership in NATO matters for peace in Europe”). Stoltenberg podczas spotkania z Pistoriusem miał stwierdzić:

„Potrzebujemy silnej Bundeswehry, która jest gotowa walczyć w sercu Sojuszu (…). Odzwierciedla to odpowiedzialność Niemiec i ich przywództwo”. 

Kto po Stoltenbergu? 

Scholz jest bardzo zdeterminowany, aby mieć swojego człowieka jako szefa NATO. Niemcy nie ukrywają, że w obecnej sytuacji jest to dla nich kluczowe stanowisko. Gdy tuż przed szczytem w Wilnie w 2023 roku Stoltenberg po raz kolejny gotował się do opuszczenia urzędu, co miało nastąpić we wrześniu, poważnie rozważano wówczas kandydaturę Ursuli von der Leyen. Miała być pierwszą kobietą stojącą na czele tej organizacji. Ale uznano, iż formalnie jest to możliwe dopiero po zakończeniu jej kadencji jako przewodniczącej Komisji Europejskiej w 2024 roku.

kandydatura miała mieć poparcie Joe’go Bidena i Emmanuela Macrona. Według nieoficjalnych informacji, von der Leyen miała powiedzieć Amerykanom, że nie może opuścić stanowiska wcześniej niż w 2024 roku, dlatego Waszyngton miał namówić Stoltenberga do przedłużenia jego kadencji o kolejny rok.

Ale jeszcze w czerwcu 2023 roku w grze o liderowanie NATO brany był poważnie pod uwagę brytyjski minister obrony Ben Wallace. Premier UK, Rishi Sunak, podkreślał, że „Ben wykonuje fantastyczną robotę. Jest świetnym sekretarzem obrony (…), cieszy się powszechnym szacunkiem wśród swoich kolegów na całym świecie. Jesteśmy jednym z niewielu krajów, które uczestniczą w każdej pojedynczej operacji NATO. Jesteśmy powszechnie postrzegani jako myślący lider w NATO”. A gdy na początku czerwca 2023 roku prezydent USA Joe Biden powiedział, że poprze przywódcę Sojuszu z Wielkiej Brytanii, gdy spotka się z premierem Rishi Sunakiem w Białym Domu, wydawało się, że jest to najpoważniejsza kandydatura. Ale to zaniepokoiło Berlin, bo Wallace był silnie wspierany przez państwa wschodniej flanki NATO, a także imponował wsparciem dla Ukrainy. To było frustrujące dla Berlina. W zakulisowych grach Scholz utrącił tę kandydaturę, bo pretendentowi miało brakować odpowiedniego doświadczenia – nigdy nie był, w przeciwieństwie do Stoltenberga, premierem. Już w lipcu Wallace wycofał się z gry, ustępując miejsca von der Leyen, która zanim została przewodniczącą Komisji Europejskiej, miała na swoim koncie epizod ministra obrony w rządzie kanclerz Merkel. Była pierwszą kobietą w Niemczech na tym stanowisku. 

Nieudane próby zastąpienia szefa NATO w trakcie wojny

Von der Leyen okazała się najgorszym szefem tego resortu, ale dzięki giętkości charakteru udało się jej najdłużej przetrwać ze wszystkich ministrów u boku Merkel. Zanim jednak objęła resort obrony, była ministrem rodziny i młodzieży, a potem pracy i spraw społecznych. Zrobiono z niej ministra obrony w 2013 roku, aby kontynuowała zwijanie Bundeswehry, bo wojny miało nie być. Swoim dyletanctwem i głupimi decyzjami szokowała wojskowych. A Rupert Scholz, który był ministrem obrony w ekipie Helmuta Kohla, określił sytuację, do jakiej Bundeswehrę doprowadziła von der Leyen, jako „katastrofalną”. Dlatego pojawiła się w zakulisowych grach sugestia, że dobrym pomysłem jest to, aby kobieta stanęła na czele NATO. Jest wiele innych dynamicznych przywódczyń. Poważnie wymieniano kandydatury premier Estonii Kai Kallas, premier Danii Mette Frederiksen i prezydent Słowacji Zuzanę Caputovą. Ostatecznie jednak nieformalną rywalizację, dzięki silnemu wsparciu USA, zdawała się wygrać von der Leyen. 

Gdy Stoltenberg przedłużył swoje urzędowanie o kolejny rok, wydawało się, iż uczynił to właśnie pod jej kątem. Nagle jednak niemiecki „Die Welt” ujawnił, że kandydaturę Ursuli von der Leyen zasugerował prezydentowi Joe Bidenowi sekretarz stanu USA Antony Blinken. Biden zwrócił się do Scholza o aprobatę tej kandydatury. Ten miał jednak kategorycznie odmówić. Jak czytamy: „Stanowisko to jest zbyt ważne dla kanclerza Scholza reprezentującego SPD, aby pozostawić je przedstawicielce konkurencyjnej CDU”. Co więcej, informatorzy „DW” twierdzą, że Scholz uważa stanowisko przewodniczącego Komisji Europejskiej za znacznie mniej ważne na arenie międzynarodowej niż sekretarza generalnego NATO. Zdaniem Scholza, von der Leyen była zbyt krytyczna wobec Moskwy, co może okazać się niekorzystne w dłuższej perspektywie, na przykład po zakończeniu wojny.

Paweł Jabłoński, wiceminister MSZ w rządzie Mateusza Morawieckiego, komentując ten fakt, zwrócił uwagę, iż antyrosyjskość to znów przeszkoda. Stwierdził, że to „bardzo groźna sytuacja dla Polski”. Jego zdaniem „najważniejsze zadanie dla naszej dyplomacji: powstrzymać to. Utrzymać REALNĄ gotowość naszych sojuszników do powstrzymywania Rosji. Tak jak zrobiliśmy to dwa lata temu (...), ciężka praca i budowa sojuszu od jesieni 2021 doprowadziły do tego, że nie mamy na wschodniej granicy drugiej Białorusi. A taki byłby efekt zwycięstwa Rosji”.

Polityk zwrócił się też wprost do kierownictwa MSZ oraz rządu Tuska:

„Najważniejsze pytanie: czy obecne kierownictwo MSZ i rząd Donalda Tuska zdobędzie się na odwagę i sprzeciwi Niemcom – żeby zapobiec dokonaniu przez nie kolejnego prorosyjskiego zwrotu?”.

Scholz nie chce przekazać broni Ukrainie

Ta rodzinna, wewnątrzniemiecka kłótnia między von der Leyen a Scholzem o przywództwo nad NATO pokazuje stałą cechę kanclerza RFN – traktowanie w sposób szczególny Putina i Rosji. Mimo wielu deklaracji nadal wybiera on opcje, które mogą umożliwić powrót do resetu w relacjach Berlin–Moskwa. Scholz w tej brudnej grze chce jakby przekonać Kreml, iż jego działania są wymuszane, ale robi wszystko, aby opóźniać takie działania zachodniej wspólnoty, które mogą być strategicznie groźne dla Rosji. Tak jest choćby w przypadku konsekwentnej odmowy dostarczenia do Kijowa niemiecko-szwedzkich pocisków manewrujących Taurus KEPD 350, ważących 1,4 tony. Są wyjątkowo groźne, bo ich wykrycie i zniszczenie przez rosyjską obronę powietrzną, ze względu na zastosowaną przy ich budowie technologię stealth, jest niezwykle trudne. Pocisk posiada podwójną, ważącą niemal pół tony głowicę bojową MEPHISTO, która wyposażona jest w ładunek wstępny, początkowy penetrujący i główny. Zapalnik o zmiennym opóźnieniu eksplozji ładunku głównego pozwala na głęboką penetrację uderzanych obiektów. Z tego powodu doskonale nadawałby się do zniszczenia mostu krymskiego. Jego konstrukcja powoduje, iż eksplozja główna powinna nastąpić po przebiciu się przez pierwszą warstwę, aby uszkodzeniu uległa konstrukcja nośna tej strategicznej dla Rosjan przeprawy. Ukraina wielokrotnie próbowała zniszczyć ten most. Według wielu zachodnich specjalistów byłoby to możliwe przy użyciu pocisków Taurus. Ale byłby to ogromny cios dla rosyjskiej armii i zmasakrowałby jej linie logistyczne na południu. Dlatego Scholz nie chce przekazać tej broni, choć Kijów występuje o nią do Berlina już od lipca 2023 roku.

Postawa kanclerza została ostro skrytykowana nawet przez byłego prezydenta Republiki Federalnej Niemiec, Joachima Gaucka, który otwarcie stwierdził, że poprzez wahania rządu nie tylko zmniejszają się szanse Ukrainy, lecz także rośnie zagrożenie dla wolnego świata. W wywiadzie dla „Bild am Sonntag”, oceniając postawę Scholza, stwierdził: „W obliczu wyniszczającej wojny pozycyjnej i haniebnych ataków z powietrza na ukraińską ludność cywilną, patrzę na nasze działania z niepokojem i zadaję sobie pytanie, czy nasze wsparcie jest wystarczające”. A dopytywany o apele Kijowa dotyczące pocisków Taurus, zaznaczył, iż przeprowadził konsultacje z wojskowymi w tej sprawie: „Po tych rozmowach nie mogę już zrozumieć, dlaczego wahamy się, by dostarczyć tę broń i inną amunicję”.

Niemal wprost oskarżył Scholza o podwójną grę, jaką prowadzi z Rosją. Jak ocenił: „Kanclerz musi co jakiś czas zadawać sobie pytanie, czy nie mija się ze swoim deklarowanym celem”, a więc czy robi wszystko, aby uniemożliwić Rosji zwycięstwo.

Niemiec Pistorius zamiast Niemki von der Leyen?

Scholz chce mieć swojego człowieka na szczycie NATO, który byłby w stanie wykorzystać wojnę do globalnego spozycjonowania Niemiec. Do tego celu doskonale nadaje się Boris Pistorius, który podobnie jak kanclerz postrzega relacje z Kremlem i Waszyngtonem. Duet Scholz–Pistorius mógłby nadać nowy, geopolityczny wymiar ambicjom Berlina. Ma też swoje skromne znaczenie, że Berlin podwójnie utarłby nosa Londynowi i niedoszłym ambicjom Bena Wallace’a. Bo przecież pierwszym sekretarzem generalnym NATO był lord Hastings Lionel Ismay, legendarny asystent wojskowy Winstona Churchilla z okresu II wojny światowej. To on bodaj najtrafniej ujął istotę tej organizacji, stwierdzając, iż utworzona została po to, aby „trzymać Związek Sowiecki z daleka, Amerykanów wewnątrz, a Niemców na dystans”. A teraz nagle po raz drugi w dziejach Sojuszu Niemiec miałby stanąć na czele tej potężnej organizacji w momencie, gdy budowana jest nowa geopolityczna architektura Europy i świata.

W całej długiej historii Sojuszu Brytyjczycy, po lordzie Ismay, jeszcze dwa razy stawali na czele tej największej na świecie organizacji obronnej – Peter Carington w latach 1984–1988, a więc w samej końcówce zimnej wojny, i George Robertson, który wprowadzał Sojusz w XXI wiek (1999–2003). Najdłużej, bo aż 13 lat, kierował NATO Joseph Luns, holenderski dyplomata, który od października 1971 do 1984 roku pełnił ten urząd. Holendrem był też w latach 1961–1964 trzeci sekretarz generalny NATO, Dirk Stikker, a także jedenasty, Jakob Scheffer, który od 2004 do 2009 roku stał na czele Sojuszu. Ale to Włosi zdominowali tę funkcję, bo czterokrotnie przewodniczącym NATO był ich przedstawiciel. W rzeczywistości jednak aż trzykrotnie jako pełniący obowiązki. Dwukrotnie dotyczyło to Sergio Balanzino, który w 1994 roku został zastępcą sekretarza generalnego (pełnił tę funkcję aż do 2001 roku). Po śmierci Manfreda Wörnera w 1994 roku, pełnił obowiązki sekretarza generalnego aż do wyboru na tę funkcję Belga Willy’ego Claesa w październiku 1994 roku, a gdy ten musiał zrezygnować z urzędu ze względu na udział w wielkim skandalu korupcyjnym, Włoch ponownie, do wyboru Hiszpana Javiera Solany, na krótko pełnił ten urząd. Claes w niczym nie przypominał innego Belga, Paula-Henri Spaaka, historycznie drugiego sekretarza generalnego NATO, który przed objęciem tej funkcji był pierwszym szefem Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, poprzedniczki UE. Tylko przedstawiciele ośmiu państw stali na czele Sojuszu, w tym dwóch ostatnich po raz pierwszy reprezentowało państwa nordyckie. Po Duńczyku, Andersie Fogh Rasmussenie, 28 marca 2014 roku Rada Północnoatlantycka NATO mianowała Norwega, Jensa Stoltenberga na 13. sekretarza generalnego. Był kandydatem Merkel, która zdobyła dla niego poparcie prezydenta USA Baracka Obamy i premiera Wielkiej Brytanii Davida Camerona, a potem wszystkich pozostałych liderów. Najbliższy czas pokaże, czy czternastym liderem NATO zostanie człowiek Scholza, Boris Pistorius.

 



Źródło: Gazeta Polska

 

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

Chcesz skomentować tekst? Udostępnij treść i skomentuj w mediach społecznościowych.
Piotr Grochmalski
Wczytuję ocenę...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo